Szumnie obwieszczane nie zawsze jest udane – „Po prostu przyjaźń” w reż. Filipa Zylbera

Przyjaźń niejedno ma imię i na niejedną próbę zostaje wystawiona. Ciężko być przyjacielem i ciężko odpowiedniego przyjaciela znaleźć – to naprawdę skomplikowana oraz wymagająca, bowiem pełna ustępstw (i absolutnie nie mam tu na myśli bezgranicznej akceptacji wad, bo nie na wszystko trzeba się godzić i nie wszystko tolerować, ale należy wiedzieć jak to przekazać; prawidłowa komunikacja, nie ocenianie, ale zdrowa krytyka – złoty środek), kompromisów, poświęceń, podejmowania rozmaitych decyzji, wsparta na filarze lojalności, braku zawodów i wynikającego z nich zaufania, relacja,  stąd rzadko spotykana; tak, by niezaburzona trwała aż po kres, bo o tych ułudnych wiele się słyszało i niemało zaznało, chociażby w dzieciństwie czy w okresie nastoletnim – wtedy na każdym etapie nauczania ma się nowego przyjaciela, a przecież nie o to w tym chodzi. Przyjaciel szczerze cieszy się z sukcesów, nie nachalnie, lecz troskliwie interesuje życiem, ani nie wybiega na przód, ani nie wlecze z tyłu, tylko wiernie podąża tuż obok, bezinteresownie, w troskach i radościach.

I o tej przyjaźni szumnie obwieszczali, co raz reklamowali, obklejali tablice informacyjne plakatami, więc by nowy rok zacząć pozytywnym akcentem filmowym wybraliśmy się na premierę, z założenia komedii, „Po prostu przyjaźń” w reż. Filipa Zylbera. Wieczór zatarł realizm, czyniąc rzeczywistość bardziej magiczną niż się w istocie wydaje, chyba, że ludzie potrafią tę magię z siebie wykrzesać, a w świecie dostrzec. Podjechaliśmy pod bardziej oblegane kino, bo w naszym klimatycznym tego nie grali, zbyt rozgłośnione na taki grajdołek usytuowany na końcu miasta. Drzwiami zamaszyście trzasnęliśmy, idąc ostrożnie po niebezpiecznie oblodzonej powierzchni, by niefortunnym upadkiem w centrum pośmiewiska się nie znaleźć – zakończone sukcesem, toteż na pewniaka do widny wsiadamy, przycisk na samą górę, wrota rozchylone, kierunek do kasy, a tam: biletów NIE MA, a Państwo Mili nie wiedzą, że na takie superhity rezerwuje się rok wcześniej? Niby wiedzą, ale jakby zapomnieli, toteż po talerzu czarnej polewki, odprowadzeni wzrokiem lepiej rozplanowywujących, przez dziurę w kieszeni, nogawką od spodni gubiąc klucze, tym razem schodami, zjechaliśmy na sam dół, gdzie wiatr świstał nieubłaganie, w eskorcie pyzatego księżyca, śmiejąc się dokuczliwie. Kompletnie niewzruszeni wykorzystaliśmy owy czas na gorącą kawę, wzbogacając tym samym naszą relację w uśmiechy i spojrzenia, a na bardziej kameralny seans udaliśmy się dwa dni później.

A film ten opowiada historię niczego innego jak przyjaźni właśnie; przyjaźni wielokroć wystawianej na próbę, sprawdzającej gdzie posiada swoje granice, ile jest w stanie wytrzymać i jaką czynić ofiarę. W głównym wątku, łączącej paczkę znajomych jeszcze z liceum, którzy to w asyście byłego belfra, Mariana (Marcin Perchuć), rok w rok wyjeżdżają w góry; jest wśród nich zdezorientowany romantyk Grzegorz (Maciej Zakościelny), który pechowo, zresztą z wzajemnością, zakochał się akurat w Olce (Katarzyna Dąbrowska) – byłej żonie swojego zagorzale przestrzegającego zasad kompana Kamila (Piotr Stramowski), pozytywnie zakręcona na punkcie guzików sławnych osób wytatuowana Jadźka (Aleksandra Domańska), dla której Filip (Kamil Kula) te guziki wyłowi choćby z klozetu i Julia (Agnieszka Więdłocha) – stateczna nauczycielka języka polskiego, zaś w tym pobocznym, przypadkowo zawiązującą między Szymonem (Krzysztof Stelmaszyk) a małoletnim, pozbawionym rodzicielskiego zainteresowania Antkiem (Adam Tomaszewski), potrąconym przez Cichego (Przemysław Bluszcz), będącym pobratymcem tego pierwszego, który to dzielnie staje w jego obronie, pragnącą dziecka, ale nie pragnącą dla niego ojca bizneswoman Ivanką (Magdalena Różczka), proszącą w tym celu o pomoc niezastąpionego Patryka (Bartłomiej Topa), no i samego Mariana oraz Aliny (Sonia Bohosiewicz), u których pojawiają się przypadkowo wygrane w totka ogromne pieniądze.

Szereg krótkich, nijak scalonych ze sobą obyczajowych opowieści, które jakoś tak po drodze się rozmywają, nawet nie sygnalizując co dalej – ani niezbyt bawią, ani niezbyt wzruszają (a najgorsza chyba jest obojętność?), choć oczywiście są wyjątki: całą duszą zaabsorbowany w ojcostwo Patryk, kolacja Mariana i Aliny z wiodącym prym homarem, wizyta w sklepie z guzikami, rozmowa z babcią Walerią (Anna Polony), to te okraszone humorem, a rozpaczliwy krzyk chorej na zaawansowanego raka mózgu Julii, to scena według mnie najlepsza, wszak szczególnie bolesna, emanującą strachem oraz bezradnością, jednakże ta śmierć tutaj naprawdę niepotrzebna, bo z założenia miało być śmiesznie, a raczej nie jest. Niewiele więc komedii w komedii, wyjątkowego romansu też brak, a dramat z tego żaden. Ot taka sobie banalna, pełna przewidywalnych rozwiązań sklejka, ale nie pozbawiona atrakcyjnych bohaterów, pięknych krajobrazów i ogólnego uroku, bo mimo, że produkcja trwa ponad dwie godziny, to nie nudzi. Ale czy jest to propozycja na wielki ekran? Nie sądzę, bardziej do obejrzenia w domowym zaciszu.

źródło ilustracji: http://1.fwcdn.pl/po/79/15/767915/7769839.3.jpg

źródło ilustracji: http://i.iplsc.com/-/0005MQ846HV1F5FQ-C122.jpg

źródło ilustracji: http://bi.gazeta.pl/im/6d/65/13/z20337005IH,Agnieszka-Wiedlocha-i-Aleksandra-Domanska-w-filmie.jpg

źródło ilustracji: http://www.kinozorza.pl/aktualnosci/akt1567/galeria/672279.1.jpg

Ale jedno jest pewne: z po prostu przyjaźni może wyjść aż miłość, a jak to się wszystko poukłada, to już decyzja nas samych, i tego się trzymajmy ;)

Opublikowano Film, Wszystkie wpisy | 4 komentarzy

Śniadaniowe praliny

Niekiedy, gdy mam więcej czasu, przygotowuję sobie na śniadanie pralinki (bo przecież nie można się w życiu ograniczać tylko do kanapek czy owsianek); zawsze są bezglutenowe, ale nie zawsze wegańskie, stąd wystarczy w drugim przepisie biały twaróg zastąpić serkiem tofu (tym aksamitnym), mleko w proszku mniejszą ilością mąki kokosowej (bowiem znacznie lepiej zagęszcza), a jogurt grecki mlekiem kokosowym, by były znakomitą propozycją dla wegan. Są przepyszne, wręcz deserowe, do szklanki porannej kawy idealne ;)

Z poniższych proporcji wychodzi przeważnie 6 sporych sztuk, a jeśli ktoś zdecyduje się na ich podwojenie, to niezjedzone od razu należy przechowywać w lodówce.

Daktylowo-orzechowo-owsiane z mrożonymi wiśniami i masłem orzechowym (Przepis pochodzi z bloga: http://more-food-love-and-life.blogspot.com/)

Składniki:

  • 40 g płatków owsianych (zmielonych)
  • 30 g daktyli (namoczonych we wrzątku)
  • 0,5 małego banana
  • 1 kopiata łyżka mąki orzechowej
  • 1-2 łyżki mąki kokosowej
  • cynamon

Dodatkowo:

  • mrożone wiśnie
  • masło orzechowe
  • mąka orzechowa

Sposób przygotowania:

Daktyle rozdrobnić, zalać wrzątkiem, odstawić, potem zblendować z bananem i połączyć z resztą składników. Z powstałej masy uformować kuleczki, nadziewając je mrożonymi wiśniami oraz masłem orzechowym. Na sam koniec obtoczyć je w mące orzechowej.

Serowo-jaglane z pistacjami (Przepis autorski)

Składniki:

  • 100 g białego, chudego twarogu (dwukrotnie zmielonego)
  • 1 łyżka mąki kokosowej
  • 1 łyżka płatków jaglanych (zmielonych)
  • 3 łyżki mleka w proszku
  • 1 łyżka płynnego, wielokwiatowego miodu
  • 1 łyżka naturalnego jogurtu greckiego

Dodatkowo:

  • migdały
  • pistacje (zmielone oraz całe)

Sposób przygotowania:

Wszystkie składniki wrzucić do miski, dokładnie wymieszać, po czym nadziewając migdałem uformować kulki, które należy obtoczyć w zmielonych pistacjach i z wierzchu dodatkowo przyozdobić całymi.

Z fig i nerkowców obtoczone w sezamie (Przepis pochodzi z bloga: http://foodmania-przepisy.blogspot.com/)

Składniki:

  • 1 garść orzechów nerkowca (namoczonych we wrzątku)
  • 6 suszonych fig (namoczonych we wrzątku)
  • 1 łyżka wody różanej

Dodatkowo:

  • sezam (do obtoczenia)

Sposób przygotowania:

Nerkowce oraz figi namoczyć we wrzątku (około 4h), odcedzić, po czym dokładnie zblendować z dodatkiem wody różanej. Z masy uformować kulki, następnie obtoczyć je w ziarnach sezamu.

Opublikowano Przepisy, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Gruszkowo-karmelowe bułeczki

Ponieważ z orzechowo-gruszkowego sernika zostało mi dość sporo gruszek oraz prawie pełna puszka masy krówkowej, to postanowiłam upiec drożdżowe bułeczki z takim oto nadzieniem; są wspaniale puszyste, delikatne, ze słodką, chrupiącą kruszonką – w sam raz na te mroźne, zimowe wieczory, do szklanki gorącej herbaty ;)

Przepis na gruszkowo-karmelowe bułeczki (około 18 niedużych sztuk – ja zrobiłam 12 większych) (Przepis na ciasto pochodzi z bloga: http://gotowaniecieszy.blox.pl/html)

Składniki:

Ciasto:

  • 3,5 szklanki mąki pszennej (tortowej, typ 450)
  • 80 g drożdży
  • 2/3 szklanki cukru pudru
  • 2 opakowania cukru waniliowego
  • 120 g masła (roztopionego i przestudzonego)
  • 200 ml mleka (podgrzanego do temperatury 40°C)
  • 2 jajka
  • 1/3 łyżeczki soli

Nadzienie:

  • 1 puszka masy krówkowej
  • 5 miękkich, mocno dojrzałych gruszek

Kruszonka:

  • 1 szklanka mąki pszennej (tortowej)
  • 3/4 szklanki cukru
  • 100 g masła

Dodatkowo:

  • 1 jajko
  • 4 łyżki mleka

Sposób przygotowania:

Wykonać zaczyn: drożdże rozkruszyć, wrzucić do miski, dodać 1 łyżeczkę cukru pudru, 2 płaskie łyżki mąki i 5 łyżek letniego mleka – wymieszać i odstawić na 20 minut pod przykryciem.

Jajka ubić z pozostałym cukrem pudrem oraz cukrem waniliowym na jasnożółtą, puszystą masę, następnie dodać wyrośnięty zaczyn, sól, ciepłe mleko, przesianą mąkę i roztopione, przestudzone masło – wyrobić gładkie, dość luźne ciasto, po czym przełożyć je do naczynia wysmarowanego olejem – odstawić przykryte ściereczką do wyrośnięcia na 1h.

Wyrośnięte ciasto podzielić na dwie części, uformować okrąg (można delikatnie rozwałkować) o grubości 1,5cm i przy pomocy szerokiej szklanki lub kubka wycinać kółka o średnicy 9-10cm.

Na każdy krążek wyłożyć 1 łyżkę masy krówkowej, pokrojoną w kostkę gruszkę, dokładnie zlepić i ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia – odstawić na 30 minut.

Wierzch wyrośniętych bułeczek posmarować jajkiem wymieszanym z mlekiem i oprószyć kruszonką (powstałą z połączenia składników).

Piec około 15-20 minut, w temperaturze 180°C (wierzch nie powinien być mocno spieczony)

 

 

Opublikowano Przepisy, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Nadrabianie przeszłości – część V: „Małe kobietki” autorstwa L.M. Alcott

Jakieś dwa tygodnie temu na stronie Onetu wyświetlił mi się artykuł z propozycjami książek, które MUSI przeczytać każda kobieta; listę sumiennie przejrzałam, odhaczając te wcześniej zaliczone i zastanawiając nad tymi jeszcze nieznanymi – wybór padł na „Małe kobietki” autorstwa L.M. Alcott (których zresztą, dawno, dawno temu, nieświadoma istnienia książki, oglądałam ekranizację, tę z 1994 roku; i pamiętam, że mi się spodobała). Nie sugerując się żadnymi recenzjami, znając tylko powierzchowny zarys fabuły, zaopatrzyłam się w niewielkie waniliowe cappuccino, do kompletu waniliową chałwę i spędziłam kilka wieczorów, począwszy od Bożego Narodzenia, w domostwie Orchad House, z rodziną Marchów, a dokładniej z matką (kobieta niezwykle ciepła, kochająca, przyjazna, wesoła, pomocna) i jej czterema córkami: 16letnią Małgosią (bardzo ładna, o jasnej karnacji, dużych oczach oraz delikatnych dłoniach, pracuje jako guwernantka u państwa Kingów, marzy o wykwintnym lokum, pięknych sukniach, licznej służbie, wystawnych zabawach i dużej gotówce), 15letnią Ludką (wysoka, szczupła, o stanowczych ustach, gęstych włosach, talencie pisarskim, kompletnie zaprzecza obrazowi ułożonej dziewczynki, to typowa chłopczyca, która na co dzień opiekuje się zgorzkniałą ciotką), 13letnią Elizą (zawsze ładnie uczesana, z zaróżowioną cerą, nieśmiała, spokojna, stąd określana przez pozostałych „Ciszątkiem”, empatyczna, uzdolniona muzycznie) oraz 12letnią Amelką (kształtna, niebieskooka, ze złocistymi lokami, przemądrzała, dba o maniery, sili się na dojrzalszą niż jest w rzeczywistości), bowiem ojciec wyjechał na wojnę secesyjną jako kapelan. Niegdyś opływające w luksusy, po utraceniu majątku, z powodu podpory udzielonej przyjacielowi, żyją naprawdę ubogo, ale mimo wielu obowiązków, chwilowych buntów czy pojawiającego, w zderzeniu z napotykanym u Gardinerów bądź Moffatów, przepychem, uczucia zazdrości, potrafią wspólnie, w serdecznej atmosferze i przy gromkich wybuchach śmiechu, umilić sobie czas: robią na drutach przy trzaskających w kominku płomieniach, wyszywają chusteczki, uczestniczą w piknikach, prowadzą ogródki pełne słoneczników, róż, heliotropów, mirtów i pomarańczowych drzewek, śpiewają, rozmawiają, wygłupiają, piją lemoniadę, w miarę możliwości stroją, wystawiają sztuki teatralne, gromadzą w „Klubie Pickwicka”, gdzie piszą artykuły do swojej gazety lub na „Stowarzyszeniu Pracowitych Pszczółek” (tam, na świeżym powietrzu, by wystrzec się  próżnowania, wykonują drobne czynności), w końcu zaprzyjaźniają z mieszkającym w sąsiedztwie, osieroconym Teodorem Arturem, wychowywanym przez troszkę zdziwaczałego, jednakże posiadającego gołębie serce, dawnego kupca kolonialnego, Starego Pana Laurence’a - temu wszystkiemu dodatkowo przyświeca chlubny cel, jakim, przy wsparciu woluminów, pełniących rolę przewodników, jest odbycie rocznej „Wędrówki pielgrzyma”, która ma na celu naukę dobrego rozporządzania czasem, by sumiennie wypełnić obowiązki, ale i znaleźć czas na zabawę, przynosząc wrażenie pożytecznego oraz przyjemnego dnia, co ma prowadzić do samodoskonalenia przypieczętowanego zwalczeniem własnych słabości.

 ”Małe kobietki” to taka trochę staroświecka historia o sielankowym (mimo pojawiającej się nędzy, śmierci, choroby) i przesadnie moralizatorskim wydźwięku, z baśniowym podziałem na dobrych oraz złych bohaterów, napisana landrynkowo wzniosłym językiem, który czyni z niej, poprzeplatane klasycznymi wzruszeniami i płonącymi ze wstydu, wynikającego z niegrzecznego zachowania, policzkami, powieść-kazanie, sprowadzające się do tego, iż kobieta ma być dobrą żoną i matką. Nie wiem czemu, ale klimatem wzniecała we mnie podobne odczucie do tego, gdy czytałam „Anię z Zielonego Wzgórza”, „Małą Księżniczkę” i „Emancypantki”. Niestety, wypełniona wypowiedzianymi w danym tonie matczynymi radami i poglądami, kompletnie nie pasuje do dzisiejszych czasów; podejrzewam więc, że przez ówczesną młodzież zostałaby po prostu wyśmiana, stąd polecam ją grupie wiekowej 9-13 lat – ALE TO NIC, bo chociaż naiwnie, to jednak uświadamia, że prawdziwym bogactwem nie są pieniądze, lecz rodzina, miłość, harmonia i poczucie bezpieczeństwa, o czym świadczą wyłowione z treści złote myśli: Bo miłość usuwa bojaźń, a wdzięczność umie pokonać dumę, Im więcej kto ma, tym więcej pragnie oraz wiersz:

Niczym bogactwo, niczym nieznane,

Które nas nęcą z daleka,

Tylko wewnętrzne zadowolenie

Stanowi szczęście człowieka.

 

Pracować trzeba, gdy siły służą,

Na społeczeństwa pożytek;

Życie jest tylko krótką podróżą,

Pielgrzymom zawadza zbytek.

Opublikowano Literatura, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Pomarańczowy sernik

Zima pachnie pomarańczami, więc nie powinno ich zabraknąć w wypiekach. Dzisiaj sernik: na kruchym spodzie, z niesamowicie lekką, jedwabistą masą serową i wtopionymi w nią plasterkami pomarańczy.

Jest chyba jeszcze smaczniejszy niż ten orzechowy z gruszkami; taki domowy, „babciny”, gdzie do masy serowej delikatnie dodaje się białka, a nie miesza wszystko naraz.

Jest szybki w wykonaniu, niedrogi i pyszny.

Polecam ;)

Przepis na pomarańczowy sernik (blacha o wymiarach 34x25cm ) (Przepis pochodzi z bloga: http://cukierenkaklementynki.blogspot.com/, dodałam kruchy spód )

Składniki:

Ciasto:

  • 450 g mąki pszennej (tortowej)
  • 300 g masła
  • 150 g cukru
  • 1,5 łyżeczki aromatu pomarańczowego

Pomarańczowa masa serowa:

  • 1 kg twarogu sernikowego (z wiaderka)
  • 1 szklanka cukru
  • 6 jajek (białka i żółtka osobno)
  • 0,5 szklanki oleju
  • 6 pełnych łyżek kaszy manny
  • 2 pomarańcze
  • szczypta soli

Sposób przygotowania:

Ciasto:

Wszystkie składniki zagnieść – powstanie coś w rodzaju kruszonki, którą należy wylepić wcześniej wyłożoną papierem do pieczenia formę. Następnie ponakłuwać spód widelcem.

Podpiec około 15 minut, w temperaturze 180°C (wstawiać do nagrzanego piekarnika)

Pomarańczowa masa serowa:

Białka ubić na sztywno ze szczyptą soli. Odstawić.

Żółtka zmiksować z cukrem na jasnożółtą, gęstą masę, po czym dodać twaróg sernikowy, kaszę mannę, skórkę otartą z pomarańczy oraz olej – zmiksować tylko do połączenia się składników. Na sam koniec delikatnie wmieszać białka.

Masę serową wylać na podpieczony spód, a z wierzchu poukładać pokrojone w plasterki, obrane pomarańcze.

Piec około 30 minut, w temperaturze 170 °C (wstawiać do nagrzanego piekarnika, a na niższym poziomie ustawić naczynie z wodą), następnie obniżyć do 150 °C i piec kolejne 30 minut.

Wyjąć. Wystudzić. Można przed podaniem oprószyć cukrem pudrem.

 

Opublikowano Przepisy, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Koszmary i uroki zimy

W tym roku zima zszokowała, choć ze swej natury nie powinna, mrozem oraz śniegiem, bowiem przez ostatnie 3-4 lata bliżej jej było do łagodnej jesieni – w ten oto sposób dała zapomnieć o własnym istnieniu. Ale że przyroda jest nieprzewidywalna bardziej niż nafaszerowany schematami człowiek (bo zwyczajnie potrafi być mądrze wolna i nie dać się społecznej presji), dodatkowo niczego kronikarsko nie planuje (nawiasem, tak lekko naciągając temat, zaraz mi się tu nasuwa myśl: jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość, co idealnie oddaje mój podśmiewający wzrok, gdy ktoś z kamienną powagą i nieudawaną euforią w głosie opowiada jak będzie wyglądało jego życie za 30 lat; jasne, że wolno chcieć, że nie zabrania się nikomu marzyć i dążyć do zrealizowania pragnień, ale zawsze trzeba mieć trochę dystansu, iż człowiek sobie, a Los sobie i przy okazji jemu, w innym przypadku uderza się głową w mur, bardzo boleśnie), to w przeciągu jednej nocy, kiedy to pospolici śmiertelnicy, myląc iluzję z rzeczywistością, przeżywali swoje sny, drastycznie obniżyła temperaturę i obsypała świat lodowymi kryształkami.

Wstałam. Przetarłam oczy. Oniemiałam z zachwytu, maźnięta farbką niechęci, jako że każda pora roku wywołuje we mnie ambiwalentne emocje: i je lubię, i nie lubię (chociaż na pewno nie tak skrajnie różne, a raczej negatywne, jak jest w przypadku upalnego lata).       A za co tym razem?

Uroki zimy:

  • baśniowe widoki: pokryte puchem pola, wzgórza, lasy, dróżki, parki, chropowate gałęzie, świerki, sosny, zamarznięte jeziora, zwisające sople lodu, błękitno-białe, bezchmurne niebo, lśniąca od porannego słońca lub ulicznych lamp pokrywa śnieżna, wręcz mieniąca zielenią, fioletem, pejzaż zasłonięty gęstymi, sypkimi gwiazdkami, wzory namalowane ręką mrozu na okiennych szybach
  • długie, zamglone noce, ze srebrną łuną naokoło księżyca
  • romantyczny, mroczny, nostalgiczny, łagodny, tajemniczy, wzmagający wyobraźnię nastrój, wprost idealny na wieczory spędzone z ukochaną osobą lub książką w dłoni
  • pokora względem przyrody, która po pierwsze uświadamia, jak nikły jest człowiek, po drugie to egzamin z troski o zwierzęta, jakie należy dokarmiać
  • harmonia w otoczeniu; mniejszy zamęt pogodowy niż chociażby w przypadku kapryśnej jesieni
  • spokój, jakieś takie wewnętrzne wyciszenie spowodowane jednostajnie mleczną scenerią, wszechobecnym ziąbem, nakłaniającym do rzadszego wychodzenia na zewnątrz; ustają roboty drogowe, budowy, remonty, jest mniej ludzi, w efekcie mniejszy tłok i związany z nim hałas
  • jest czyściej, bo wszelkie brudy, psie odchody, dziury, jak za dotknięciem magicznej różdżki, zostają zasypane
  • spędzanie czasu w domowym zaciszu, co owocuje zacieśnieniem relacji, długimi rozmowami, większą kreatywnością
  • spacery w trakcie których śnieg przyjemnie chrupie pod butami (a jeśli nie spacery, to inne zimowe sporty: łyżwiarstwo, narciarstwo, hokej, saneczkarstwo, snowboarding)
  • gorące napoje: sezonowe kawy, czekolady z bitą śmietaną, herbaty wzbogacone o miód i cytrynę, grzane wino, poncz
  • rozgrzewające kąpiele, olejki, termofory, koce, kapcie
  • smaki i zapachy: orzechy, pierniki, wanilia, pomarańcze, cynamon, imbir, anyż, goździki, gałka muszkatołowa, gorzkie kakao, żurawina, suszone śliwki, morele, sernik, makowiec, szarlotka, karmel, praliny, drzewo sandałowe, cedr, jałowiec, leszczyna, jaśmin
  • najrozmaitsze świeczki i kominki aromaterapeutyczne, tworzące aurę niesamowitości
  • ubrania przyozdobione futerkiem, kożuszki, płaszcze, sukienki, koszule, bluzki wykonane z żakardu, dżerseju, tafty, weluru, flauszu, przepiękne czapki, rękawiczki, szale, deseniowe rajstopy, skarpety
  • okolicznościowe dodatki (koce, pościele, poduszki, obrusy, stroiki, filiżanki, doniczki, kalendarze, notesy)
  • tematyczne filmy oraz książki

Koszmary zimy:

  • ujemne temperatury, przeszywający chłód, przed którym nie ochroni żaden dodatkowy sweter, ponieważ jest tak podstępny, zwinny, że wślizgnie się przez najmniejszą szczelinę
  • niebezpieczna pokrywa lodowa, będąca powodem kompromitujących upadków (zwykle w najmniej spodziewanym czasie, w najbardziej niekorzystnym miejscu, na oczach zgromadzonego ludu) oraz groźnych i przykrych (w przypadku, gdy niezależne od człowieka, bo jak spowodowane z jego winy, to zwyczajnie postrzegane w kategoriach bezmyślności) w skutkach wypadków drogowych
  • utrudnienia w transporcie, zakorkowany ruch uliczny
  • poranne skrobanie szyb
  • roztopy i związana z nimi rozmokła ciapa, gdzieniegdzie przechodząca w błoto, która po wejściu do mieszkania albo od razu obliguje do mycia podłogi + upiaszczonych, przesiąkniętych wodą psich łap, albo do zdejmowania przed drzwiami, nakłaniająca, okutanego w kilka warstw odzieży (i to też jest minus, że nie można od tak wyskoczyć z mieszkania, tylko trzeba zakładać tonę ciuchów), do przyjmowania niezbyt komfortowej pozycji
  • ogarniająca przestrzeń szarówa; nie taka, jak w przypadku melancholijnej, upływającej w rytmie stukających o parapet kropel deszczu jesieni, lecz spowodowanej mniejszą ilością słońca, jego jeszcze szybszymi zachodami oraz zabrudzonym wszelkimi zanieczyszczeniami śniegiem
  • gorączka, komercja, sztuczność, związana z nadchodzącymi świętami, sylwestrem i karnawałem
  • wrzeszczące dzieciory, nie zważywszy na pozostałych mieszkańców, bawiące akurat pod blokiem, dlatego że rodzicom zwyczajnie nie chce pójść się kilka kroków dalej, by tam, zresztą na większej płaszczyźnie, mogły spożytkować swoją energię i swobodnie, nie przeszkadzając absolutnie nikomu (poza hałasem też tym, że zjeżdżają z górki bezpośrednio pod nogi) nacieszyć aktywnie spędzonym czasem
  • nagminne przeziębienia i wzmożona podatność na nie, ocechowana ciągłymi pociągnięciami nosem, zmęczeniem, bólem gardła, mięśni, głowy

Zerkając na powyższe wniosek jest prosty i w zasadzie nasuwa się sam: zima jest bardzo lubianą przeze mnie porą roku, ale jej głównym mankamentem jest coś, bez czego nie istnieje, mianowicie mróz, który niewątpliwie uszlachetnia ziemskie zakątki, jednak ja fizycznie nie potrafię go przetrzymać, bo fakt, że nie znoszę letniego skwaru nijak ma się do tego, że uwielbiam ciepło, ale to pochodzące ze sztucznego źródła ;)

Opublikowano Wszystkie wpisy, Życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Sernik orzechowy z gruszkami

Wczoraj na wytrawnie, więc dzisiaj dla równowagi na słodko, w postaci sernika: bardzo kremowego, bardzo delikatnego, przez dodatek orzechów laskowych oraz soczystych gruszek jesienno-zimowego, z puszystą warstwą bitej śmietany i kajmakowym wzorkiem z wierzchu – a wszystko to na kruchutkim spodzie ;)

Przepis na sernik orzechowy z gruszkami (tortownica o średnicy 24 cm) (Przepis pochodzi z bloga: http://gotowaniecieszy.blox.pl/html)

Składniki:

Ciasto:

  • 300 g mąki pszennej (tortowej)
  • 200 g masła
  • 100 g cukru
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego

Orzechowa masa serowa z gruszkami:

  • 750 g twarogu sernikowego (z wiaderka)
  • 250 g mascarpone
  • 80  orzechów laskowych (zmielonych)
  • 1 szklanka cukru
  • 4 jajka
  • 1 budyń o smaku waniliowym
  • 2 gruszki (dojrzałe)

Dodatkowo:

  • 250 ml śmietany 36%
  • 1 łyżka cukru pudru
  • 2 łyżki masy kajmakowej

Sposób przygotowania:

Ciasto:

Wszystkie składniki zagnieść – powstanie coś w rodzaju kruszonki, którą należy wylepić wcześniej wyłożoną papierem do pieczenia formę. Następnie ponakłuwać spód widelcem.

Podpiec około 15 minut, w temperaturze 180°C (wstawiać do nagrzanego piekarnika)

Orzechowa masa serowa z gruszkami:

Twaróg, mascarpone, cukier, jajka oraz wymieszane z budyniem zmielone orzechy zmiksować krótko tylko do połączenia się składników. Następnie wrzucić pokrojone w kostkę gruszki – wymieszać.

Masę wylać na podpieczony wcześniej spód.

Piec około 70 minut, w temperaturze 160 °C (wstawiać do nagrzanego piekarnika)

Wyjąć. Wystudzić. Posmarować ubitą z cukrem pudrem śmietaną. Z wierzchu udekorować masą kajmakową.

Przechowywać w lodówce.

Opublikowano Przepisy, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Garlic Knots

Na zewnątrz panoszy się zima, beztrosko wirując śniegową sukienką, którą jednak, pomimo niezaprzeczalnych uroków, w pewnym wieku znacznie milej podziwiać zza szyby. A, że mrozem potrzaskuje, to w mieszkaniach grzeją kaloryfery, stąd najlepsza pora, by tuż pod nimi ustawić miskę wypełnioną ciastem drożdżowym, które pod przykryciem, w magiczny sposób rośnie i przekształca się w takie oto, splątane na supeł, czosnkowo-ziołowe bułeczki: mięciutkie, puszyste, aromatyczne tak bardzo, że nie wymagają już żadnych dodatków ;)

Przepis na Garlic Knots (9-12 sztuk) (Przepis pochodzi z bloga: http://gotowaniecieszy.blox.pl/html)

Składniki:

  • 480 g mąki pszennej (tortowej)
  • 15 g cukru
  • 1 opakowanie suchych drożdży (instant)
  • 1 łyżeczka soli
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 60 ml ciepłego mleka
  • 270 ml ciepłej wody

Do posmarowania:

  • 3 łyżki masła
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 łyżka ziół prowansalskich (u mnie suszone pomidory z czosnkiem)
  • szczypta soli

Sposób przygotowania:

Mąkę połączyć z drożdżami, cukrem i solą. Do składników suchych wlać wodę, oliwę oraz mleko. Ciasto zagniatać około 10 minut, po czym przykryć je szczelnie i odstawić na 1h w ciepłe miejsce (po tym czasie powinno podwoić swoją objętość).

Następnie podzielić je na 9 lub 12 równych części; każdą z nich rozwałkować na wałek długości 20 cm, na którego środku należy zawiązać supełek.

Bułeczki odstawić na blaszce, wcześniej wyłożonej papierem do pieczenia, do ponownego wyrośnięcia na 20 minut.

W tym czasie rozgrzać piekarnik do 180°C oraz roztopić masło i wymieszać je z przeciśniętym przez praskę czosnkiem oraz pozostałymi przyprawami.

Tak przygotowanym masłem posmarować z wierzchu wszystkie bułeczki.

Piec około 20 minut (nie powinny być mocno spieczone, lecz delikatnie przyrumienione)

 

Opublikowano Przepisy, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

3 naprawdę śmieszne komedie, jakie udało mi się obejrzeć: „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”, „Dusigrosz” oraz „Za jakie grzechy, dobry Boże?”

Kiedy zabieram się za poszukiwanie jakiegoś godnego obejrzenia filmu, szerokim łukiem omijam komedie; a to dlatego, że z natury nie jestem śmieszką i rozbawić mnie wręcz graniczy z cudem (co nie oznacza, że się nie uśmiecham, czy z absurdu życia nie podśmieję, bo to czasem najlepszy komentarz, po prostu nie pękam ze śmiechu, nie zanoszę nim i nie skręcam w bezdechu z bólu brzucha, ze spływającymi po policzkach promiennymi łzami), oraz dlatego, że ciężko trafić na produkcję, odznaczającą się naprawdę dobrym, inteligentnym, a nie prozaicznym, prymitywnym czy wulgarnym dowcipem przeznaczonym do durnowatego chichrania. I ostatnio, sama już nie wiem czy z przypadku, czy może nadeszła ta wiekopomna chwila, że celowo, natrafiłam na trzy genialne filmy komediowe, spośród których nawet na dwa wybrałam się do kina, ponieważ obecnie je grają, a chodzi mi o:

1. „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” (reż. Paolo Genovese) - to opowieść o grupce włoskich przyjaciół [Bianca (Alba Rohrwacher), Lele (Valerio Mastrandea), Cosimo (Edoardo Leo), Carlotta (Anna Foglietta), Peppe(Giuseppe Battitson)], którzy spotykają się na kolacji u Rocco (Marco Giallini) i Evy (Kasia Smutniak), gdzie w atmosferze ogólnej wesołości pada propozycja gry, która ma polegać na tym, iż wszystkie wiadomości, które przyjdą w trakcie uczty na ich wszelkie urządzenia, mają przeczytać pozostałym (rzecz tyczy się również odbierania telefonów i prowadzenia rozmów w trybie głośnomówiącym); bo przecież chyba nie mają żadnych wielkich sekretów i grzeszków, a te relacje opierają się na zaufaniu? Niechętnie, z pewnym ociąganiem i dezaprobatą, przystają na tę, jak się z czasem okazuje: niebezpieczną zabawę. A niebezpieczną dlatego, że wraz z upływem wieczoru wychodzą na jaw zdrady, niechciane ciąże, terapie, zakazane znajomości, utrzymywanie kontaktów z byłymi partnerami, utajone operacje plastyczne, planowanie wywiezienia teściowej do domu opieki, odmienne orientacje, romanse, dyskretne układy z jednym z rodziców, otrzymywanie zdjęć erotycznych, flirty, co staje się powodem pretensji, kłótni, rozstań bądź ustawianiu po którejś ze stron. W efekcie okazuje się, że to była tylko wizja, co by się stało, gdyby ludzie wyjawili całą prawdę o sobie, swoich czynach i myślach oraz gdyby odznaczali się bezwzględną szczerością, wszem i wobec wyrzekając jakiegokolwiek kłamstwa, podkoloryzowania czy przemilczenia niektórych kwestii (chociaż jakby mieli czyste sumienie, to nie musieliby się z niczym ukrywać).

źródło ilustracji: http://stilusfractus.pl/wp-content/uploads/2016/11/dobrze-sie-klamie_panorama.jpg

2. „Dusigrosz” (reż. Fred Cavayé) - historia skrzypka, Francoisa Gautiera (Dany Boon), który nurkując sobie spokojnie w wodach płodowych, zasłyszał życzenie matki, by nigdy nie był takim rozrzutnikiem jak jego ojciec. Jak zapragnęła, tak też się stało, bo mężczyzna cechuje się niesamowitym skąpstwem; nie tylko względem innych, ale również samego siebie, co często doprowadza do wręcz absurdalnych zachowań i sytuacji: spożywa przeterminowaną żywność, bierze zimny prysznic, ma tylko jedną parę butów i jedno ubranie, więc chodzi w pożyczonych, które nie zawsze na niego pasują, podlicza na osobistym kalkulatorze zakupy razem z kasjerką, siedzi przy zgaszonym świetle, zaś kolację je po zapaleniu latarni, nigdy nie daje na żadne składki, wręcz ukrywa się przed tymi, którzy na nie zbierają, nie opłaca wywózki śmieci, co sprawia, że miejscowi, za jego zresztą śmiesznie niski dług, muszą dość daleko tachać wypełnione nimi wory. W zasadzie całe jego życie skupia się na chorobliwym oszczędzaniu, co owocuje samotnością, odrzuceniem, społeczną niechęcią, brakiem satysfakcji, jakiejkolwiek radości, o czym świadczą prywatne terapie psychologiczne na kanapie u doradcy bankowego (bo to właśnie on pełni rolę darmowego psychiatry). Ale z chwilą pojawienia dwóch, zagrażających jego nagromadzonym finansom, kobiet: wiolonczelistki Valérie (Laurence Arné) oraz szesnastoletniej córki Laury (Noémie Schmidt), o której istnieniu nawet nie miał pojęcia, ta sytuacja ulega zmianie.

źródło ilustracji: https://media.multikino.pl/uploads/images/films/radin-5913_0176921ce5.jpg

3. „Za jakie grzechy, dobry Boże?” (reż. Philippe de Chauveron) - Państwo Marie (Chantal Lauby) oraz Claude Verneuil (Christian Clavier) są typowym, statecznym, francuskim, przywiązanym do tradycji, katolickim małżeństwem, które pragnie po prostu szczęścia dla swoich czterech pięknych córek: Isabelle(Frédérique Bel), Odile (Julia Piaton), Ségolène (Emilie Caen) i Laure (Elodie Fontan) w postaci jednokolorowej, jednokulturowej rodziny. No ale, szczęście szczęściem, wszak pewne normy należy zrealizować, wbić się w społecznie ustalone ramy, by nie odstawać, nie wyróżniać się, tym zaś nie szokować. Jednak jak się okazuje każde ma swoją cenę i niejedno oblicze, bo wybrankami ukochanych pociech stają się: Chińczyk, Żyd, Arab i czarnoskóry, co powoduje, że wśród licznych niesnasek, wpadek oraz rasistowskich dowcipów, muszą zmierzyć się z własnymi uprzedzeniami.

źródło ilustracji: https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/DtHktkpTURBXy85ZmE2ZDU1NDZmMGU5MGNjMDJmMjNkZDFlYzhhZjMwNi5qcGeSlQMBf80Fd80DEpMFzQMgzQHC

Wszystkie powyżej zaprezentowane filmy mają ze sobą coś wspólnego, mianowicie ośmieszają ludzkie cechy, a więc zakłamanie, skąpstwo (bo tutaj nawet nie ma mowy o zdrowej oszczędności, lecz patologicznej chciwości)  i stereotypowe myślenie, co nie czyni ich abstrakcyjnymi (choć jak to w komediach bywa niektóre sytuacje są przerysowane), lecz bardzo życiowymi, dlatego że traktującymi o nas samych. Perypetie są zabawne, humor i dialogi lekkie, niezobowiązujące, wyzbyte prostactwa, płytkości, co ważne nie przechodzące w moralizatorski ton, ale niosące ze sobą wiele mądrości, bo niby pokazują człowieka w krzywym zwierciadle, ale jakby tak po szczerych salwach śmiechu przejrzeć w nim raz jeszcze, to może dostrzeże się pod tą krzywizną bolesny autentyzm, który skłoni do krytycznego podejścia do własnej osoby?

Opublikowano Film, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Owsiany koktajl, czyli propozycje śniadaniowe na cały tydzień

O wspaniałych właściwościach płatków owsianych pisałam przy okazji TEGO wpisu, więc dzisiaj po prostu podam kilka moich śniadaniowych propozycji; tym razem nie w postaci owsianki, ale koktajlu owsianego.

Płatki owsiane nie muszą być nudne! ;)

Migdałowo-różano-malinowy

Składniki:

  • 2 łyżki płatków owsianych (zmielonych)
  • 125 ml sojowego mleka o smaku migdałowym
  • 125 ml jogurtu naturalnego
  • 1 łyżeczka wody różanej
  • 1 łyżeczka płynnego, wielokwiatowego miodu
  • mrożone maliny
  • płatki migdałowe

Sposób przygotowania:

Płatki owsiane zmielić w młynku do kawy, po czym połączyć je z mlekiem sojowym, jogurtem naturalnym, wodą różaną, miodem – wymieszać. Z wierzchu oprószyć mrożonymi malinami oraz płatkami migdałowymi.

Cytrusowy z tahini

Składniki:

  • 2 łyżki płatków owsianych (zmielonych)
  • 125 ml sojowego mleka o smaku waniliowym
  • 125 ml jogurtu naturalnego
  • sok wyciśnięty z 0,5 pomarańczy
  • sok wyciśnięty z 0,5 grapefruita
  • 1 łyżeczka tahini
  • szczypta cynamonu

Sposób przygotowania:

Płatki owsiane zmielić w młynku do kawy i połączyć ze świeżo wyciśniętym z pomarańczy oraz grapefruita sokiem oraz z mlekiem sojowym, jogurtem naturalnym, tahini, szczyptą cynamonu – wymieszać.

Kawowo-bananowy

Składniki:

  • 2 łyżki płatków owsianych (zmielonych)
  • 125 ml sojowego mleka o smaku bananowym
  • 125 ml jogurtu naturalnego
  • 1 banan
  • 1 porządna łyżka kawy zbożowej

Sposób przygotowania:

Płatki owsiane zmielić w młynku do kawy, to samo zrobić z bananem, następnie połączyć z mlekiem sojowym, jogurtem naturalnym i kawą zbożową – wymieszać.

Szarlotkowy

Składniki:

  • 2 łyżki płatków owsianych (zmielonych)
  • 125 ml sojowego mleka o smaku waniliowym
  • 125 ml jogurtu naturalnego
  • 1 porządna łyżka prażonych jabłek
  • 1 łyżeczka rodzynków (namoczonych w wodzie)
  • szczypta cynamonu

Sposób przygotowania:

Płatki owsiane zmielić w młynku do kawy, dalej zalać je mlekiem sojowym, jogurtem naturalnym, dodać prażone jabłka (użyłam domowych; jabłka prażyłam z sokiem z cytryny, miodem oraz cynamonem), namoczone rodzynki, doprawić cynamonem – wymieszać.

Śliwkowo-orzechowy

Składniki:

  • 2 łyżki płatków owsianych (zmielonych)
  • 125 ml sojowego mleka o smaku orzechowym
  • 125 ml jogurtu naturalnego
  • 1 łyżka orzechów laskowych (zmielonych)
  • 1 łyżka mąki orzechowej
  • 6 suszonych śliwek (namoczonych w wodzie)
  • prażone orzechy laskowe

Sposób przygotowania:

Płatki owsiane, orzechy laskowe oraz namoczone śliwki zmielić w młynku do kawy, po czym połączyć z mlekiem sojowym, jogurtem naturalnym, mąką orzechową – wymieszać. Z wierzchu oprószyć podprażonymi na suchej patelni orzechami laskowymi.

Gruszkowo-chałwowy z sezamem

Składniki:

  • 2 łyżki płatków owsianych (zmielonych)
  • 125 ml sojowego mleka o smaku waniliowym
  • 125 ml jogurtu naturalnego
  • 50 g chałwy o smaku waniliowym
  • 0,5 gruszki zblendowanej na mus (wcześniej ugotowanej w wodzie, soku z cytryny, z dodatkiem miodu)
  • 1 łyżka sezamu

Sposób przygotowania:

Płatki owsiane zmielić w młynku do kawy, następnie zalać je mlekiem sojowym, jogurtem naturalnym, dodać mus gruszkowy, pokruszoną chałwę i łyżkę sezamu – wymieszać.

Kasztanowo-klonowy z figami

Składniki:

  • 2 łyżki płatków owsianych (zmielonych)
  • 125 ml sojowego mleka o smaku orzechowym
  • 125 ml jogurtu naturalnego
  • 1 łyżka mąki kasztanowej
  • 1 łyżka syropu klonowego
  • 1,5 figi
  • 1 łyżka kremu kasztanowego

Sposób przygotowania:

Płatki owsiane oraz jedną, obraną ze skórki figę, zmielić w młynku do kawy, dalej połączyć z mlekiem sojowym, jogurtem naturalnym, mąką kasztanową, syropem klonowym – wymieszać. Z wierzchu ozdobić pokrojoną w plasterki pozostałą połówką figi oraz kremem kasztanowym.

Opublikowano Przepisy, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj