Takie życie, jaki kat. Mały Człowiek – Wielki Świat, czyli dramat jednoaktowy w trzech scenach spisany

OSOBY DRAMATU:

Mały Człowiek

Wielki Świat

Los

Bóg i Wszyscy Święci

AKT I i ostatni

Scena 1

Mały Człowiek, Wielki Świat

W Wielkim Świecie, pośród wzburzonych ciemnogranatowych mórz, piaszczystych lądów, skalistych gór, bogatej zwierzyny, roślinności, dzikiego ptactwa i niekreślonych zjawisk wszelakich, na podmurszałym pieńku siedzi Mały Człowiek, nerwowo kołysząc nogą. I jak na swoją nieskrywaną małość minę ma bardzo rozgniewaną; o czym świadczą mocno zaciśnięte usta oraz przechodząca przez środek czoła widocznie tętniąca strutą krwią własnych myśli żyła. Wtem, zimnym plaskaczem porywistego wiatru, zostaje z tego rozgniewania otrzeźwiony. Wstaje, niby to nieporuszony, jedną ręką wygładzając powstałe na spodniach zmarszczenie, drugą ocierając toczącą z pyska pianę, w odpowiedzi na co otrzymuje kolejnego kuksańca; tym razem pod prawe żebro. Opieszale patrzy przed siebie, potem na prawo, na lewo, do tyłu, w górę, w dół i stwierdziwszy, że nie ma za świadka zupełnie nikogo, zdziera maskę udawanej nonszalancji, wydobywając z siebie piskliwie histeryczny wrzask, okraszony budzącym pragnieniem zemsty.

Mały Człowiek

Cenniejsza duma niż własne życie.

Tchórzem wyłącznie kto uderza skrycie.

Nie jestem zlęknion, choć jużem leciw:

pokaż się Zjawo! Wyjdź mi na przeciw!

 

Wielki Świat

Dumę ty miałeś przed rozgniewaniem.

Ciut niepowodzeń – stajesz się draniem.

Kręcąc w dystrykcie żądań i złości

nie pojmiesz nigdy ludzkiej miałkości.

Dopóki…

 

Mały Człowiek

Dopóki co? Dopóki Śmierć mnie z życiem nie rozdzieli!

Kiedy wie Bóg łaskaw i święci anieli!

Ach! Przybyłeś prawić mi morały

przybrawszy postać ukrytej zakały!

 

Scena 2

Wielki Świat, Mały Człowiek (milczy)

Niespodzianie dzień zamienia się z nocą miejscami. Gwiazdy i planety niebezpiecznie przybliżają się do pękającej pod nogami ziemi. W oddali wybucha wulkan, wypełniając powstałe szczeliny gęstym, rozżarzonym ulepkiem lawy. Gwałtowny deszcz tworzy nowe oceany, a niewzruszony śnieg zasypuje go, dając życie potężnym lodowcom. Mały Człowiek twardo stoi w centrum rozszalałych żywiołów i lekceważąco pogwizdując trzyma ręce w kieszeniach, ale gdy tuż obok wypastowanego mokasyna ślad wypala rozświetlona błyskawica, a drapieżny jastrząb złowróżbnie skrzeczy, tocząc koła nad jego głową, kurczy się jak zahukane pisklę i nie panując nad galaretowatym dygotem ciała głośno zawodzi, mieszając łzy przerażenia ze szczenięcym skamlaniem o zmiłowanie, na co reakcją jest szyderczy chichot. 

Wielki Świat

Obrazu mego się domagałeś;

wartko skuliłeś, gdy otrzymałeś.

Nie wygrasz nigdy z potęgą Świata,

bo noszę miano Mocarza-Kata!

 

Scena 3

Mały Człowiek i Wielki Świat (milczą), Los

Mały Człowiek zawstydzony własną miałkością nie odzywa się nic, jednak skrycie, w swej  podłej człeczej naturze, poprzysięga bestialski odwet na Wielkim Świecie, który upokorzył go niespodzianą wszechmocą. Wie, że nie tylko może zniszczyć świat na wiele sposobów, ale też zyskać z tej dewastacji coś dla siebie, karmiąc nienasyconą pazerność i nie mający końca egoizm. Teraz woli więc trzymać język za zębami, ale po uknuciu  niecnego planu z równie podłymi jak on, uderzy ze zdwojoną siłą. Na jego twarz wstępuje nawet lekko kąśliwy uśmiech uzupełniony interesownym błyskiem w oku, co upodabnia go do nikczemnego węża, który w Raju narobił tyle zamieszania. Raptem do tych niemych intryg i bezsensownie nierównej dyskusji włącza się trzeci głos, niemniej niż pozostali wypudrowany ułudnym poczuciem pychy o swojej tęgości, zamieniając ten dramat w farsę ze sporymi pokładami osobniczej tragiczności. 

Los

Człowiek i Świat nędznym głosem

żaden z nich nie wygra z Losem.

Zbędne kłótnie, zbędne złości

kiedy trzeba przychylności.

 

W moich rękach wszak korona:

Świat ucichnie – Człowiek skona.

***

Tadam! Kurtyna opada.

 

A na boku…

Bóg i Wszyscy Święci

 

Milkną trwożnie Wszyscy Święci,

bo Bóg smutnie głową kręci.

Życie cicho podpatruje,

pod powieką łza Go kłuje.

 

Idealnym Świat zbudował,

Losem wdzięcznie pokierował,

a choć prosi – wie i czuje:

CZŁOWIEK JESZCZE ROZCZARUJE.

(autor: ja)

Informacje o BlackLady

Mam na imię Justyna. Pochodzę z Częstochowy, lecz nie lubię tego miasta. Z wykształcenia jestem polonistką, z natury obserwatorką-pesymistką, która żyje ideami. Na co dzień dużo rozmyślam, pochylając się nad tym, co dziwne, tajemnicze, groteskowe, ironiczne, niedookreślone i paradoksalne – właśnie w tym tkwi siła przekazu, tam pod płaszczykiem nonsensownej mglistości szukam prawdy. Mając 4 lata wstąpiłam w świat literatury – zaczęłam czytać i już wiedziałam, że to są przestrzenie, w które pragnę się wdzierać, pragnę je też tworzyć. Słowo ma dla mnie wartość szczególną – kreuje, razi, buntuje, nęci, oburza – dlatego też literatura wydaje się być moim naczelnym zainteresowaniem. Jednak z zapałem oglądam również horrory, thrillery, filmy psychologiczne, piekę ciasta dla najbliższych, wędruję po górskich szlakach, upajam smakiem i aromatem kawy, nadto niemiłosiernie kocham psy; generalnie zwierzęta, co ma wyjaśnienie w praktykowanej przeze mnie diecie wegetariańskiej.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Moje wiersze, Wszystkie wpisy i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>