Moda lat 90-tych

Całkiem niedawno umieściłam tu tekst o zabawkach i gadżetach lat 90-tych, więc dzisiaj skoncentruję się na modzie: niekoniecznie sama się tak ubierałam (bo jak w gimnazjum wskoczyłam w czerń, to nie było zmiłuj), ale są to tak powszechne ciuchy czy dodatki, że każdy, kto urodził się w tamtym okresie, wnet sobie przypomni te odlotowe trendy ;)

Fajnie jest powspominać ;)

WELUROWE DZWONY

W ogóle dzwony: zaczęłam od takich granatowych z rozciągliwego, tandetnego materiału, w gigantyczne białe lilie, potem były właśnie czarne welurowe (koniecznie ze sprzączką na środku), dalej takie z granatowego weluru, z rombami na dole, a później to już poszło: jeans (jednakże z tym nigdy się nie polubiłam) i sztruks.

źródło ilustracji: https://s20-pl.vinted.net/images/item_photos/857/649/59946758.jpg?1473963364

SZWEDY

Uwielbiałam je – miałam ich naprawdę wiele.

źródło ilustracji: http://img.szafa.pl/forum/0/foto_cache/1dc/f2d/c93/8bd/270/3ff/7ab/9ca/4a9/eed/ed_500x640.jpg

POSZERZANE JEANSY Z HAFTEM

Nigdy nie znosiłam jeansu, stąd jeśli coś nabywałam pod wpływem emocji, to przeważnie na tej jednej rzeczy się kończyło. Miałam ciemnoniebieskie z białym haftem na dole.

źródło ilustracji: https://www.google.pl/search?q=DZWONY+POSZERZANE+OD+KOLAN&biw=1366&bih=615&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwitvMqthbDSAhWNa5oKHQ8DCTAQ_AUIBigB#tbm=isch&q=JEANSY+DZWONY+Z+HAFTEM&*&imgrc=3aCj4WH7Fg0ItM:

BROKATOWE SPODNIE

Pamiętam, że najbardziej pożądane były takie gładkie, w całości obsypane różnokolorowym bądź srebrnym brokatem. Ja akurat ich nie chciałam, bo wydawały mi się zbyt kiczowate.

źródło ilustracji: https://3.bp.blogspot.com/-EGRsZ5ONUBI/VrjLwPFG3xI/AAAAAAAALFk/VBcu8slkzCU/s640/304033553_2_1000x700_brokatowe-rurki-hm-zara-xs-34-sylwester-jeansy-czarne-maff-blog-dodaj-zdjecia.jpg

Z RZEMYKAMI

Spodni z rzemykami też nie nosiłam. Miałam tylko jedną kurtkę oraz spódniczkę nimi przyozdobioną, a jak już coś, to owijałam kilka wokół nadgarstka.

źródło ilustracji: http://img.szafa.pl/forum/1/foto_cache/cf8/0e7/934/bbd/770/67d/dd5/18f/0db/e45/ea_500x640.jpg

DEKATYZOWANE

Coś potwornego xD W życiu tego nie kupiłam.

źródło ilustracji: http://img.szafa.pl/ubrania/1/010229115/1336385625/dekatyzowane-jeansy.jpg

OGRODNICZKI

Najmodniejsze były te najprostsze, wszak mi nie przypadły do gustu.

źródło ilustracji: http://3.bp.blogspot.com/-iHZsfwldBgk/Uhi16LX8UtI/AAAAAAAAFr0/q0rNYuA9RLE/s1600/kminogue_gl_28feb13_rexfeatures_b_592x888.jpg

SZTRUKSY

w wersji dziewczęcej najczęściej czerwone

I w takich też, poza moimi ukochanymi czarnymi, również chadzałam.

źródło ilustracji: http://img.szafa.pl/ubrania/0/005213770/1301249359/czerwone-sztruksy-big-star.jpg

a u panów beżowe

takie miał mój brat, jego cała paczka i generalnie 3/4 osobników płci męskiej.

źródło ilustracji: http://www.markowa-odziez.eu/files/4.JPG

ORTALIONOWE DRESY Z PASKAMI

Męski podwórkowo-szkolny, szeleszczący szyk.

źródło ilustracji: http://spplthumb.blob.core.windows.net/540×405/07/63/d0/dres-ortalion-meski-adidas-r-xxl-nowy-czarny-odziez-sportowa-odziez-bielizna-meska-dolnoslaskie-83396492.jpg

UBRANIA MORO

Były kurki, t-shirty, bojówki, spódniczki mini i te zupełnie długie. Dostępne na każdym bazarze.

źródło ilustracji: https://i.imged.pl/spodniczka-mini-miniowka-moro-rozmiar-36-s-1997564.jpg

W WĘŻOWĄ SKÓRĘ

Okrutnie mi się nie podobały.

źródło ilustracji: http://img.szafa.pl/ubrania/0/014841608/1367921489/spodnie-wzor-skora-weza.jpg

GETRY W ZWIERZĘCE MOTYWY

Za to takie welurowe cudeńka miałam, z gepardzim motywem, choć tak skrycie to marzyłam o zebrze…

źródło ilustracji: https://www.google.pl/search?q=getry+w+tygryska&biw=1366&bih=615&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwi9or_wnrDSAhVKDJoKHbe_CFoQ_AUIBigB#tbm=isch&q=getry+w+panterk%C4%99+welur&*&imgdii=n80w2HKBCGLU9M:&imgrc=QTZqbblzAS2SBM:

BLUZY FISHBONE

Miałam na stanie dwie, wkładane przez głowę, rozsuwane pod szyją, w barwie niebieskiej i żółto-granatowej.

źródło ilustracji: https://www.google.pl/search?q=bluza+fishbone&biw=1366&bih=615&tbm=isch&imgil=7QGsCsB8olciIM%253A%253B-_92ULKA0dzv8M%253Bhttps%25253A%25252F%25252Fimged.pl%25252Felegancka-bluza-fishbone-rozm-xl-15896055.html&source=iu&pf=m&fir=7QGsCsB8olciIM%253A%252C-_92ULKA0dzv8M%252C_&usg=__MLDTQwsVNfbgATDHDV_H7seuRTM%3D&ved=0ahUKEwiO_cOFoLDSAhWKBywKHTo9Bj0QyjcIOg&ei=1Re0WM6-LIqPsAG6-pjoAw#imgrc=7QGsCsB8olciIM:

KURTKI JEANSOWE

Strasznie mnie irytowała: była sztywna, taka pospolita i uważałam, że do niczego ani na żadną okazję mi nie pasuje.

źródło ilustracji: http://3.bp.blogspot.com/-aHwRGi2X9_c/UaORiaShAQI/AAAAAAAAKHs/YWVXdg01iRE/s1600/DSC07772.jpg

ALBO TAKIE KRÓTKIE Z KAPTUREM OBSZYTYM FUTERKIEM

Modne jak poszłam do gimnazjum. Rodzice kupili mi taką króciutką, zgrabną, gustowną, czarną, zapinaną na spore guziki, z kapturem obszytym cynamonowym futerkiem – była cudowna!

źródło ilustracji: http://img.szafa.pl/ubrania/1/016383507/1382878875/kurtka-zimowa-puchowa-z-futerkiem-rozm-s.jpg

PIKOWANE PŁASZCZE

Dramat…, ale miałam: wszystkie dziewczynki miały. Wyglądało się w nich jak bałwan, co więcej krępowały ruchy, ale trzeba im przyznać, że były ciepłe.

źródło ilustracji: https://5.allegroimg.com/s400/015e59/322b55f2494a839481798072e445

KOSZULE ZE SMOKIEM LUB PŁOMIENIAMI

Nierzadko latem rozpięte, ukazujące wątłe, chłopięce klatczyny ;p

źródło ilustracji: http://images77.fotosik.pl/773/20c33ae18866fa5cmed.jpg

PLISOWANE SPÓDNICZKI (NAJLEPIEJ W SZKOCKĄ KRATĘ LUB W KOLORZE ZGNIŁEJ ZIELENI Z RZEMYKAMI)

Taką w szkocką kratę miałam w podstawówce, a taką zieloną z rzemykami w gimnazjum. Mimo wszystko nie przypadł mi ten krój do gustu.

źródło ilustracji: http://img.szafa.pl/ubrania/0/010181342/1335992348/spodnica-w-szkocka-krate-plisowana-krotka.jpg

JEANSOWE DO KOLAN

Na stanie były dwie: jedna z rozcięciem z przodu (tę naprawdę lubiłam), druga przecierana na udach i z cieniutkim, błękitnym paskiem (założyłam ją tylko w przymierzalni, nigdy więcej).

źródło ilustracji: https://3.allegroimg.com/s400/01f662/6fcfea824bd19bf4585e18913f23

DŁUGIE W KRATĘ

Dużo koleżanek miało takie z materiału, przypominającego koc, zaś moja była bardzo podobna do tej, z takiej „garniturowej” tkaniny, elegancka, w kształcie dzwonka, w dużą, szaro-niebieską kratę. Lubiłam ją łączyć z białą, siatkowaną bluzką z rękawami rozszerzanymi od łokci.

źródło ilustracji: https://ae01.alicdn.com/kf/HTB1LzsQOpXXXXcaXFXXq6xXFXXXd/2017-Wiosna-Jesie%C5%84-Kobiety-Wysoka-Talia-Krat%C4%99-Kostki-D%C5%82ugo%C5%9B%C4%87-D%C5%82ugie-Spódnice-Plus-size-We%C5%82niana-Spódnica-Plisowana.jpg

POLARY

Mój był pistacjowy, serio.

źródło ilustracji: http://www.sportmaster.pl/images/products/reima/polar_nasim_green_reima_1.jpg

FLANELOWE KOSZULE

Czarno-czerwona i czarno-biała – noszone niedbale.

źródło ilustracji: http://img.szafa.pl/ubrania/0/014678838/1366538579/flanelowa-koszula-w-krate-czerwona.jpg

BLUZKI TYPU BLIŹNIAK

Nie byłam w posiadaniu, ale wiele osób to miało, przeważnie: gładka bluzeczka na ramiączkach + gładki sweterek w jednakowym kolorze.

źródło ilustracji: http://img2.sprzedajemy.pl/540x405_m-sweterek-blizniak-w-donna-kasz-40460237.jpg

GNIECIONE

Tych akurat miałam kilka: pudrowo-białą z opadającymi ramionami, białą, z krótkim rękawkiem obszytym koronką, odciętą tasiemką pod biustem i taką kremową z długim rękawem.

źródło ilustracji: http://spplthumb.blob.core.windows.net/540×405/ef/79/2f/zielona-gnieciona-bluzka-koszula-damska-z-241590217.jpg

ADIDASY ZE ŚWIECĄCĄ PODESZWĄ

Ten kto miał, był królem świata.

źródło ilustracji: http://img1.demotywatoryfb.pl//uploads/201005/1273605460_by_cherioos_600.jpg

KOTURNY W STYLU SPICE GIRLS

U mnie w klasie miały je chyba wszystkie dziewczyny poza mną, i wszystkie ten sam model: granatowe na białej podeszwie, a ponieważ one miały akurat ten, który mi się najbardziej podobał, to ja ich już nie chciałam.

źródło ilustracji: http://i.pinger.pl/pgr299/4828c57a001b4e3452ef636b/brzydkie_buty_lat_90-tych_6.jpg

TREPY (INACZEJ: DREWNIANE CHODAKI)

Typowe białe lekarskie i wściekłe żółte, a chciałam takie błękitno-różowe w misie i motylki…

źródło ilustracji: http://blagers.co/blag/wp-content/uploads/2015/08/drewniane-chodaki1.jpg

SANDAŁKI JELLY

Nie miałam, ale podziwiałam, gdy akurat mnie mijały.

źródło ilustracji: https://userscontent2.emaze.com/images/698b4d1f-337e-4857-9265-176c5a466d9b/71e37e55c75ac75fc9891123d8df7254.jpg

BUTY ZE SZPICEM

Gimnazjalny blichtr. Ja wtedy nie byłam na etapie obcasów.

źródło ilustracji: http://images64.fotosik.pl/897/a39cdb165622c79c.jpg

BUTY Z PŁOMIENIAMI

Białe lub czarne. Dla mnie koszmarne (zresztą ja nigdy nie nosiłam sportowego obuwia).

źródło ilustracji: https://www.merg.pl/data/gfx/pictures/large/2/0/3002_2.jpg

HALÓWKI

Granatowe z białymi paskami bądź białe z granatowymi – zawsze nabywałam tę pierwszą wersję, na targu, za 10 zł.

źródło ilustracji: http://image.ceneo.pl/data/products/9167189/i-avenir-halowki-damskie-rozmiary-36-41.jpg

PODKOLANÓWKI I ZAKOLANÓWKI W PASKI

Coś wspaniałego! Miałam tego od groma, ale zawsze nosiłam do spodni xD

źródło ilustracji: https://images.ssstatic.com/podkolanowki-damskie-soxo-w-kolorowe-paski-2305334z0-000000164.jpg

WYSTAJĄCE STRINGI

Nigdy mi nie wystawały. Według mnie to było niesmaczne, a nie seksowne…

źródło ilustracji: http://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/m1aktkpTURBXy80OGY2NWVkMzE2MWExN2M0YzQ1OTMwZTc0NzUzYTE3MC5qcGeRkwIAzQHk

KAPELUSZE

Sztruksowe. Welurowe. Dżinsowe. Mój był granatowy ze sztruksu.

źródło ilustracji: http://esklep.porthos.pl/userdata/gfx/8a89e78eb5f1cd98410f0aefff74c189.jpg

KASZKIETY

Miałam beżowy.

źródło ilustracji: http://img.szafa.pl/ubrania/1/008588585/1325263869/brazowy-kaszkiet-sztruks.jpg

CZAPKA CHICAGO BULLS

No tego nie sposób pominąć.

źródło ilustracji: http://www.ulicznyflow.pl/zdjecia/2013.04.19%20-%20Mitchell%20and%20Ness/chicago_bulls_(1).jpg

CZAPKI Z ZAGIĘTYM DASZKIEM

Im bardziej zagięty, tym lepiej.

źródło ilustracji: https://ae01.alicdn.com/kf/HTB153f3NVXXXXadXFXXq6xXFXXXW/Pria-Korduroi-Topi-Baseball-Wanita-Kasual-Padat-Merek-Topi-Musim-Dingin-hangat-Gorras-Snapback-Unisex-NYC.jpg

BANDANY

Dla takich fajnych łobuziaków ;)

źródło ilustracji: https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/b5/34/17/b53417b006296ab8b32daeddd81f6d84.jpg

CHUSTKI Z WŁOSAMI

Jezu, miałam coś takiego, autentycznie: jeansową w białe serduszka, z kręconymi lokami. Kupioną na ryneczkowym stoisku za 6 zł.

źródło ilustracji: http://img.szafka.pl/ubrania/0/000712256/1328114951/opasko-chusta-z-wlosami.jpg

SPRĘŻYNKOWE OPASKI

Często widywało się takie.

źródło ilustracji: https://7.allegroimg.com/s400/014a0c/dbafe3674d8c8b37eec53d5fe9e7

Ale ja miałam tę wersję.

źródło ilustracji: http://img.szafa.pl/ubrania/1/023291159/1400451425/opaska-do-wlosow-czarna-sprezynka.jpg

DUŻE WELUROWE GUMKI ”OWIJKI”

Podstawówkowa makabra: „dziecko, zwiąż te włosy!” – ciągle to słyszałam, bo nagminnie nosiłam rozpuszczone, rozsypane na ramionach, opadające po bokach, ale wbrew wyobrażeniom belfrów szanownych wszystko widziałam, więc raczej się nie stresowałam i robiłam swoje, czyli nie związywałam. Ale takie gumki miałam (fioletową, zgniłą zieleń, różową z głową delfina i szarą z myszką); w ogóle miałam szkatułki pełne ozdób do włosów, których wcale nie nosiłam, tylko: PODZIWIAŁAM.

źródło ilustracji: https://9.allegroimg.com/s400/01b587/209e1aba47c5a35b0692ab0456d9

SPINKI MOTYLKI Z RUCHOMYMI SKRZYDEŁKAMI

Jeden po jednej stronie głowy, drugi po drugiej.

źródło ilustracji: https://www.sagatia.pl/galerie/s/spineczki-motylki-4-szt_13377.jpg

PRZEZROCZYSTE LUB NADMUCHIWANE PIKOWANE PLECAKI

No bardzo społeczny przedmiot, bo każdy mógł zapuścić żurawia, co się ma w środku – z tego też powodu nie miałam.

źródło ilustracji: http://img.szafa.pl/ubrania/1/016273253/1381745784/plecak-przezroczysty.jpg

źródło ilustracji: http://cdn.natemat.pl/583ad71e0a57e364d2d8025a2a1d18de,740,0,0,0.jpg

MINI CZARNE PLECACZKI ZE ŚCIĄGACZEM ORAZ KLAMERKĄ

Śliczne, wszakże nie było mi dane go mieć.

źródło ilustracji: http://lp2.hm.com/hmprod?set=source%5B/model/2015/B00%200315413%20001%2087%203098.jpg%5D,type%5BSTILLLIFE_FRONT%5D&hmver=3&call=url%5Bfile:/product/main%5D

TORBA JEANSOWA Z FILIPINKI

Ale taką torbę, za 14.99 zł już dumnie nosiłam – czułam się wtedy taka dorosła.

źródło ilustracji: http://img.szafa.pl/uploads/clothes/c0/d2/d198/2300466/1270135013.jpg

PASKI Z OGROMNĄ KLAMRĄ

To też mi się nie podobało, ale pamiętam, że im większy, tym ładniejszy, a jak jeszcze przy tym wysadzany jakimiś kamieniami, to już kompletny szał.

źródło ilustracji: http://aledil.pl/system/oferty/logo1_122981_640.jpg

NAKLEJANE KOLCZYKI NA USZY

Naklejałam, naklejałam – taki małoletni splendor biżuteryjny.

źródło ilustracji: https://encrypted-tbn3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRQOpOkPJxfC2933NvdjpiDTNsCe_zQG0hTEW39tJ1mkfm7Cc_uDA

TATUAŻE ŻYŁKOWE NA SZYJĘ (TATTO CHOKER)

To, to jeszcze do dziś noszę.

źródło ilustracji: http://m.ocdn.eu/_m/13d6e7a7a797afd51a9ac75246227219,62,37.jpg

PERŁOWY, BŁYSZCZĄCY MAKIJAŻ

Dyskotekowa, nastoletnia stylówa: perłowe, najczęściej niebieskie lub zielone powieki połyskujące brokatem i jakiś odjazdowy róż na ustach. Ja długo, długo się nie malowałam, więc znam z obserwacji, bo zaczęłam dopiero w wakacje przed studiami – poważnie.

źródło ilustracji: http://fashionpost.pl/wp-content/uploads/2015/08/EN_00949886_06991.jpg

KARBOWANE WŁOSY

Nie karbowałam.

źródło ilustracji: http://cdn.natemat.pl/89ea082f7902259e9b625b94836a727a,740,0,0,0.jpg

Niestety nie wszystko, co pamiętam, udało mi się znaleźć na ilustracjach, stąd nie ma tu: legginsów sięgających za kolana, obszytych koronką lub całkowicie koronkowych, noszonych do krótkich spódniczek, neonowej garderoby, materiałowych, zakończonych frędzlami bądź pocienianych rybaczków, takich czarnych materiałowych spodni ze srebrnymi rombami na dole, siatkowych czapeczek na włosy, często zdobionych cekinami, bazarowej, niezwykle rozchwytywanej kolekcji ubrań z kieszeniami (spodnie, sukienki, długie i krótkie spódnice) oraz dresowych kompletów z numerkiem (spodnie+t-shirt+kamizelka+bluza).

Ps. Była też obsesja na punkcie podwijania jeansów nad kostkę lub do połowy łydki w celu ukazania rajstop typu kabaretki.

Opublikowano Wszystkie wpisy, Życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Nie taki Tłusty Czwartek

Przepisy trochę spóźnione, ale myślę, że nadają się nie tylko na Tłusty Czwartek, który przeważnie kojarzy się ze smażonymi na głębokim oleju pączkami, faworkami lub karnawałowymi różami, choć i takie w zeszłym roku się tu pojawiły w postaci rumuńskich, serowych Papanasi (przepis TU).

Tym razem mniej typowo, a przez wzgląd na pieczenie w piekarniku po prostu chudziej, czego zapowiedź była już dwa lata temu, a chodzi o muffinowe pączki (przepis TU).

Teraz aż trzy propozycje i wszystkie wspaniałe: pierwsze są pączki pieczone, nadziane wiśniową konfiturą, oblane lukrem i obsypane kandyzowaną skórką pomarańczową, drugie szwedzkie Semlor, czyli wybitnie puszyste bułeczki wzbogacone nadzieniem migdałowym, masą śmietanową i zwieńczone uroczą czapeczką oprószoną cukrem pudrem, z kolei trzecie z myślą o weganach oraz bezglutenowcach, bo sama też zastanawiałam się czym by sobie tutaj uprzyjemnić tłustoczwartkową kawę, a że w Internecie nie znalazłam nic odpowiedniego, to pokombinowałam i wyszło naprawdę przepysznie, a są to nieduże pączusie, może bardziej pączkowe, mięciutkie ciacha, wykonane na bazie mąki kukurydzianej oraz ryżowej, wypełnione gęstym figowym dżemem, posmarowane sojowym serkiem kokosowym z połówką orzecha włoskiego na szczycie – najlepsze jeszcze ciepłe ;)

Przepis na pieczone pączki (14 sztuk) (Przepis pochodzi z Moich Wypieków od Pani Doroty)

Składniki:

  • 500 g mąki pszennej (tortowej)
  • 12 g suchych drożdży
  • 100 g cukru
  • 8 g cukru waniliowego
  • 250 ml mleka (podgrzanego do temperatury 40°C)
  • 3 żółtka (z dużych jajek)
  • 1 jajko (małe)
  • 50 g masła (roztopionego i przestudzonego)
  • sok i skórka otarta z połowy mandarynki
  • duża szczypta soli

Dodatkowo:

  • konfitura do nadziania (u mnie wiśniowa)
  • 1 szklanka cukru pudru + 3 łyżki wody na lukier
  • kandyzowana skórka pomarańczowa

Sposób przygotowania:

Wszystkie składniki dokładnie połączyć w misce i wyrobić na gładkie, elastyczne ciasto, po czym uformować je w kulę i odstawić pod przykryciem na 1,5h.

Po upływie wskazanego czasu ciasto krótko wyrobić i podzielić na 14 równych części. Każdą z nich lekko rozpłaszczyć na dłoni, nałożyć na środek łyżeczkę konfitury, zlepić i ukształtować kulki, które należy umieścić w papilotkach na muffiny – przykryć i odstawić do ponownego wyrośnięcia na 30 minut.

Piec około 13-15 minut, w temperaturze 185 °C

Wyjąć. Wystudzić. Polukrować i obsypać kandyzowaną skórką pomarańczową.

 

Przepis na Semlor – szwedzkie bułeczki (14 sztuk) (Przepis pochodzi z Moich Wypieków od Pani Doroty)

Składniki:

  • 2 i 1/3 szklanki mąki pszennej (tortowej)
  • 10 g suchych drożdży
  • 1/3 szklanki cukru
  • 200 ml mleka
  • 80 g masła (roztopionego i przestudzonego)
  • 1 małe jajko
  • 2 łyżeczki kardamonu (zmielonego)
  • 0,5 łyżeczki soli

Dodatkowo:

  • 1 jajko rozmieszane z 1 łyżką mleka (do posmarowania)

Nadzienie migdałowe:

  • 200 g migdałów (zmielonych)
  • 1/3 szklanki cukru
  • 0,5 szklanki cukru pudru
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • 1 łyżka śmietany 36%
  • 100 ml wody (lub więcej, gdy masa będzie za gęsta)
  • szczypta kardamonu

Masa śmietanowa:

  • 600 ml śmietany 36%
  • 2 łyżki cukru pudru

Sposób przygotowania:

Wszystkie składniki dokładnie połączyć w misce i wyrobić na gładkie, elastyczne ciasto, po czym uformować je w kulę i odstawić pod przykryciem na 1,5h.

Po upływie wskazanego czasu ciasto krótko wyrobić i podzielić na 14 równych części, które należy poukładać na blaszce wcześniej wyłożonej papierem do pieczenia i odstawić pod przykryciem do ponownego wyrośnięcia na około 30 minut.

Następnie posmarować je z wierzchu jajkiem rozmieszanym z 1 łyżką mleka.

Piec około 8-10 minut, w temperaturze 220°C.

Wyjąć. Wystudzić. Odciąć samą górę. Nadzienie migdałowe wycisnąć na sam środek (zmiksować wszystkie składniki), a wokół niej i na jej wierzch wycisnąć ozdobnie ubitą na sztywno śmietanę, przykryć kapturkiem i oprószyć cukrem pudrem.

 

Wegańskie, bezglutenowe, kukurydziano-ryżowe pączusie (4 sztuki) (przepis autorski)

Składniki:

  • 5 łyżek mąki ryżowej
  • 5 łyżek mąki kukurydzianej
  • 1 mały banan (rozgnieciony)
  • 2 łyżeczki erytrytolu (płaskie)
  • 2 łyżki oleju orzechowego
  • 2 łyżeczki kokosowego deseru sojowego (lub w wersji nie wegańskiej: serka kremowego typu „Twój Smak”)
  • 4 łyżki naturalnego mleka sojowego
  • 2 łyżeczki ekologicznego, bezglutenowego proszku do pieczenia (płaskie)

Dodatkowo:

  • dżem figowy
  • kokosowy deser sojowy (użyłam „Alpro”)
  • orzechy włoskie

Sposób przygotowania:

Wszystkie składniki wrzucić do miski i wyrobić z nich ciasto. Następnie podzielić je na 4 równe części, każdą rozpłaszczyć na dłoni, na środek umieścić łyżeczkę dżemu figowego, dokładnie skleić, uformować kulki.

Piec około 20 minut, w temperaturze 180 °C.

Wyjąć. Z wierzchu posmarować deserem sojowym i ozdobić połówką orzecha włoskiego.

Najlepiej smakują jeszcze ciepłe.

 

Opublikowano Przepisy, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 2 komentarzy

Zabawki i gadżety lat 90-tych

Lata 90-te, czyli te, w których przyszło mi się urodzić i dorastać były niesamowicie chłonne, łapczywie poszukujące wszelkich nowości, zapożyczające, wymyślające, pomysłowe, słodkie i niepokorne, łączące rozmaite trendy, takie kiczowato-eleganckie, ale jakieś weselsze, mniej skomplikowane, barwniejsze, we wspomnieniach piękne. A powróciłam do nich pamięcią, zainspirowana tematem z forum, rozprawiającym o ogólnych skojarzeniach, lecz ja skoncentruję się dzisiaj na najlepiej zapamiętanych zabawkach oraz gadżetach, a o pozostałych rzeczach napiszę kiedy indziej ;)

Zatem zapraszam w retrospektywną podróż ;)

ŻETONY

To właśnie dla nich kupowało się chipsy; mieliśmy ich z bratem całą masę.

ze zwierzętami

źródło ilustracji: http://1.bp.blogspot.com/-DNlizvqt3dU/VLFPG4ZV_WI/AAAAAAAAARI/2pRrlTDVW2k/s1600/collections.pl.jpg

z flagami

źródło ilustracji: http://images50.fotosik.pl/1688/547a74920003b108.jpg

z postaciami z bajek

źródło ilustracji: http://img8.demotywatoryfb.pl//uploads/201601/gallery_1453036043_464737.jpg

Tazo Stars Wars

źródło ilustracji: http://gracz.org/wp-content/uploads/2013/12/StarWarsTazo10.jpg

Pokemony

źródło ilustracji: http://img.sadistic.pl/pics/6bef352dcd11.jpg

FIDDLER – CHESTEROWA PRZEKŁADANKA

Pamiętam, że nierzadko układałam je pod ławką, w trakcie lekcji.

źródło ilustracji: http://x3.wykop.pl/cdn/c3201142/comment_avyEIaHX05VnKAG4ZRJrXeRLJb8lv8hU.jpg

TRÓJWYMIAROWE KARTY Z CHIPICAO

Tego jakoś namiętnie nie zbierałam, bo wolałam sobie kupić rogala 7 Days (nie tego czekoladowego, lecz szampańskiego).

źródło ilustracji: http://mrkpassion.pl/wp-content/uploads/2014/09/IMG_6483.jpg

PAMIĘTNIK I ZESZYT DO ZŁOTYCH MYŚLI

Pierwsze były przeważnie najzwyklejszymi notesikami w twardej okładce wypełnione rozmaitymi wierszykami, rysunkami, zaświadczeniami o wiecznej przyjaźni i wyznaniami o niebotycznej sympatii, z zagiętym rogiem, na którym widniał napis SEKRET, a czytał go potem każdy, kto akurat wziął do domu w celu dokonania wpisu. Z kolei drugie zawierały około 100 pytań (choć był okres, że im więcej, tym lepiej; kiedyś odpowiedziałam na 1000…), zawsze zaczynających się: jak masz na imię? jak masz na nazwisko? gdzie mieszkasz? kiedy się urodziłeś(-aś)?, a kończących: narysuj mi coś, napisz mi jakiś wierszyk, potem tajemnicę, podpisz się na ostatniej stronie – a wszystkich i tak najbardziej interesowało: kto ci się najbardziej podoba z klasy? kogo lubisz? kogo nie lubisz?

źródło lustracji: http://img6.dmty.pl//uploads/201601/gallery_1453036043_876393.jpg

źródło ilustracji: http://2.bp.blogspot.com/-AIRZ0Yhz-G8/TVmYyVQ9v2I/AAAAAAAABzI/oDMNNf5xFNQ/s1600/IMG_0920.jpg

SEGREGATORY Z KARTECZKAMI

Miałam dwa segregatory: duży oraz mały – i ta satysfakcja, gdy był komplet karteczek. Taki handel wymienny na przerwach – wskazany był spryt i umiejętności negocjacyjne.

źródło ilustracji: http://1.bp.blogspot.com/-t93fQ-vCQYg/UBu_58Z7uqI/AAAAAAAADWQ/9j1cHTxAdFc/s1600/bom.jpg

JEŻYK NA KREDKI I OŁÓWKI

Praktycznie u każdego stał taki na biurku; i nie było szans, by mieścił kredki z jednego kompletu.

źródło ilustracji: http://retro.pewex.pl//uimages/services/pewex/i18n/pl_PL/201403/1394105817_by_krzys_500.jpg

KOLOROWE ŻELPENY

Były jaskrawe, brokatowe, kolorowe i zapachowe; ta rozpierająca duma, gdy przyniosło się nowy kolor, którego jeszcze nikt nie posiadał.

źródło ilustracji: https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/n94ktkqTURBXy83OGUwZGU5NzhhZDY1MDdkNjc0M2M4Y

jU3OGJkZGQzZC5qcGVnkpUCzQMUAMLDlQIAzQL4wsM

OGROMNE DŁUGOPISY Z KILKOMA WKŁADAMI

Potwornie niewygodne w użytkowaniu urządzenie; mój był koloru bladoróżowego, kupiony w takim maleńkim sklepiku z artykułami szkolnymi oraz do włosów za jakieś 1,50 zł.

źródło ilustracji: http://republika.pl/blog_gd_3544021/5337077/tr/dlugipis_kolorowy1.jpg

ELASTYCZNE OŁÓWKI

Kiedyś dostałam w gratisie za spore zakupy – nie lubiłam nim pisać, ale chętnie zawiązywałam na supełek.

źródło ilustracji: http://www.fototrendy.pl/data/foto/high600x600/olowek,elastyczny_1.jpg

WALIZKA Z PRZYBORAMI DO RYSOWANIA

Moje niezrealizowane marzenie…

źródło ilustracji: http://4.bp.blogspot.com/-uTylE7usEMk/UJYwtEpFIRI/AAAAAAAAAHc/oKimCajpnRE/s1600/1343057547160.jpg

AKCESORIA Z NICI

Jak tylko się pojawiły, to każda dziewczynka z klasy czymś dysponowała: piórniki, portfele, gumki do ścierania, misie, notesiki, długopisy, pióra, ołówki, torby – ja miałam manię na ich punkcie.

źródło ilustracji: http://img.szafka.pl/uploads/clothes/d286/293018/1290004024.jpg

DYWAN Z ULICAMI

My z bratem takim nie dysponowaliśmy, a tak bardzo chciałam prowadzić swoje lalki tymi ulicami…

źródło ilustracji: http://filing.pl/wp-content/uploads/2014/04/filing_images_a558482f5220.jpg

KLEJĄCA ŻELOWA ŁAPKA

Piekielnie się brudziła, ale ileż sprawiała przyjemności i jak wkurzała rodziców, którzy coraz to dostrzegali nowe plamy na białych ścianach oraz sufitach.

źródło ilustracji: http://sentymy.pl/storage/media/98/klejaca-zelowa-lapka_1_l.jpg

KAUCZUKOWE PIŁECZKI

Nabywane zwykle w niedzielę, w automatach nieopodal Jasnej Góry, za 1 zł – ginęły już w drodze do domu.

źródło ilustracji: http://minigadzet.pl/upload/katalog/pi%C5%82ka%20%2027mm%20lux.JPG

GNIOTEK

Dostałyśmy w podstawówce z okazji Dnia Kobiet; szczególnie lubiłam skręcać go na kształt świderka.

źródło ilustracji: http://p1.sfora.pl/7b62f2550c981802a0f49af614ee7840.jpg

SPRĘŻYNKA

Wygrałam kiedyś w jakimś konkursie rysunkowym organizowanym latem na otwartej przestrzeni (dobrałam sobie do niej takie maleńkie puzzle z Czerwonym Kapturkiem).

źródło ilustracji: https://d-pt.ppstatic.pl/k/r/1/03/a1/55f637a18b968_p.jpg?1442199466

KOSTKA RUBIKA

Mama kupiła mi w kiosku tuż przed przyjazdem autobusu; jak nie potrafiłam ułożyć (a zawsze miałam chętkę na niebieską ściankę), to sobie przeklejałam.

źródło ilustracji: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kostka_Rubika

JOJO

Były gładkie (u mnie niebieskie), potem takie przezroczyste, karbowane po bokach, z naklejką zwierzaka na środku (miałam pawia) i świecące (wybrałam pomarańczowo-niebieskie).

źródło ilustracji: http://4.bp.blogspot.com/-IyXmn3J-oWA/USQCh8HVSuI/AAAAAAAAADQ/ofBa4kcFglI/s1600/jojo.jpg

TAMAGOTCHI

Moje było w kształcie białego serduszka z niebieskimi przyciskami i można było opiekować się aż siedmioma zwierzątkami!

źródło ilustracji: http://image-serve.hipwee.com/wp-content/uploads/2015/02/tamagoci-galleryhip.jpg

BRICK GAME

Tego z bratem nie dostaliśmy; graliśmy jedynie u kuzyna.

źródło ilustracji: http://24.media.tumblr.com/tumblr_m9rc2dZ0dI1rbynvyo1_400.jpg

WONDERFUL WATERFULS

To też zostało nam poskąpione, ale kiedyś pożyczyliśmy na kilka dni i zapamiętale, od rana do nocy, narzucaliśmy kółeczka na te patyczki.

źródło ilustracji: http://retrovery.com/images/wonderful-waterfuls-jeux-d-eau/cover/wonderful-waterfuls-jeux-d-eau.jpg

PIŁKARZYKI

Bardziej dla chłopców, ale czasem, jak się natknęłam przypadkowo, też się tym bawiłam; co polegało na bezwiednym naciąganiu.

źródło ilustracji: http://wyszlo.com/wp-content/uploads/2016/01/pi%C5%82karzyki-290×166.jpg

RYBKI

Dla mnie to był hit: kiczowata melodyjka, staw kręcący się w kółko, w nim rybki otwierające swoje paszcze, w środku których znajdował się magnez, a na niego, nim się zamknęły, trzeba było je szybko złapać.

źródło ilustracji: http://retro.pewex.pl/uimages/services/pewex/i18n/pl_PL/201312/1388353447_by_DaaBuu_500.jpg?1404214958

TARCZA Z RZEPOWYMI KULAMI

Nigdy nie miałam dobrego cela. NIGDY.

źródło ilustracji: http://image.ceneo.pl/data/products/1777967/i-meteor-rzutki-na-rzep-tarcza.jpg

FLIRT TOWARZYSKI

Jakoś szczególnie mnie to nie kręciło; wolałam inne gry karciane, typu: Pies, Kuku, Makao, Oczko, Świnie.

źródło ilustracji: http://ecsmedia.pl/c/trefl-flirt-towarzyski-karty-36-szt-b-iext37282155.jpg

FURBY

Władałam jedynie wersją z McDonalda, która ani nie była w stanie nauczyć się żadnych słów, ani nie reagowała na dotyk czy dźwięk – po prostu ograniczała się do śpiewania tej samej piosenki. A jak zyskałam parkę, to po jednoczesnym zbliżeniu stópek mówiły: „I love you”.

źródło ilustracji: http://obrazki.elektroda.net/80_1173900897.jpg

PAJĄCZKI NA POMPKĘ

Kochałam je! Był czas, że rodzice kupowali mi je w każdą niedzielę na straganach, bo były tak intensywnie użytkowane, że ścierał się ten rulonik, dzięki któremu podskakiwały.

źródło ilustracji: http://megavariant.pl/foto/pajaks1.jpg

SMOCZKI

Niektórzy nosili je jako naszyjnik. Ja po prostu miałam – jeden.

źródło ilustracji: http://retro.pewex.pl/uimages/services/pewex/i18n/pl_PL/201212/1355481378_by_krzys_500.jpg?1369303586

GUMA DO SKAKANIA

Gra typowo dziewczyńska; umieszczało się na wysokości kostek, kolan, ud i pasa dwóch osób (bądź jednej i na przykład krzesełka), a trzecia skakała aż do skuchy od jedynek do dziesiątek (ewentualnie bawiłyśmy się w papugę, matkę oraz córkę albo ręczne przeplatanki).

źródło ilustracji: http://www.krasta.pl/pol_pm_Guma-do-skakania-Tradycyjna-Super-zabawa-15039_3.jpg

BRANSOLETKI Z MULINY

Gdy wkraczałam z mamą do pasmanterii, to zawsze musiałam wyjść z nowym kolorem: plotło się na przerwach i na osiedlowych ławkach, samotnie w domu i na szkolnym boisku z koleżankami, cieniutkie, grubsze i zupełnie grube, skromne i na bogato, najdziwniejsze, najpiękniejsze, na jakie tylko pozwalała wyobraźnia. A nosiło oczywiście po kilka na raz.

źródło ilustracji: https://assets.vice.com/content-images/contentimage/no-slug/0df576956dfc300668504f6d10ced709.jpg

BARBIE

Mój zabawkowy faworyt – UBÓSTWIAŁAM: miałam ich 17 i bawiłam się dosłownie każdą, o wszystkie dbałam jednakowo: myłam im włosy, czesałam, kąpałam, wykonywałam fryzury, szyłam ubranka. Moje „barbinki” były niezależne: mieszkały samotnie lub z przyjaciółką, mając partnera, ale ten posiadał własne mieszkanie, no i oczywiście były bezdzietne.

źródło ilustracji: http://lh3.ggpht.com/_rcDHXFZ-c70/S5lLXJ81lwI/AAAAAAAABHw/Xsn5QfCAq8Y/s800/IMG_2943.JPG

ACTION MAN

Taka męska wersja barbie xD

źródło ilustracji: http://farm5.static.flickr.com/4004/4337874140_158b56dff5.jpg

 

 

 

Opublikowano Wszystkie wpisy, Życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 4 komentarzy

Koniec z tymi babami (ale nie ostateczny): orzechowa z polewą czekoladową

Kolejna i jak na ten moment ostatnia babka (bo właściwie ileż można piec tych babek ;) ) – taka jesienno-zimowa: aromatyczna, intensywnie orzechowa, słodkawa, dość ciężka, wilgotna (coś jak ciasto marchewkowe), oblana gęstą, błyszczącą polewą z gorzkiej czekolady.

Bardzo prosta, bardzo szybka w przygotowaniu i nie wymagająca jakichś szczególnych składników ;)

Przepis na orzechową babkę z polewą czekoladową (keksówka – o wymiarach 27×12 cm) (Przepis pochodzi z bloga: http://ilovebake.pl/)

Składniki:

Ciasto:

  • 200 g mąki pszennej (tortowej)
  • 200 g zmielonych orzechów (włoskie, laskowe, ziemne)
  • 200 g cukru
  • 200 g masła (miękkiego)
  • 4 jajka
  • 5 łyżek mleka
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia

Polewa czekoladowa:

  • 80 g gorzkiej czekolady
  • 80 ml śmietany 30%

Sposób przygotowania:

Masło chwilę zmiksować, następnie wsypać cukier i miksować aż do uzyskania jasnego puchu, po czym cały czas mieszając, wbijać po jednym jajku. Stopniowo wsypywać zmielone orzechy. Na sam koniec dodać mąkę wymieszaną z proszkiem – połączyć.

Ciasto przelać do keksówki wcześniej wyłożonej papierem do pieczenia. Wyrównać.

Piec około 1h (albo trochę dłużej), w temperaturze 180 °C (do suchego patyczka).

Wyjąć. Wystudzić. Wierzch oblać polewą (śmietanę zagotować, wrzucić posiekaną czekoladę, odczekać, wymieszać).

Opublikowano Przepisy, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | 2 komentarzy

Bab ciąg dalszy – trójkolorowa: kawowo-kakaowo-waniliowa

Nidy nie paliłam się do pieczenia babek, bo wydawały mi się takie suche, pospolite, babcine właśnie, a tu proszę, po piaskowej i cytrynowej to już trzecia z kolei, a wszystko dlatego, że tak bardzo smakują moim bliskim ;)

I okazuje się, że tu też istotna jest technika, bo wszystkie składniki muszą być w jednakowej, pokojowej (nigdy zimne) temperaturze, masło należy bardzo dokładnie zmiksować, by stało się puszyste, kremowe, jasnożółte, a po dodaniu pozostałych produktów trzeba mieszać krótko, tylko do połączenia – to gwarantuje uniknięcie zakalca oraz ciężkości, a wypiek wyskoczy z piekarnika wyrośnięty, wilgotny, lekki, wprost rozpływający się w ustach ;)

A jak dobrze poszperałam w przepisach, to raptem sobie uświadomiłam, że jest cała masa babkowych wariacji, więc do dzieła.

Dzisiaj wjeżdża na stół trójkolorowa: kakaowo-kawowo-waniliowa – po prostu genialna ;)

Przepis na trójkolorową babkę: kawowo-kakaowo-waniliową (keksówka – o wymiarach 27×12 cm) (Przepis pochodzi z bloga: http://ilovebake.pl/)

Składniki:

Ciasto:

  • 350 g mąki pszennej (tortowej)
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • 250 g masła (miękkiego)
  • 4 jajka
  • 75 ml mleka
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej (lub 3 cappuccino)
  • 3 łyżeczki gorzkiego kakao

Sposób przygotowania:

Masło ubić przez chwilę, następnie wsypać cukier oraz cukier waniliowy i miksować do momentu aż stanie się naprawdę puszyste. Po tym czasie, cały czas mieszając, wbijać po jednym jajku i w trzech partiach, naprzemiennie, wsypywać mąkę przesianą z proszkiem i szczyptą soli oraz wlewać mleko.

Tak przygotowane ciasto podzielić na trzy części: do pierwszej wsypać gorzkie kakao, do drugiej kawę, a trzecią pozostawić bez zmian.

Spód keksówki wyłożyć papierem do pieczenia, a na nim umieścić warstwę kakaową, dalej kawową i waniliową. Środek ciasta naciąć wzdłuż nożem.

Piec około 1h (może być trochę dłużej), w temperaturze 180 °C (do suchego patyczka).

Wyjąć. Wystudzić. Z wierzchu delikatnie obsypać cukrem pudrem.

Opublikowano Przepisy, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | 2 komentarzy

Baby, ach te baby – ta jest cierpka: potrójnie cytrynowa z makiem

Baby, ach te baby – źle jak są, ale jeszcze gorzej jakby ich nie było: ludzkie, nieludzkie, słodkie, wytrawne i cierpkie ;)

Ta jest niezwykle pulchna, wilgotna, lekka, delikatna, mięciutka, z kwaśnym lukrem i nakrapianym wnętrzem: cytrynowy piegusek wart grzechu.

Ja piekłam w znacznie większej keksówce, ale proporcje podaję za autorką (robiłam z 1,5).

Przepis na potrójnie cytrynową babkę z makiem (keksówka – o wymiarach 27×12 cm) (Przepis pochodzi z bloga: http://ilovebake.pl/)

Składniki:

Ciasto:

  • 1,5 szklanki mąki pszennej (tortowej)
  • 1 i 1/4 szklanki cukru
  • 230 g masła
  • 4 jajka
  • 1/3 szklanki maku
  • 2 łyżki skórki otartej z cytryny
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 0,5 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1,5 łyżeczki aromatu waniliowego

Syrop cytrynowy:

  • 1/3 szklanki cukru pudru
  • 1/3 szklanki soku z cytryny

Lukier:

  • 1 szklanka cukru pudru
  • 3 łyżki soku z cytryny

Sposób przygotowania:

Masło utrzeć bardzo dokładnie, do momentu aż stanie się naprawdę puszyste, pod koniec wsypując cukier. Następnie, cały czas miksując, dodać po jednym jajku, skórkę, sok z cytryny i aromat waniliowy. Dalej wsypać mąkę przesianą z proszkiem oraz solą. Na sam koniec dodać mak – delikatnie wymieszać.

Ciasto przelać do keksówki wysmarowanej masłem i oprószonej bułką tartą.

Przez pierwsze 15 minut piec w temperaturze 180°C, potem obniżyć do 160°C i piec kolejne 35-40 minut.

Wyjąć. Wystudzić.

Składniki na syrop połączyć w garnku – zagotować i polać już wystudzone ciasto.

Wierzch oblać lukrem.

Opublikowano Przepisy, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 2 komentarzy

Filmy napisane przez życie (wszak ludzką ręką)

Życie ma to do siebie, że zaskakuje, bezpardonowo: i miło i okrutnie, bywa, że samoistnie, może z nudy, może z gniewu, może z czystej złośliwości strzela w twarz, wszak nierzadko jest pokierowane ludzkimi zabiegami, ustaleniami poglądami, ideałami, rozważaniami, interesami, rozgrywkami przeszytymi zaciętością, zajmowaną pozycją, łatwowiernością, egoizmem, znajomościami, zamiataniem pod dywan, kantowaniem, terroryzowaniem, przekręcaniem i w ogóle wszystkim, co najgorsze, pochodzące od samego człowieka – władcy tymczasowego, wierzącego w osobistą niezniszczalność, potęgę absolutną, która kiedyś, na pewnym etapie okaże się zapewne ułudą, zaś sama wizja rozczarowaniem.

I o ile wyobraźnia pozwala układać treści nieprawdopodobne, porywające, wyciskające z oczu najszczersze strumienie łez, o tyle poczucie, że coś faktycznie się wydarzyło bardziej zatrważa, dając do myślenia, że my bez wątpienia potrafimy być tacy wstrętni, wynaturzeni, z własnego wyboru; byle coś dla siebie ugrać – po trupach do celu.

Po takie filmy właśnie ostatnio sięgnęłam, nawet na trzy z czterech wybrałam się do kina i z góry wszystkie polecam, zaświadczając, iż nic nie boli tak, jak niewypudrowana, plugawa prawda o nas samych, bo tutaj zwyczajnie nie można się zasłonić, że scenariusz, że reżyser, taka koncepcja, tylko życie: życie z naszymi szkaradnymi decyzjami.

1. „Jestem mordercą”, reż. Maciej Pieprzyca - to historia inspirowana autentycznymi wydarzeniami z początku lat 70-tych, kiedy to na Śląsku doszło do serii brutalnych zabójstw 14 kobiet i zapowiedzi zamordowania kolejnych 7. Sprawa jest tuszowana do momentu aż ginie bratanica pierwszego sekretarza (Wiesław Cichy), wtedy też zostaje rozdmuchana przez media, w efekcie rozpoczyna się zbiorowa panika przed Wampirem z Zagłębia, którą jak najszybciej należy uciszyć. Szefem grupy dochodzeniowej zostaje młody, niezbyt doświadczony, ale bardzo ambitny porucznik Janusz Jasiński (Mirosław Haniszewski), marzący o awansie, polepszającym codzienny byt i umacniającym jego pozycję zawodową oraz społeczną. I choć jest świadomy, że stał się marionetką peerelowskiego systemu nie chce wypuścić tej okazji z rąk, w związku z tym wspomaga się nowinkami technicznymi, dzięki którym wpada na trop Wiesława Kalickiego (Arkadiusz Jakubik) - będącego w istocie prototypem Zdzisława Marchwickiego – co błyskawicznie czyni go supergwiazdorem. Niestety na pewnym etapie śledztwa zaczynają pojawiać się nieścisłości, poddające w wątpliwość winę skazanego, jednak pieniądze, sukces, sława, kolorowy telewizor, również obawa przed upokorzeniem i gniewem towarzyszy, chcących uspokoić obywateli nadszarpują jego moralność, co wręcz doprowadza do wewnętrznej autodestrukcji: manipuluje, okłamuje, pije, zdradza, naciąga fakty, zastrasza świadków, odtrąca rodzinę, przyjaciół, mieszając w głowach bliskich, współpracowników, mieszkańców, swojej własnej i samego skazańca, który w końcu wycieńczony procesem już sam nie jest przekonany, więc pyta: „zabijałem czy nie zabijałem?”, tamten z kolei, nie radząc sobie z wyrzutami sumienia oddaje mu liczne przysługi, co nie wpływa na zmianę werdyktu, bowiem Kalicki, mimo braku konkretnych dowodów, zostaje stracony.

Zmiana nazwisk i niektórych wątków czyni produkcję bardziej uniwersalną, traktującą o sprawiedliwości, naturze zła, kłamstwie nawet za cenę ludzkiego życia, by tylko spełnić czyjeś żądania, dodatkowo piąć się po szczeblach kariery.

To film o człowieku postawionym w sytuacji, która zwyczajnie go przerasta.

źródło ilustracji: http://1.fwcdn.pl/wv/05/14/40514/snap1.40514.4.jpg

2. „Plac zabaw”, reż. Bartosz Kowalski - film naprawdę drastyczny, do nakręcenia którego impulsem stało się wydarzenie z lat 90. w Wielkiej Brytanii, gdzie dwóch dziesięciolatków zakatowało dwulatka. I mimo, że ludzie wydają się być odporni na powszechnie panującą zwyrodniałość, makabrę i bezduszność, to jednak zło, przemoc oraz skrajny brak empatii wypływający w dziecięcych słowach i czynach mocniej uderza. Trójka, na pierwszy rzut oka, najzwyklejszych bohaterów, z typowego blokowiska: Gabrysia (Michalina Świstuń), Szymek (Nicolas Przygoda) i Czarek (Przemysław Baliński) przygotowuje się do uroczystości związanej z zakończeniem szkoły podstawowej: elegancka koszula, zawiązana kokarda, starannie ułożone włosy, zakupione kwiaty, niby wszystko przyziemne, ale gdzieś pomiędzy niepokoi niepełnosprawny ojciec otrzymujący policzek od opiekuńczego synalka, przekleństwa skierowane do umęczonej życiem matki, nadmierna seksualność i kuszenie na wzór dorosłej kobiety – a to takie naturalne, beznamiętne, stale nakręcane telefonem, co zaświadcza o braku intymności, bezpieczeństwa, powszechnym wystawieniu na lincz, jednocześnie ta chora przyjemność z dręczenia, utrwalenia czyjejś kompromitacji i posłania dalej, w świat, staje się motorem napędowym do dalszych, bardziej tyrańskich, bezrefleksyjnych działań. Nuda, kpiny i przedłużający powrót do domu doprowadzają do porażającego finału, nie dając żadnych odpowiedzi. Bo czy zło da się wytłumaczyć? Z czego powstaje? Kiedy zareagować? Jak wychwycić stosowny moment? I czy da się temu zaradzić? Na te pytania każdy musi odpowiedzieć samodzielnie, bowiem powszechne wyjaśnienie nie istnieje – o ile w ogóle jakiekolwiek.

źródło ilustracji: http://i.iplsc.com/-/0006268AERPBCUAV-C122.jpg

3. „Kłamstwo”, reż. Mick Jackson - to rekonstrukcja słynnego, 5-letniego, londyńskiego procesu, w którym brytyjski publicysta, negacjonista, podający się za historyka, David Irving (Timothy Spall), oskarżył Wydawnictwo Penguin i  amerykańską profesor (żydowskiego pochodzenia) Uniwersytetu Emory w Atlancie Deborah Lipstad (Rachel Weisz) o oszczerstwo w książce „Denying the Holocaust”, w której to otwarcie skrytykowała i sprzeciwiła się głoszonym przez niego tezom, jakoby Holocaust się nie wydarzył, a sam Hitler był niewinny. Absurd miał miejsce w Wielkiej Brytanii, a więc w kraju, gdzie na sali sądowej to pozwany musi udowodnić, że zarzut nie ma nic wspólnego z prawdą. Ponieważ chodzi o coś znacznie więcej niż naruszenie dobrego imienia, bo o zachowanie pamięci oraz szacunku dla bestialsko zamordowanych, nie dopuszczenie do historycznej manipulacji i nie wyrażenie zgody na szerzenie antysemityzmu, kobieta wynajmuje grono najlepszych adwokatów na czele z Richardem Ramptonem (Tom Wilkinson) oraz Anthonym Juliusem (Andrew Scott), mających na koncie wiele sukcesów (między innymi skuteczne reprezentowanie Księżnej Diany), którzy to, żeby nie podsycać przeciwnika muszą odstawić emocje na bok i w sposób jak najbardziej logiczny przedstawić dowody na istnienie Holocaustu, a po drugie odnaleźć w jego literaturze tudzież wystąpieniach nieścisłości i naciągnięcia wybielające Niemców. Dla kontrastu Irving, przekonany o swoich racjach (bo on w to autentycznie wierzył), broni się sam, a jego główną tezą jest ta, że w dachach komór gazowych, przez które ponoć wrzucano Cyklon B, nie istniały otwory, więc służyły one zupełnie innym niż się zarzuca celom (komory te zostały wysadzone przez samych Hitlerowców przed przyjazdem Armii Radzieckiej, stąd nie można jednoznacznie stwierdzić jak one wyglądały). Prawda w tym przypadku wygrywa, ale całość daje do myślenia jak łatwo ją zdeformować, w zależności od tego kto i jak ją pojmuje oraz interpretuje.

źródło ilustracji: http://bi.gazeta.pl/im/4f/4f/14/z21296463V,Kadr-z-filmu—Klamstwo–.jpg

4. „Pożegnanie z niewinnością”, reż. David Schwimmer - to film poruszający bardzo trudny, ostatnio coraz częściej nagłaśniany temat pedofilii, nie opiera się więc na jednym konkretnym wydarzeniu, ale można go odnieść do wielu pojedynczych dramatów. Rodzina Cameronów, zamieszkująca duży dom na przedmieściach, w miłości, trosce i wzajemnym zrozumieniu wychowuje trójkę dzieci: Annie (Liana Liberato), Petera (Spencer Curnutt) oraz Katie (Aislinn DeButch). Ta pierwsza, z okazji swoich 14-tych urodzin otrzymuje laptopa, i nieświadoma niebezpieczeństw czyhających na nią w Internecie zagląda na rozmaite fora i czaty, gdzie rozmawia z różnymi osobami. Tam też poznaje o dwa lata starszego Charliego (Chris Henry Coffey), który zaczyna być jej bratnią duszą, przyjacielem, kimś, kto na tym etapie życia najlepiej zrozumie, kimś, o kim się myśli, marzy, na kogo czeka, kto inspiruje, uwodzi, zachwyca, w kim można się zakochać przez szklany ekran, na kogo, nawet wtedy, gdy na jaw wychodzi, że jest starszy ciężko się obrazić, bo to przecież cały czas ten sam człowiek, tylko trochę przestraszony, że wiek stanie na drodze do rozwinięcia tej wspaniale zapowiadającej znajomości. Młoda, naiwna, zmanipulowana, doceniona w końcu przystaje na spotkanie w galerii handlowej, gdzie początkowo doznaje szoku, bowiem okazuje się, że jej chłopak ze snów jest ponad dwadzieścia lat starszy, ale mimo histerii, niezgody, zaprzeczeń piękną gadką udaje mu się ją przekonać, by nie tylko poszła z nim do kawiarni, ale również pojechała do mieszkania, w którym wskakuje w specjalnie zakupioną na tę okazję bieliznę i staje się ofiarą gwałtu. Rzecz szokuje mocniej, kiedy prawda wychodzi na światło dzienne, bowiem mimo matczynej rozpaczy (Catherine Keener) i ojcowskiego pomstowania (Clive Owen), nastolatka broni swojego oprawcy, wręcz zachowując się jak dziewczyna nie wykorzystana, lecz zakochana, przeciwko której stoją najbliżsi, przyjaciele, nauczyciele, policja i psychologowie. Jednak gdy dociera do niej, co się faktycznie stało, to poza tym, że istnieją tacy dewianci dowiaduje się, że bardzo trudno ich schwytać.

Film stanowi przestrogę dla nadmiernie ufnych dziewcząt, obrazując jak wiele czai się zagrożeń, jak obmierzły bywa człowiek, jak celowo i obrzydliwie wyrządza krzywdę drugiemu, zakładając różne maski, co w świecie wirtualnym jest rzeczą powszechną oraz banalną; tam można być każdym, tam jest miejsce na bezkarność, którą później ciężko udowodnić.

Nawiasem: tym zboczeńcem okazuje się wykładowca jej brata, ale o tym dowiaduje się już tylko widz.

źródło ilustracji: http://1.fwcdn.pl/ph/81/63/548163/248206.1.jpg

Opublikowano Film, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Teoria życia i świata według małoletniej mnie

Ostatnio tyle nawstawiałam tych walentynkowych słodkości, że aż mnie mdli od samego patrzenia, stąd postanawiam wrócić do mniej landrynkowej rzeczywistości, w której znacznie łatwiej o czarkę piołunu niż różową bezę ;)

Temat, który chcę poruszyć w zasadzie nasunął się po tym, jak przedwczoraj, na forum, natrafiłam na wątek o dziecięcych urojeniach. I tak sobie wróciłam myślami do samej siebie i małoletniego postrzegania rzeczywistości, uświadamiając, że również sobie nie poskąpiłam w tym obszarze. Niezaprzeczalnym faktem pozostaje, iż nie dało mi się wmówić żadnych cudowności typu krasnoludki, wróżki, istnienie ufo, złote rybki czy czterolistne koniczyny spełniające życzenia, wszak hipotezy o dającej mi znaki przyrodzie miewałam, ale zamiast zapytać rodziców, samodzielnie podążałam tajemnymi szlakami ku nieznanemu, by przy solidnym wsparciu wyobraźni dumać i interpretować ludzi, świat, rozmaite zjawiska i jeszcze wiele innych, wyjaśniając je w dość dziwny sposób – dobrze, że nigdy nie wyszłam z tym do ludzi xD

A rzecz miała miejsce mniej więcej do 5 roku życia, kiedy to jeszcze nie koncentrowałam się na szkolnych obowiązkach, nie zderzałam z praktyczną stroną codzienności, więc mogłam poświęcać pozbawiony granic czas na swobodne marzenie i snucie kuriozalnych refleksji, mianowicie:

1. Byłam święcie przekonana, że Polska składa się tylko z jednego miasta; oczywiście tego, w którym mieszkałam

2. Czasem próbowałam kopać jak najgłębiej w ziemi (tej czarnej, dobrze ubitej, stanowiącej podłoże, a nie w piaskownicy), bo myślałam, że przebiję się przez skorupę i dane mi będzie ujrzeć kosmos, gwiazdy, inne planety; zastanawiałam się tylko, jak poradzę sobie z warstwą gorącej magmy, która zapewne rozpuści moją plastikową łopatkę

3. Obserwując gwiazdy starałam się dojrzeć kształt widywany na obrazkach, czyli dałabym sobie rękę uciąć, że jeśli ściągnęłabym ją z nieba, to byłoby to coś w rodzaju kilkuramiennej, złotej, sypniętej złotym brokatem ozdoby

4. Chmury oczywiście miały konsystencję gęstej, bitej śmietany, dającej nabierać się łyżeczką; jakiż poczułam zawód, kiedy okazało się, że to taka mgła

5. Bałam się spojrzeć na świetlistą błyskawicę, która moim zdaniem mogła pozbawić mnie wzroku

6. Twierdziłam, że rodzenie dzieci odbywa się przez brzuch, a więc kobieta się wysila, wtedy powłoki brzuszne rozstępują i wyskakuje z nich rozwrzeszczany brzdąc; z prawdą spotkałam się dość szybko, bo weszłam kiedyś do pokoju, gdy akurat w telewizji leciał „Szpital Dzieciątka Jezus”, a tam zbliżenie autentycznie rodzącej – pamiętam, że zrobiło mi się słabo i niedobrze

7. Wata cukrowa składała się z rozmoczonej i posłodzonej waty kosmetycznej

8. Z kolei lody to nic innego jak śnieg+cukier+śmietana

9. Kompletnie nie potrafiłam pojąć jak powstaje zupa (no jak? z samej wody ugotować zupę?) oraz kremy do ciast i deserów (krem to po prostu krem, coś odrębnego, od początku samego w  sobie, jak chociażby śliwka czy pietruszka)

10. Ptasie mleczko było wykonywane z ptasiego mleka; mleka wydojonego od ptaków

11. Gołąbki robi się z gołębi; jakby ktoś miał wątpliwości

12. Chyba nie muszę tłumaczyć czym były dla mnie uszka z barszczu?

13. Znając wiersz Jana Brzechwy o ślimaku, nosiłam w sobie przeświadczenie, że żywi się on białym serem; więc jak tworzyliśmy na parapetach z bratem ślimakowe terraria, to serwowaliśmy im właśnie ser, i żeby nie było tak monotematycznie to jeszcze liście sałaty

14. Po przeczytaniu na etykiecie jogurtu, że są w nim żywe kultury bakterii, wyobrażałam sobie, że na produkcji, pracownicy ubrani w specjalne kombinezony, wrzucają do kubeczka garść bakterii i rozgrzebując łyżeczką starałam się je znaleźć; nie jadłam ich potem przez wiele lat

15. Drżałam przed spożyciem końcówek banana, pestek z jabłek tudzież wiśni, guguł (niedojrzałych owoców), gumy do żucia oraz wypiciem kranówki; co rzecz jasna musiało skończyć się śmiercią

16. Wchodząc do przychodni, będąc zdrową, na stronę dzieci chorych powstrzymywałam powietrze, co miało mnie uchronić przed połknięciem zarazków

17. A jak zachorowałabym po szczepionce, to zmarłabym na chorobę, na którą zostałam zaszczepiona

18. Po usłyszeniu o leczniczych właściwościach złota doszłam do wniosku, że jeśli braknie mi jodyny bądź wody utlenionej, to skaleczenie odkażę ślubną obrączką któregoś z rodziców; jako że histerycznie bałam się, że pójdzie mi zakażenie, czyli czerwona pręga od rany aż do serca (co zaskakujące przez długi czas wszelkie krwawiące obrażenia tamowałam zasypując je piaskiem, dodatkowo, jego chłód idealnie łagodził szczypanie), ewentualnie przebije mi je wbita pod skórę drzazga

19. Żywiłam ufność, że jak krzyknę do lecącego samolotu, to mimo huku zostanę usłyszana; bo to, że mnie tam widzą, a pilot odmachuje było pewniakiem

20. Moje lalki i maskotki miały emocje (więc nigdy nie chciałam żadnej wyróżniać większą uwagą lub ładniejszą sukienką) oraz żyły; wobec tego razem z bratem budowaliśmy im zamki z klocków, zostawialiśmy jedzenie, i cały dzień staraliśmy ukradkiem zerknąć zza framugi, ewentualnie wbiec szybko, że niby niespodziewanie i przyłapać je na posiłku albo rozmowie (podobnie było ze zwierzętami)

21. Byłam zdania, że jeśli komuś braknie pieniędzy, to uda się do banku i tam mu dodrukują

22. Skrycie panikowałam przed wsiadaniem do taksówek, bo kiedyś usłyszałam, jak mama mówiła tacie, że taksówkarze zabijają swoich klientów; w istocie było tak, że relacjonowała mu artykuł, że to taksówkarze padają ofiarami pasażerów

23. Przechodząc przez pasy starałam się stąpać wyłącznie po tych białych, bo miałam wrażenie, że jeśli nadepnę na czarne, to na świecie stanie się coś złego; moim błędem było to, że chyba zbyt wcześnie przestałam to praktykować

No, to by było na tyle: więcej nie napiszę, bo nie będę się ośmieszała xD

Chociaż z drugiej strony jak sobie tak to przypominam, to fajnie jest w świecie dziecięcych urojeń, wszakże one nie mają nic wspólnego z realnością, a dla kontrastu dorosłe życie aż roi się od autentycznych paranoi.

Ja niestety bardzo szybko skończyłam tak surrealistycznie rozumować, nawet w wypadającego przez kominek Mikołaja i latanie Davida Copperfielda już nie uwierzyłam – moja wyobraźnia za to osiągnęła inny poziom: kreuję w głowie własne ideały egzystencjalne ;)

Opublikowano Wszystkie wpisy, Życie | Otagowano , , , , , , | 6 komentarzy

Walentynkowe WEGE przysmaki (V): kokosowa biała czekolada z migdałami

Tym przepysznym, bezglutenowym, wegańskim akcentem kończę cykl walentynkowych przysmaków ;)

A jest to biała czekolada wykonana na bazie mleczka kokosowego, nafaszerowana całą masą migdałów oraz plastrów kokosowych – genialna!

Zaraz po wyciągnięciu z zamrażarki jest dość twarda, ale po odczekaniu kilku minut idealnie kremowa ;)

Przepis na koksową białą czekoladę z migdałami (Przepis pochodzi z bloga: http://foodmania-przepisy.blogspot.com/)

Składniki:

  • 1 puszka mleczka kokosowego
  • 1 garść migdałów
  • 0,5 garści plastrów kokosowych
  • 1 łyżka płatków migdałowych
  • 15 g ekologicznego cukru waniliowego

*jeśli ktoś lubi słodsze to można dosłodzić ksylitolem lub erytrytolem

Sposób przygotowania:

Prostokątne naczynie wyłożyć folią spożywczą. Na dnie ułożyć trochę migdałów oraz plastrów kokosowych. Gęste mleczko wymieszać z cukrem, następnie dodać pozostałe migdały i plastry kokosa – wymieszać, przełożyć do formy i wstawić do zamrażarki na około 1h.

Opublikowano Przepisy, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , | 2 komentarzy

Walentynkowe przysmaki (V): czekoladowe trufle w owocowym pudrze

Wielokrotnie robiłam wege trufle, ale jeszcze nigdy takich bardziej tradycyjnych, czekoladowych, które jednak do końca typowe nie są, bo obtoczone w kolorowym, owocowym pudrze: bardzo słodkie i kremowe, czyli idealne na walentynki ;)

Przepis na czekoladowe trufle w owocowym pudrze (10 dużych sztuk) (Przepis pochodzi z Moich Wypieków od Pani Doroty)

Składniki:

Trufle:

  • 150 g gorzkiej czekolady
  • 50 g mlecznej czekolady
  • 100 g serka mascarpone
  • 1 łyżka wódki lub likieru owocowego

Cukier puder z liofilizowanych owoców:

  • 3 łyżki liofilizowanych owoców (ja zmieliłam na pył batoniki „Frupp” – dostępne chociażby w Netto)
  • 4 łyżki cukru pudru

Sposób przygotowania:

Obie czekolady roztopić w kąpieli wodnej – lekko przestudzić.

Mascarpone zmiksować z wódką lub likierem, po czym, łyżka po łyżce, cały czas miksując, dodawać roztopioną czekoladę.

Powstałą masę schłodzić w lodówce do momentu aż stanie się na tyle twarda, by można z niej było formować trufle, które następnie należy obtoczyć w owocowym pudrze (liofilizowane owoce lub batoniki zmielić, potem wymieszać z cukrem pudrem).

Przechowywać w lodówce.

Opublikowano Przepisy, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , | Skomentuj