Popularne czasopisma dziecięce i młodzieżowe lat 90-tych (i pierwszych lat 2000)

W dzieciństwie oraz okresie nastoletnim nie tylko kartkowałam mamine czasopisma typu „Z życia wzięte”, „Chwila dla Ciebie”, „Takie jest Życie”, „Przyjaciółka” czy „Pani domu” (serio to czytałam), leżące gdzieś pod stertą dawno nieaktualnego „Programu Telewizyjnego”, ale też z większą lub mniejszą niecierpliwością oczekiwałam na następne numery tych, które sama skrzętnie kolekcjonowałam; część z nich była naprawdę pouczająca, a część stanowiła formę relaksu, ot takie przewertowanie bzdurek, odmóżdżenie od często zbyt poważnej jak na mój wiek literatury, po którą sięgałam na co dzień.

Jeszcze wtedy wybór nie był tak ogromny jak obecnie, więc łatwiej było skoncentrować się na określonym tytule, do tego ceny były znacznie niższe, a jak czasem coś zostało dodane w gratisie, to już w ogóle: istny kosmos [mam na myśli te wszystkie tandetne bransoletki, pierścionki, rzemyki, prasowanki (miałam taką z Michałem Wiśniewskim...), paski, chustki, błyszczyki, tatuaże, do niczego barwą niepasujące cienie do powiek, ewentualnie jaskrawe lakiery do paznokci, no bywały też płyty z piosenkami], rarytasik, który nawet zamawiało się wcześniej (bo na ostatniej stronie zawsze podawali co będzie w kolejnym numerze) w spożywczaku, by pani sklepowa odłożyła pod ladą (miało się układy xD), gdy tylko się pojawi; trzeba mieć na uwadze, że wtedy tych gazet nie było ilościowo aż tak wiele, zwykle 3-4 sztuki na stanie – a przecież szkoda nie skorzystać z okazji, gdy za tę samą cenę miało się i piśmidło i jakiś bibelot, a do tego przeważnie wczepione gdzieś w środek plakaty kultowych zespołów.

Pamiętam, że takim pierwszym magazynem, jaki z zapałem gromadziłam była przepięknie ilustrowana „Barbie”, do której rodzice również kupili mi album, gdzie wklejało się naklejki (takie naklejki nabywało się oddzielnie, w kiosku; w jednej saszetce było około 5 sztuk – utrudnieniem było to, że zamykano je w matowych opakowaniach, stąd nigdy nie było wiadomo jakie są w środku, czyli istniało spore ryzyko, że mogły się powtórzyć; i powtarzały).

Tutaj najbardziej lubiłam czytać komiksy, kolorować obrazki, nierzadko starać się podobnie uczesać własne lalki i uszyć im to, co tamte miały na sobie (wykorzystując fragmenty starych zasłon, obrusów czy bluzek), ale przede wszystkim oglądać te wspaniałe, różnorakie barbie z furą ubrań oraz dodatków (włączając w to samochody, rowery, baseny, karoce, domki kempingowe, zakłady fryzjerskie i kosmetyczne) i marzyć, że kiedyś będę w ich posiadaniu – nie można zapomnieć, że wtedy na półkach sklepowych takie cudeńka zwyczajnie nie były dostępne.

źródło ilustracji: http://1.bp.blogspot.com/-GVRswSrPABE/UDkfqFw5XQI/AAAAAAAAC1E/HzcujT_MM2Q/s1600/SDC15169.JPG

Z kolei drugim ukochanym czasopismem była  „Przygoda ze sztuką”, która umożliwiała mi zdobycie wiedzy tudzież ciekawostek z rozmaitych dziecin artystycznych, ich historii, ponadto poznanie sylwetek twórców wraz z genialnymi dziełami, technik rysunku, wskazówek krok po kroku jak coś stworzyć czy zaczerpnięcie pomysłów na samodzielne wykonanie wszelakich ozdóbek (takie rzeczy znajdowały się w odrębnym segregatorze zatytułowanym „Księga Pomysłów”).

Ja szczególnie lubiłam przerysowywać ten centralny malunek, jaki zamieszczano w każdym numerze i starać się ujrzeć magiczny, trójwymiarowy obrazek na stereogramie.

W zestawie były też 3 albumy: przyroda w sztuce, ludzie w sztuce i zwierzęta w sztuce.

A na ostatniej stronie widniały suchary typu: jaki ser nie potrafi pływać? Topiony! albo Co robi wściekły wulkan? Wybucha ze złości i zalewa się lawą! ;p

źródło ilustracji: http://antonita.pl/wp-content/uploads/2016/05/dzien_dziecka2-1.jpg

Ja miałam swoją „Przygodę ze sztuką”, natomiast mój brat namiętnie zbierał gazetę „Wally zwiedza świat!”, w której tytułowy Wally odbywał podróże w rozmaite zakątki świata, opowiadając o ich tradycjach, obyczajach, języku, kulturze, nowinkach, kulinariach, co było nadzwyczaj rozwijające.

Tutaj również były albumy na naklejki i moja ukochana stronka: „Gdzie jest Wally?”, gdzie na obrazku usianym ogromem postaci trzeba było znaleźć głównego bohatera.

źródło ilustracji: http://s1.tufotki.pl/2013/08/04/C70yF-AzhXpP.JPG?v=2

Drugą serię tego czasopisma stanowiło „Wally poznaje historię świata”.

źródło ilustracji: http://s1.fotowrzut.pl/XDX1M1O82W/1.jpg

Innymi czasopismami, które zahaczały o tematykę szkolną  (tutaj były przykładowe arkusze egzaminacyjne, materiały powtórkowe i omówienia lektur) oraz krążącą wokół typowych problemów młodzieżowych był „Victor Junior” oraz…

źródło ilustracji: http://czasdzieci.pl/pliki/czasopisma/f_czn_3.jpg

„Victor Gimnazjalista”.

źródło ilustracji: http://czasdzieci.pl/pliki/czasopisma/f_czn_4.jpg

Z kolei „English Junior” miał na celu przybliżenie przez postaci z bajek Looney Tunes podstaw z języka angielskiego.

źródło ilustracji: http://i.imgur.com/ir2EE.jpg

Za to znacznie bardziej zaawansowanym poziomem cieszył się „Easy English”.

źródło ilustracji: https://olxpl-ring04.akamaized.net/images_tablicapl/317705947_5_644x461_easy-englishczasopismo-1-52-3-segregatory-i-kasety-dolnoslaskie.jpg

Natomiast na tematyce zoologicznej skupiał się magazyn „ZWIERZAKI”.

źródło ilustracji: http://bornintheprl.pl/media/thumbnail/4a/15/4a1554abd4bb64894e18a2c3b78e45a8.jpg

Poza tym wszystkim czytywałam ”Ciuchcię”, jednak tutaj bardziej koncentrowałam się na  systematycznym oglądaniu programu oraz…

źródło ilustracji: http://s.archiwumalle.pl/1/2454115777.jpg

„Przyjaciele z Zielonego Lasu” - tygodnik o przyrodzie i zwierzakach, który powstał w oparciu o serial „Zwierzęta z Zielonego Lasu”.

źródło ilustracji: http://antonita.pl/wp-content/uploads/2016/05/dzien_dziecka4-1.jpg

Oczywiście nie mogę tu pominąć „Świerszczyka”: te wzruszające i zabawne opowieści, ilustracje, wierszyki, piosenki, wywiady, humor obrazkowy, zagadki, gry, zabawy, wykreślanki, rebusy, krzyżówki, które niesamowicie pouczały i rozwijały wyobraźnię, zresztą podobnie jak…

źródło ilustracji: http://retro.pewex.pl/uimages/services/pewex/i18n/pl_PL/201405/1401455224_by_krzys_500.jpg?1401455224

„Miś”, gdzie poza poezją i opowiadaniami zawsze szukałam „Wesołych przygód Gapiszona”, historyjek z „Panem Hipopopo” oraz popularnych wycinanek.

źródło ilustracji: http://www.misie.com.pl/wp-misie/wp-content/uploads/2016/02/Cz_0100.jpg

Równie intrygujące teksty prozatorskie i wierszowane, również fantastyczne ilustracje można było znaleźć w czasopismach: ”Płomyk” i…

źródło ilustracji: http://cyfrowa.chbp.chelm.pl/image/edition/5496

„Płomyczek”.

źródło ilustracji: http://cyfrowa.chbp.chelm.pl/image/edition/8631

A raz w miesiącu, gdy wracaliśmy z kościoła, rodzice kupowali sobie „Niedzielę”, a dla mnie brali „Moje Pismo Tęcza”, które przybliżało dzieciom kwestie religijne.

źródło ilustracji: http://rzeszow2000.pl/ogloszenia/_upload/announcements/2015/01/20/1421734980_2110_ab.jpg

Za to za świetne komiksy, „zgadywanki i zagadki”, „paradę żartów”, krzyżówki, „łamacz głowy”, „to ciekawe!” oraz gadżety jak chociażby lepkie łapki i akcesoria dla detektywów bardzo lubiłam „Kaczora Donalda”.

źródło ilustracji: http://2.bp.blogspot.com/-yoy-3YM1TKI/URpaT1jRtdI/AAAAAAAAACE/pIyDIIWG40E/s1600/10.jpg

Akurat komiksu ”Gigant”, składającego się z historyjek prezentujących perypetie disnejowskich bohaterów nie kolekcjonowałam, ale chętnie wypożyczałam z biblioteki.

Zawsze fascynowało mnie to, że z połączenia grzbietów powstawał obrazek ^^.

źródło ilustracji: http://imged.pl/1408/komiks-gigant-rocznik-2001-kaczor-donald-1456408.jpg

Takimi standardowymi, dziewczęcymi pisemkami, gdzie można się było natknąć na: fotostory, horoskopy, krótkie opisy filmów oraz seriali, dział mody, kosmetyczne nowości, wywiady z muzykami, konkurs „dziewczyna na okładkę”, dialogi szkolne, porady intymne, rubryka „mój pierwszy raz”, listy do redakcji były:

„Magazyn 13″

źródło ilustracji: http://blog27-cute.blog.onet.pl/wp-content/blogs.dir/603810/files/blog_bl_3329713_5549372_tr_cv_spis.jpg

„BRAVO”

źródło ilustracji: https://spplthumb.blob.core.windows.net/540×405/0f/4d/e9/bravo-6-10-23-marca-1994-plakat-czasopisma-mazowieckie-103020367.jpg

„BRAVO GIRL!”

źródło ilustracji: http://pu.i.wp.pl/k,NDAzNDI1NzQsNTA5MjMx,f,okladka_Bravo_Girl.jpg

„Dziewczyna”

źródło ilustracji: https://spplthumb.blob.core.windows.net/540×405/58/36/26/plakat-a4-jochen-dziewczyna-2-luty-1992-kujawsko-pomorskie-bydgoszcz-sprzedam-289552317.jpg

„Filipinka”

źródło ilustracji: https://4.bp.blogspot.com/-9N70gq0yjpo/UVwR3ftOzZI/AAAAAAAAD0g/drMFKW7_bqA/s640/P1200846.JPG

„Popcorn”

źródło ilustracji: https://spplthumb.blob.core.windows.net/540×405/c1/16/fd/popcorn-2-1992-specjalny-dodatek-michael-jackson-warszawa-103017777.jpg

„TWIST”

źródło ilustracji: https://olxpl-ring02.akamaized.net/images_tablicapl/248308123_1_644x461_twist-dziewczyna-gazety-czasopisma-2005-2006-olsen-alba-shakira-duff-katowice.jpg

A jak czekałam z mamą na autobus, to zazwyczaj umilałyśmy sobie czas czytaniem tematycznych żartów (o teściowych, blondynkach, Jasiu, księżach, policjantach, lekarzach, żydach, polakach, szkole, seksie, uczniach, nauczycielach), które w gruncie rzeczy nie bardzo mnie śmieszyły (mnie w ogóle mało co bawiło); były dostępne w kioskach i składało się je jak mapę, a chodzi o „Dobry humor”, „Super dowcipy”, „103 najlepsze dowcipy”.

źródło ilustracji: https://spplthumb.blob.core.windows.net/350x250c/8f/fd/f9/130-ksiazeczek-z-serii-humor-super-dowcipy-103-pozostale-wroclaw-sprzedam-464863476.jpg

Tym, co niestety posiadałam zaledwie w 2 egzemplarzach (przez wzgląd na wysoką cenę) był „Cudowny świat lalek z porcelany”, gdzie skrupulatnie opisywano porcelanowe lalki, ich stroje i mebelki danych producentów z różnych epok oraz krajów.

Każdy numer składał się z działów: historia, moda i styl, galeria, kolekcjonerstwo, pracownia.

Do każdego również była dołączona prześliczna laleczka, czasem z jakimś przedmiotem (huśtawka, wózek, krzesło).

źródło ilustracji: http://porcelanki.blox.pl/resource/cslzp700.jpg

Następnym niedosięgłym z powodu rosnącej z numeru na numer ceny czasopismem był „Dom lalek” wydawnictwa DelPrado, którego efektem końcowym miał być wzniesiony we własnym zakresie, wręcz baśniowy domek dla lalek.

Żal mieć tę świadomość, ale ja poprzestałam jedynie na fotelu i fragmencie ściany z wzorzystą tapetą.

źródło ilustracji: https://9.allegroimg.com/s400/01710f/20d500c048398595622982920199

Wszak już nie żal posiadać takie właśnie wspomnienia :-) , które swoją aurą przenoszą do chwil, kiedy było jakoś tak prościej…

Informacje o BlackLady

Mam na imię Justyna. Pochodzę z Częstochowy, lecz nie lubię tego miasta. Z wykształcenia jestem polonistką, z natury obserwatorką-pesymistką, która żyje ideami. Na co dzień dużo rozmyślam, pochylając się nad tym, co dziwne, tajemnicze, groteskowe, ironiczne, niedookreślone i paradoksalne – właśnie w tym tkwi siła przekazu, tam pod płaszczykiem nonsensownej mglistości szukam prawdy. Mając 4 lata wstąpiłam w świat literatury – zaczęłam czytać i już wiedziałam, że to są przestrzenie, w które pragnę się wdzierać, pragnę je też tworzyć. Słowo ma dla mnie wartość szczególną – kreuje, razi, buntuje, nęci, oburza – dlatego też literatura wydaje się być moim naczelnym zainteresowaniem. Jednak z zapałem oglądam również horrory, thrillery, filmy psychologiczne, piekę ciasta dla najbliższych, wędruję po górskich szlakach, upajam smakiem i aromatem kawy, nadto niemiłosiernie kocham psy; generalnie zwierzęta, co ma wyjaśnienie w praktykowanej przeze mnie diecie wegetariańskiej.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Literatura, Wszystkie wpisy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>