„Historia dla przygłupich i naiwnych ciemniaków”, czyżby? – „Tajemnica Filomeny” w reż. Stephena Frearsa

Każdy z nas tapla się w stawie własnych tajemnic (celowo nie użyłam tu chociażby słowa: JEZIORO, ponieważ to przywodzi mi na myśl krystaliczną, spokojną wodę wypełniającą centrum jakiegoś magicznego, nietkniętego ludzką ręką zakątka, gdzie myśli i czuje się inaczej, lepiej, gdzie zmysły są wyostrzone, ciało, duch, umysł zaznają relaksu, tymczasem głuchą ciszę przerywa wyłącznie melodia przyrody – co innego STAW, który ciemną barwą zataja, nie pozwala dostrzec głęboko ukrytego, poprzez niemożność przedarcia przez gęstwiny zakorzenionych w nim roślin utrudnia poznanie, odstręcza, przeraża, ale jeśli ktoś zdecyduje się zanurzyć, lepkością błota świadomie ubrudzić, przywdziewa tapetę nieprzyjemnej aury złych decyzji, uczynków, bolesnych słów, odziera ze wstydu, moralności i poczucia winy, pozbawia dobrego smaku, wyczucia, zachęcając, by iść dalej, nie znając umiaru, bo umiar stawia granice, a przekraczanie ich jest o wiele ciekawsze, nawet za cenę samego siebie), siedzących w milczeniu w najdalszych zakamarkach bezlitosnych, przykrych wspomnień, męczącej codzienności, niepewnej przyszłości. Ludzie z tajemnicą pociągają niczym grzech, są wewnętrznie atrakcyjni, uwodzicielsko zatrważają, rodzi się pragnienie bliskości, rozwikłania wypełniającej ich enigmy, która elektryzuje przestrzeń, tworzy napięcie wokół nich, sprawia, że samoistnie nie chce się przestać, zawrócić, lecz być tuż tuż, blisko.

Sam Baudelaire ośmielił się rzec:

 

Człowieku, nikt nie zbadał dna twego tajnicy!

Morze, nikt nie zna bogactw twych skrytej skarbnicy!

Tak zawistnie strzeżecie tajemnice swoje.

 

I dobrze, że się ośmielił, bo sprzeciwić się temu nie sposób.

Siedzę. Na obitym czarną tkaniną krześle. Dłonią przeciągam po starych okładkach książek. Wsłuchuję w bezgłośny szmer deszczu. Na niewielkim stoliku paruje barwioną czerwienią herbata – aromatyzowana dziką różą i jabłkiem – w towarzystwie zapowiadających nastrojem smutną jesień fioletowych śliwek. Lubię jesień. Za szkłem świat. W tym świecie ludzie. W nich tajemnice. Tajemnice we mnie. Moje.

Dotkliwy sekret ukrywa bohaterka dramatu „Tajemnica Filomeny” w reż. Stephana Frearsa, będącego adaptacją reportażu autorstwa Martina Sixsmitha (Steve Coogan), który na jej kartach, choć początkowo niechętnie (bo na odstresowanie po skandalicznym wyrzuceniu z rządu Tony’ego Blaira „za coś czego nie zrobił” miał ambicje napisać książkę o Rosji, a nie jakąś „historię dla przygłupich i naiwnych ciemniaków”), odtworzył prawdziwe zdarzenie, jakie na prośbę jej córki Jane (Anna Maxwell Martin) (spotkała go na jednym z przyjęć, gdzie pełniła rolę kelnerki) miał możliwość usłyszeć z ust wdzięcznej, skromnej, głęboko religijnej emerytowanej pielęgniarki Philomeny Lee (Judi Dench), która pół wieku temu została zmuszona przez zakonnice z niezwykle surowego Opactwa Roscrea (matka zmarła 10 lat temu, a tam, ze wstydu, wywiózł ją ojciec, całej rodzinie oświadczając…, że umarła – mogła się stamtąd wydostać po wpłacie 100 funtów, ale nawet tyle nie posiadała, do tego nie miała dokąd pójść) do oddania swojego dziecka, owocu 18letniej nieprawości z przypadkowo poznanym w wesołym miasteczku czarującym mężczyzną, bo jak mawiały szanowne siostrzyczki: ten ból to pokuta [poród odbył się bez środków przeciwbólowych i mimo, że to bolało przez chwilę, to świadomość niepoznania dziecka już przez resztę życia – dzięki serdeczności siostry Anunciaty (Amy McAllister) miała jego zdjęcie]. Jednak w dniu 50tych urodzin Anthony’ego (Tadhg Bowen, Harrison D’Ampney) postanawia nie tylko opowiedzieć tę ciężką historię, ale też z dziennikarzem udać się w podróż do USA, w celu odnalezienia syna (wyjazd finansuje łakome na tę sensacyjną opowieść wydawnictwo) – tam okazuje się, iż chłopiec, który w wieku 4 lat, razem z Mary (Saoire Bowen, Mare Winningham) został za 1000 dolarów przekazany amerykańskiej rodzinie, doktorstwu Hess (mieli już 3 synów, ale chcieli adoptować dziewczynkę, a ponieważ dostrzegli, iż dzieci są ze sobą silnie związane wzięli oboje), którzy zmienili jego imię na Michael (Xawver Atkins, Sean Mahon), natomiast gdy dorósł odznaczał się nieprzeciętną inteligencją, co pomogło mu błyskawicznie piąć się po szczeblach kariery politycznej, niestety nigdy nie był do końca szczęśliwy, bowiem pragnąc poznać swoją przeszłość, skontaktować z biologiczną matką, dwukrotnie powracał do Irlandii, do klasztoru, gdzie nie otrzymał żadnych odpowiedzi, danych, wiadomości, a to niewyjaśnienie burzyło jego codzienność, kształtowało negatywne stosunki z innymi osobami, skłaniając ku autodestrukcyjnym praktykom, wyładowywaniu w rozwiązłych praktykach homoseksualnych, w wyniku których zaraził się wirusem  AIDS, w efekcie zmarł 8 lat przed tym, nim cokolwiek dowiedziała się o nim Philomena, nim w ogóle mogła go poznać, zobaczyć, usłyszeć ton głosu. Kobieta zdaje się być pogodzona z losem, jednakże zupełnie odmienną postawę przyjmuje cyniczny dziennikarz (nota bene posiadający masę wspaniałego humoru i gdzieś tam pod płaszczykiem gruboskórności pewną wrażliwość i skłonność do empatii), żywiołowo oskarżając zakonnice o perfidne utrudnianie kontaktu – ogień tej wzgardy niespodziewanie gasi sama Philomena, stwierdzając, że nie potrafi odpłacać się tą samą miarką, nie chce oskarżać, nie chce wymierzyć kary, lecz darować winę, jak na autentycznie wierzącą i kierującą się słowem Bożym osobę przystało: miłość nie nienawiść, przebaczenie nie zemsta.

„Tajemnica Filomeny” zachwyca i irytuje, wzrusza i bawi, odsłaniając potworne mechanizmy kościoła Katolickiego, fałsz, brak zrozumienia, współodczuwania, pomocy, intrygi, odarcie drugiego człowieka z godności w imię pokuty za czyny nigdy do końca nie sprecyzowane jako dobre czy złe, oraz samych siebie z moralności, jednocześnie okazując, że nie monumentalny budynek, nie ręce wzniesione do obrazu, nie stanowisko, ślubowanie czy habit, nie ta cała otoczka okraszona pięknymi, wzniosłymi słowami, ale życiowa postawa, uczynki, prostolinijność, umiejętność zapominania krzywd wartościują człowieka: być a nie mieć – tego się trzymajmy.

 

źródło ilustracji: http://1.fwcdn.pl/po/82/14/668214/7591812.3.jpg

źródło ilustracji: http://1.fwcdn.pl/ph/82/14/668214/467780_1.1.jpg

źródło ilustracji: http://www.cyfraplus.pl/ms_galeria/galeria/43442_5.jpg

źródło ilustracji: http://www.kinopodbaranami.pl/images_lib/doc_6005_0.jpg

 

 

 

 

Informacje o BlackLady

Mam na imię Justyna. Pochodzę z Częstochowy, lecz nie lubię tego miasta. Z wykształcenia jestem polonistką, z natury obserwatorką-pesymistką, która żyje ideami. Na co dzień dużo rozmyślam, pochylając się nad tym, co dziwne, tajemnicze, groteskowe, ironiczne, niedookreślone i paradoksalne – właśnie w tym tkwi siła przekazu, tam pod płaszczykiem nonsensownej mglistości szukam prawdy. Mając 4 lata wstąpiłam w świat literatury – zaczęłam czytać i już wiedziałam, że to są przestrzenie, w które pragnę się wdzierać, pragnę je też tworzyć. Słowo ma dla mnie wartość szczególną – kreuje, razi, buntuje, nęci, oburza – dlatego też literatura wydaje się być moim naczelnym zainteresowaniem. Jednak z zapałem oglądam również horrory, thrillery, filmy psychologiczne, piekę ciasta dla najbliższych, wędruję po górskich szlakach, upajam smakiem i aromatem kawy, nadto niemiłosiernie kocham psy; generalnie zwierzęta, co ma wyjaśnienie w praktykowanej przeze mnie diecie wegetariańskiej.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Film, Wszystkie wpisy i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>