Zbrodnia (nie)idealna, czyli „Morderstwo w Orient Expressie” w reż. Kennetha Branagha

Istnieją idealne zamysły, ale nie ma idealnych ludzi, więc czynności przez nich wykonane nigdy nie będą najwyższej próby (nawet „jednostka wszawa” wzbudza u Raskolnikowa takie poczucie winy, że nie jest w stanie normalnie funkcjonować, popada w obłęd, bo jest rozczarowany własną słabością – a przecież plan był taki piękny, taki bez zarzutu, i choć udał się, to zaszwankowała psychika; bardzo nędzna, zawodna, i nie zrobisz z tym nic); zawsze wkradnie się gdzieś błąd, który prędzej czy później odkryje świetny, spostrzegawczy umysł, doskonały obserwator, mający możliwość bacznej rejestracji i skrupulatnego łączenia – jakaś drobnostka, iskierka, która po dłuższym namyśle gorączkowo zapłonie, rozjaśniając (niekoniecznie wyjaśniając, bo bywa, że powody są potwornie niewytłumaczalne) całą tajemnicę z piekła rodem. Nie ma nadludzi i nie istnieje logiczno-moralne wyjaśnienie zbrodni popełnionej w imię jakichś urojonych wartości wyższych – no chyba, że… z uzasadnionej  zemsty za skrzywdzenie niewinnego, z żalu rozdzierającego, że ktoś tak bestialsko uczynił, że się posunął do tego, że miał odwagę i czelność, bo barbarzyńcą jest, katem obrzydliwym z odrażającym półuśmieszkiem, draniem wyrzekającym się sumienia, a takich tu nie potrzeba, bez takich lepiej, i jeszcze kiedy to się rozkłada na kilku unieszczęśliwionych, to wtedy jakoś tak łatwiej wszystko udźwignąć, bo tak każdy po troszeczku, więc nie ma jednego konkretnego obarczonego grzechem ciężkim, można wzajemnie na siebie palcem wskazywać i jakoś z tym żyć…

…stwierdziłam sobie w niedzielę wieczorem, kiedy to wracałam z kina zatłoczonymi alejkami katowickiej galerii (bo Black Friday; ale dzięki temu w księgarni „Mole Mole” nabyłam za pół ceny „W głębi lasu” Harlana Cobena i „Duchy Jeremiego” Roberta Rienta), co wewnętrznie doprowadzało mnie do szału (do tego stopnia, że odstąpiłam od wypicia planowanej sezonowej herbatki; podelektowaliśmy się sypanym Kompotem Wigilijnym z Biofixu, czując mieszankę jabłka, gruszki, śliwki, miodu, cynamonu i goździków, w domowym zaciszu, SAMI SOBIE, bez nikogo za ramieniem ani obok, najlepiej; poza tym, że stłukłam przykrywkę do jednego z kubeczków, a przecież z tłuczenia słynie moja mama – ja jestem od przypalania), mimo że również ten tłum tworzyłam – podobnie stwierdził wybitny detektyw w filmie ”Morderstwo w Orient Expressie” w reż. Kennetha Branagha, który powstał w oparciu o powieść Agaty Christie, wszakże jej tutaj w ogóle nikomu przedstawiać nie trzeba, bo królowa.

Ja patrzę na tę ekranizację z perspektywy osoby, która nie oglądała ponoć tej lepszej wersji z 1974 roku w reżyserii Sidneya Lumeta, z Albertem Finneyem w roli głównej, w efekcie nie mam porównania, więc moja ocena może się odnosić wyłącznie do tej produkcji – mam więc czystą kartę do zapisania.

Akcja kryminału rozpoczyna się w Syrii, gdzie trochę dandysowaty, cudaczny, przyzwyczajony do luksusu i dobrego jedzenia (zwłaszcza słodkich ciastek), sfiksowany na punkcie własnych, zachodzących na policzki, podwiniętych do góry wąsów oraz symetrii (nawet w zwierzęce wydaliny musi wdepnąć równo), ale niezwykle inteligentny belgijski detektyw Hercules Poirot (Kenneth Branagh) właśnie z sukcesem zakończył kolejną misję, w związku z tym postanawia zrobić sobie krótkie wakacje w Stambule, jednak po odczytaniu depeszy o spodziewanym, lecz szybszym niż podejrzewał obrocie w sprawie Kassnera, z pomocą (bo pociąg jest nienaturalnie przepełniony) zaprzyjaźnionego dyrektora Compaigne Internationale des Wagon Lits Bouca (Tom Bateman) wsiada do wielce ekskluzywnego pociągu Orient Express, by odbyć 3-dniową ekspedycję przez Europę, w towarzystwie konduktora wagonowego Pierra Michela (Marwan Kenzari) oraz 12 ludzi w rożnym wieku, o odmiennych pozycjach społecznych tudzież narodowościowych, i ostatecznie wysiąść w Londynie. W trakcie podróży zaczepia go pewien amerykański bogacz (już na pierwszy rzut oka wydaje  się bestialski, fałszywy i wrogi) Edward Ratchett (Johnny Depp) i składa natarczywą propozycję ochrony, bowiem jego nieuczciwe interesy doprowadziły do tego, że zaczął otrzymywać anonimowe pogróżki, stąd zwyczajnie boi się o swoje życie. Niewzruszony tym faktem detektyw z miejsca odmawia, wyjaśniając, że po pierwsze ma na tyle dużo pieniędzy, iż wybiera jedynie interesujące go sprawy, a po drugie nie podoba mu się chytra, wzbudzająca przerażające napięcie twarz milionera. Po tym zajściu, nocą, między Vincovi a Brodem  pociąg wjeżdża w zaspy, do tego zostają odnalezione zmasakrowane zwłoki Ratchetta. Poproszony przez obsługę Hercules postanawia wszcząć śledztwo, przypuszczając, że sprawcą jest ktoś z podróżujących, ponieważ drzwi do innych przedziałów były zamknięte, a śnieżne kopce skutecznie uniemożliwiły zbrodniarzowi ucieczkę, toteż podejrzany jest: sekretarz ofiary Hector MacQueen (Josh Gad), jego kamerdyner Edward Henry Masterman (Derek Jacobi), guwernantka Mary Bebenham (Daisy Ridley), czarnoskóry lekarz Arbuthnot (Leslie Odom Jr.), Księżna Dragomiroff  (Judi Dench), jej służąca Hildegarde Schmidt (Olivia Colman)Hrabia Rudolph Andrenyi (Sergei Polunin), jego żona Hrabina Helena Andrenyi (Lucy Boynton), misjonarka Pilar Estravados (Penélope Cruz), nauczycielka Caroline Hubbard (Michelle Pfeiffer), niemiecki uczony Gerhard Hardman (Willem Dafoe) i Biniamino Marquez (Manuel Garcia-Rulfo). Początkowo każdy posiada mocne alibi, aczkolwiek po odkryciu, iż Ratchett w rzeczywistości nazywał się Casetti i był poszukiwany w głośnej sprawie Armstrongów za kierowanie szajką, która porwała i zamordowała ich małą córkę Daisy sytuacja ulega zmianie, ponieważ na podstawie przesłuchań i dostrzeżonych detali śledczy odkrywa, że wszyscy byli w jakimś stopniu spokrewnieni z tą rodziną, a dokonana zbrodnia to zbiorowa zemsta: razem uknuli intrygę, by wykupić miejsca w przedziale, którym jechał Ratchett i sprawiając wrażenie jakby byli sobie obcy wymierzyć sprawiedliwość – każdy po jednym ciosie – potem utrzymywać, że widzieli uciekającego sprawcę. Cały spisek zaczął się zaburzać z chwilą gdy do przedziału niespodziewanie dosiadł się Hercules, a pociąg utknął w zaspach, wtedy też postanowili wzajemnie się chronić, jednak detektyw okazał się bardziej spostrzegawczy niż założyli. Nieoczekiwanie Hercules, poruszony ich solidarnością i jakoby rozumiejący motywy tej zbrodni, postanawia przekazać policji informację o nieznanym sprawcy, któremu udało się zbiec z pociągu.

Moim zdaniem film jest fajny (czyli nie odbiera oddechu z zachwytu, ale też nie zanudza), chociaż wraz z rozwojem akcji można się domyślić, że wszyscy są wmieszani w zbrodnię – tylko dla tych co nie czytali wcześniej akurat tej książki (czyli na przykład ja) przyczyna jest nieokreślona. Tym, co szczególnie mnie urzekło jest scenografia: dbałość o detale, oddanie klimatu przepychu wnętrz, widok zaśnieżonych krajobrazów, gdy pociąg, gwiżdżąc parą, samotnie wśród nich stukocze, no i sam fakt znakomitej obsady, pomiędzy którą niestety nie poczułam swoistej wspólnoty; było przykładnie, ale nie z napięciem. Najbardziej podobała mi się postać zagrana przez Michelle Pfeiffer, a najmniej sam detektyw, który został wykreowany na drętwego, niezbyt sympatycznego, przesadnie rozgadanego zuchwalca. Zabrakło mi też dramatyzmu śledztwa, które zostało jakoś tak pobieżnie i chaotycznie przeprowadzone; jest chyba trochę zbyt poważnie, brakuje tej specyficznej ironii, ale dobrze się to wszystko ogląda, nie mam poczucia, że straciłam czas – ot taki paradoks ;)

źródło ilustracji: http://1.fwcdn.pl/po/61/14/746114/7805251.6.jpg

źródło ilustracji: https://d-tm.ppstatic.pl/8b/1e/1c4419f312f6fca0c499d27e65a5.1000.jpg

źródło ilustracji: https://i.ytimg.com/vi/GOyb5BiyNKQ/maxresdefault.jpg

źródło ilustracji: http://www.ponapisach.pl/wp-content/uploads/2017/11/Morderstwo-w-Orient-Expressie-2017-5.jpg

źródło ilustracji: https://www.metro.us/sites/default/files/main/articles/2017/06/01/murder_on_the_orient_express.jpg

źródło ilustracji: https://media1.popsugar-assets.com/files/thumbor/E4qIdzMge1J36PZSUJ4dq_K06wU/fit-in/1024×1024/filters:format_auto-!!-:strip_icc-!!-/2017/10/18/992/n/1922283/f47d645459e7da7b7dd3c9.55366444_edit_img_image_42214379_1506815705_15083669418442/i/Books-Being-Made-Movies-2017.jpg

źródło ilustracji: https://www.buro247.ru/thumb/625x1250_0/images/2017/10/nina_rasiuk/pene_krys_main.jpg

Informacje o BlackLady

Mam na imię Justyna. Pochodzę z Częstochowy, lecz nie lubię tego miasta. Z wykształcenia jestem polonistką, z natury obserwatorką-pesymistką, która żyje ideami. Na co dzień dużo rozmyślam, pochylając się nad tym, co dziwne, tajemnicze, groteskowe, ironiczne, niedookreślone i paradoksalne – właśnie w tym tkwi siła przekazu, tam pod płaszczykiem nonsensownej mglistości szukam prawdy. Mając 4 lata wstąpiłam w świat literatury – zaczęłam czytać i już wiedziałam, że to są przestrzenie, w które pragnę się wdzierać, pragnę je też tworzyć. Słowo ma dla mnie wartość szczególną – kreuje, razi, buntuje, nęci, oburza – dlatego też literatura wydaje się być moim naczelnym zainteresowaniem. Jednak z zapałem oglądam również horrory, thrillery, filmy psychologiczne, piekę ciasta dla najbliższych, wędruję po górskich szlakach, upajam smakiem i aromatem kawy, nadto niemiłosiernie kocham psy; generalnie zwierzęta, co ma wyjaśnienie w praktykowanej przeze mnie diecie wegetariańskiej.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Film, Wszystkie wpisy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>