Koszmary i uroki zimy

W tym roku zima zszokowała, choć ze swej natury nie powinna, mrozem oraz śniegiem, bowiem przez ostatnie 3-4 lata bliżej jej było do łagodnej jesieni – w ten oto sposób dała zapomnieć o własnym istnieniu. Ale że przyroda jest nieprzewidywalna bardziej niż nafaszerowany schematami człowiek (bo zwyczajnie potrafi być mądrze wolna i nie dać się społecznej presji), dodatkowo niczego kronikarsko nie planuje (nawiasem, tak lekko naciągając temat, zaraz mi się tu nasuwa myśl: jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość, co idealnie oddaje mój podśmiewający wzrok, gdy ktoś z kamienną powagą i nieudawaną euforią w głosie opowiada jak będzie wyglądało jego życie za 30 lat; jasne, że wolno chcieć, że nie zabrania się nikomu marzyć i dążyć do zrealizowania pragnień, ale zawsze trzeba mieć trochę dystansu, iż człowiek sobie, a Los sobie i przy okazji jemu, w innym przypadku uderza się głową w mur, bardzo boleśnie), to w przeciągu jednej nocy, kiedy to pospolici śmiertelnicy, myląc iluzję z rzeczywistością, przeżywali swoje sny, drastycznie obniżyła temperaturę i obsypała świat lodowymi kryształkami.

Wstałam. Przetarłam oczy. Oniemiałam z zachwytu, maźnięta farbką niechęci, jako że każda pora roku wywołuje we mnie ambiwalentne emocje: i je lubię, i nie lubię (chociaż na pewno nie tak skrajnie różne, a raczej negatywne, jak jest w przypadku upalnego lata).       A za co tym razem?

Uroki zimy:

  • baśniowe widoki: pokryte puchem pola, wzgórza, lasy, dróżki, parki, chropowate gałęzie, świerki, sosny, zamarznięte jeziora, zwisające sople lodu, błękitno-białe, bezchmurne niebo, lśniąca od porannego słońca lub ulicznych lamp pokrywa śnieżna, wręcz mieniąca zielenią, fioletem, pejzaż zasłonięty gęstymi, sypkimi gwiazdkami, wzory namalowane ręką mrozu na okiennych szybach
  • długie, zamglone noce, ze srebrną łuną naokoło księżyca
  • romantyczny, mroczny, nostalgiczny, łagodny, tajemniczy, wzmagający wyobraźnię nastrój, wprost idealny na wieczory spędzone z ukochaną osobą lub książką w dłoni
  • pokora względem przyrody, która po pierwsze uświadamia, jak nikły jest człowiek, po drugie to egzamin z troski o zwierzęta, jakie należy dokarmiać
  • harmonia w otoczeniu; mniejszy zamęt pogodowy niż chociażby w przypadku kapryśnej jesieni
  • spokój, jakieś takie wewnętrzne wyciszenie spowodowane jednostajnie mleczną scenerią, wszechobecnym ziąbem, nakłaniającym do rzadszego wychodzenia na zewnątrz; ustają roboty drogowe, budowy, remonty, jest mniej ludzi, w efekcie mniejszy tłok i związany z nim hałas
  • jest czyściej, bo wszelkie brudy, psie odchody, dziury, jak za dotknięciem magicznej różdżki, zostają zasypane
  • spędzanie czasu w domowym zaciszu, co owocuje zacieśnieniem relacji, długimi rozmowami, większą kreatywnością
  • spacery w trakcie których śnieg przyjemnie chrupie pod butami (a jeśli nie spacery, to inne zimowe sporty: łyżwiarstwo, narciarstwo, hokej, saneczkarstwo, snowboarding)
  • gorące napoje: sezonowe kawy, czekolady z bitą śmietaną, herbaty wzbogacone o miód i cytrynę, grzane wino, poncz
  • rozgrzewające kąpiele, olejki, termofory, koce, kapcie
  • smaki i zapachy: orzechy, pierniki, wanilia, pomarańcze, cynamon, imbir, anyż, goździki, gałka muszkatołowa, gorzkie kakao, żurawina, suszone śliwki, morele, sernik, makowiec, szarlotka, karmel, praliny, drzewo sandałowe, cedr, jałowiec, leszczyna, jaśmin
  • najrozmaitsze świeczki i kominki aromaterapeutyczne, tworzące aurę niesamowitości
  • ubrania przyozdobione futerkiem, kożuszki, płaszcze, sukienki, koszule, bluzki wykonane z żakardu, dżerseju, tafty, weluru, flauszu, przepiękne czapki, rękawiczki, szale, deseniowe rajstopy, skarpety
  • okolicznościowe dodatki (koce, pościele, poduszki, obrusy, stroiki, filiżanki, doniczki, kalendarze, notesy)
  • tematyczne filmy oraz książki

Koszmary zimy:

  • ujemne temperatury, przeszywający chłód, przed którym nie ochroni żaden dodatkowy sweter, ponieważ jest tak podstępny, zwinny, że wślizgnie się przez najmniejszą szczelinę
  • niebezpieczna pokrywa lodowa, będąca powodem kompromitujących upadków (zwykle w najmniej spodziewanym czasie, w najbardziej niekorzystnym miejscu, na oczach zgromadzonego ludu) oraz groźnych i przykrych (w przypadku, gdy niezależne od człowieka, bo jak spowodowane z jego winy, to zwyczajnie postrzegane w kategoriach bezmyślności) w skutkach wypadków drogowych
  • utrudnienia w transporcie, zakorkowany ruch uliczny
  • poranne skrobanie szyb
  • roztopy i związana z nimi rozmokła ciapa, gdzieniegdzie przechodząca w błoto, która po wejściu do mieszkania albo od razu obliguje do mycia podłogi + upiaszczonych, przesiąkniętych wodą psich łap, albo do zdejmowania przed drzwiami, nakłaniająca, okutanego w kilka warstw odzieży (i to też jest minus, że nie można od tak wyskoczyć z mieszkania, tylko trzeba zakładać tonę ciuchów), do przyjmowania niezbyt komfortowej pozycji
  • ogarniająca przestrzeń szarówa; nie taka, jak w przypadku melancholijnej, upływającej w rytmie stukających o parapet kropel deszczu jesieni, lecz spowodowanej mniejszą ilością słońca, jego jeszcze szybszymi zachodami oraz zabrudzonym wszelkimi zanieczyszczeniami śniegiem
  • gorączka, komercja, sztuczność, związana z nadchodzącymi świętami, sylwestrem i karnawałem
  • wrzeszczące dzieciory, nie zważywszy na pozostałych mieszkańców, bawiące akurat pod blokiem, dlatego że rodzicom zwyczajnie nie chce pójść się kilka kroków dalej, by tam, zresztą na większej płaszczyźnie, mogły spożytkować swoją energię i swobodnie, nie przeszkadzając absolutnie nikomu (poza hałasem też tym, że zjeżdżają z górki bezpośrednio pod nogi) nacieszyć aktywnie spędzonym czasem
  • nagminne przeziębienia i wzmożona podatność na nie, ocechowana ciągłymi pociągnięciami nosem, zmęczeniem, bólem gardła, mięśni, głowy

Zerkając na powyższe wniosek jest prosty i w zasadzie nasuwa się sam: zima jest bardzo lubianą przeze mnie porą roku, ale jej głównym mankamentem jest coś, bez czego nie istnieje, mianowicie mróz, który niewątpliwie uszlachetnia ziemskie zakątki, jednak ja fizycznie nie potrafię go przetrzymać, bo fakt, że nie znoszę letniego skwaru nijak ma się do tego, że uwielbiam ciepło, ale to pochodzące ze sztucznego źródła ;)

Informacje o BlackLady

Mam na imię Justyna. Pochodzę z Częstochowy, lecz nie lubię tego miasta. Z wykształcenia jestem polonistką, z natury obserwatorką-pesymistką, która żyje ideami. Na co dzień dużo rozmyślam, pochylając się nad tym, co dziwne, tajemnicze, groteskowe, ironiczne, niedookreślone i paradoksalne – właśnie w tym tkwi siła przekazu, tam pod płaszczykiem nonsensownej mglistości szukam prawdy. Mając 4 lata wstąpiłam w świat literatury – zaczęłam czytać i już wiedziałam, że to są przestrzenie, w które pragnę się wdzierać, pragnę je też tworzyć. Słowo ma dla mnie wartość szczególną – kreuje, razi, buntuje, nęci, oburza – dlatego też literatura wydaje się być moim naczelnym zainteresowaniem. Jednak z zapałem oglądam również horrory, thrillery, filmy psychologiczne, piekę ciasta dla najbliższych, wędruję po górskich szlakach, upajam smakiem i aromatem kawy, nadto niemiłosiernie kocham psy; generalnie zwierzęta, co ma wyjaśnienie w praktykowanej przeze mnie diecie wegetariańskiej.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystkie wpisy, Życie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Koszmary i uroki zimy

  1. ~kacper pisze:

    troche mroczna jestes. fajnie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>