Hałaśliwa muzyka, cukierkowe przestrzenie, osobiste neurozy i upadłe marzenia, czyli „Na karuzeli życia” w reż. Woody’ego Allena

Jako dziecko kochałam wesołe miasteczka: ten wszechobecny kicz, jaskrawe kolory, plakat na plakacie, pstrokacizny, zapach kleistej, chemicznie barwionej waty cukrowej i słonego, wsypywanego do papierowego rożka popcornu, katarynkowe melodyjki i te bardziej psychodeliczne, jakby zaraz zza napędzanej pacholęcymi nogami beczki śmiechu miał wyskoczyć upudrowany klown-zabójca, opieszale kręcący na tle letniego błękitu ogrom diabelskiego młyna i stukot chwiejących się wagoników wątpliwie bezpiecznej kolejki górskiej, zmory ukryte w domu strachów, huki na strzelnicy, trzaski rozbijanych butelek i świsty strzał rzucanych do tarczy w celu zdobycia największego misia bądź czegokolwiek, szum sztucznych wodospadów, uzyskujące nieprawdopodobną skalę krzyki oraz piski uradowanych, człekokształtne korowody do kas biletowych, spływy rwącymi rzekami, ciągutki, irysy i kwaśne żelki sprzedawane na sztuki, hipnotyzujące balony z helem i te formowane na miejscu w różowego pudla lub fioletowego hipopotama, błyszczące wiatraki, plastikowe żetony, bąbelki pękające w gazowanych napojach, czekoladowo-waniliowe lody z automatu i karmelowe szyszki z ryżu preparowanego, łańcuchowe karuzele zakończone huśtawką, niesłychanie rozpędzone filiżanki, wirujące falbaniaste parasolki i takie powolne koło z przytwierdzoną Myszką Miki, bogato zdobioną karocą czy uśmiechniętym delfinem, dmuchane zamki, trampoliny, ukwiecone ogrody, rozgrzane słońcem zjeżdżalnie, skwar wylewany z nieba wiadrami, słomiane kapelusze przystrojone kokardami, tekturowe daszki, nakrapiane okulary z przyciemnianymi szkiełkami, maszyny z pierścionkami i brokatowymi piłeczkami z kauczuku, labirynty luster, bajkowe pałace, iluzjonistów, karciarzy i tych przebranych za mega maskotki, ale chyba najbardziej lubiłam tę wyczuwalną beztroskę, tę całodniową zabawę z mamą, tatą i bratem – to, że w tej cętkowanej tandecie, w tym niemożebnym szale byliśmy razem (choć rozdzielaliśmy się w momencie, gdy ja szłam z tatą na karuzelę, a mama z bratem na samochodziki); te atrakcje, smaki, zapachy i emocje należały wtedy do Nas, więc mieliśmy okazję zanotować je w pamiętnikach własnych umysłów, i tak też się stało. Wtedy nawet tłum, nawet hałas i towarzyszący im upał nie były w stanie zepsuć radości czasu spędzanego wspólnie w wesołym miasteczku, który zdarzał się tylko raz w roku, ale prawdopodobnie dzięki temu roztaczał wokół tak magiczną aurę.

A teraz jest inaczej, gorzej albo ja jestem za stara i mam zbyt wiele pretensji do świata; gdzieś zniknęła ta niefrasobliwość, ten bublowaty wdzięk, tęczowy szron w fikuśnych kubeczkach jest po prostu wstrętny, w tle leci supergłośna muzyka elektroniczna i aż roi się od nawołujących do swoich stoisk kanciarzy.

To już nie jest to samo i już nigdy nie będzie tak samo – ja to wiem i dlatego tak tęsknie dumam, popijając lemoniadową herbatę z bazylią, cykorią, dziką różą oraz lukrecją, a dumam, bo obejrzałam ostatnio film – „Na karuzeli życia” w reż. Woody’ego Allena, na który zabrał mnie mój prywatny Mikołaj, uprzednio zapraszając do kawiarni „Mount Blanc” na przepyszne korzenno-dyniowe cappuccino z cynamonem

sam racząc się mleczną czekoladą z konfiturą malinowo-truskawkową ;)

Bo akcja rozgrywa się w latach 50. XX wieku właśnie w różnobarwnym, jazgotliwym, szmirowatym, jakby odrealnionym lunaparku na półwyspie Coney Island, gdzie po zrujnowaniu zdradą swojego małżeństwa zamieszkała sfrustrowana niespełnionymi ambicjami Ginny (Kate Winslet), która skrycie, przywdziewając strojne suknie, wzdycha za nie przypieczętowanymi absolutnie żadnymi sukcesami rolami teatralnymi, a zamiast tego, na co dzień, nalewa piwo w nędznym lokalu i z wymuszonym uśmiechem walczy o napiwki. Niestety estetycznego ukojenia nie znajduje również po powrocie do ubogiej, mieszczącej w centrum znienawidzonej rozrywki chałupce, bo tam czeka na nią będący na alkoholowym odwyku, niezbyt zaradny, raczej prymitywny niż wzniosły, niegdyś owdowiały operator karuzeli Humpty (Jim Belushi), z którym tak naprawdę wzięła ślub z rozsądku, bo mimo wszystko to poczciwy chłopina, choć sam nie potrafi sobie radzić z problemami oraz wykazujący piromańskie zamiłowanie, stawiający kino ponad naukę syn z poprzedniego związku - Richie (Jack Gore), co zwyczajnie doprowadza ją do szału i sprzyja nawracaniu uporczywej migreny. Zawiedziona rzeczywistością kobieta stara się wypełnić tę egzystencjalną pustkę w dużo młodszych ramionach przystojnego ratownika a niedoszłego poety Mickey’a (Justin Timberlake), a wdając się z nim w absurdalny, nie mający przyszłości romans, liczy na wyrwanie z lichego półświatka i realizację porzuconych marzeń. Jakby tego było mało, po latach milczenia, niespodziewanie przybywa tu jej pasierbica Carolina (Juno Temple), by nie tylko schować się przed chcącymi pomścić jej długi język zbirami, na czele których stoi zacny oblubieniec, ale też zaburzyć ten nieszczęsny plan ucieczki, bowiem donkiszotowski amant zaczyna przychylnie na nią zerkać, a i Humpty ześwirował, że córunia raczyła się odezwać, więc praktycznie pada do jej stópek, z kolei Ginny – Ginny kompletnie schizuje i postanawia trochę się zemścić, co w zasadzie nie zmienia jej zgnuśniałej monotonii; wydaje się być bezradna wobec ciążącego nad nią fatalizmu, jakby nie zdając sobie sprawy, że sama podejmuje kiepskie decyzje, których konsekwencje ciągną się za nią latami.

„Na karuzeli życia” to nie jest jakaś kongenialna, charyzmatyczna, nacechowana aurą niesamowitości, błyskotliwym humorem i nadzwyczaj łzawym tragizmem historia, gdzie trzeba doszukiwać się szczególnej głębi, bo to opowieść o mrokach tak dobrze znanej, wypełnionej rozterkami, zniechęceniem, nieodpowiednimi postanowieniami, sprzecznościami, roztrzaskanymi fantazjami, namiętnościami, zdradami i wygórowanymi celami powszechności, którą nieznacznie tuszuje epizodyczny gwar i chwilowe zabarwienie, a potem… potem karuzela wraca do punktu wyjścia, i kręci się, kręci, a z nią człowiek, wciąż powtarzając te same błędy.

źródło ilustracji: http://1.fwcdn.pl/po/82/28/788228/7810431.6.jpg

źródło ilustracji: http://www.hollywoodnews.com/wp-content/uploads/2017/10/DLTCB4_UQAM4kVf.jpg

źródło ilustracji: https://www.heyuguys.com/images/2017/09/Wonder-Wheel_10.jpg

źródło ilustracji: https://i1.fdbimg.pl/kifvvfx1/2000x1336_ozyiil.jpg

źródło ilustracji: http://moviesroom.pl/images/0.5.Pazdziernik-Listopad/Pietrzak/Wonder-Wheel-8-1600×900-c-default.png

źródło ilustracji: http://1.fwcdn.pl/ph/82/28/788228/730816_1.2.jpg

źródło ilustracji: https://t-eska.cdn.smcloud.net/common/j/u/s/ju2407318SeIV.jpg/ru-0-r-650,0-n-ju2407318SeIV_na_karuzeli_zycia_justin_timberlake_i_6_innych_powodow_zeby_isc_.jpg

Informacje o BlackLady

Mam na imię Justyna. Pochodzę z Częstochowy, lecz nie lubię tego miasta. Z wykształcenia jestem polonistką, z natury obserwatorką-pesymistką, która żyje ideami. Na co dzień dużo rozmyślam, pochylając się nad tym, co dziwne, tajemnicze, groteskowe, ironiczne, niedookreślone i paradoksalne – właśnie w tym tkwi siła przekazu, tam pod płaszczykiem nonsensownej mglistości szukam prawdy. Mając 4 lata wstąpiłam w świat literatury – zaczęłam czytać i już wiedziałam, że to są przestrzenie, w które pragnę się wdzierać, pragnę je też tworzyć. Słowo ma dla mnie wartość szczególną – kreuje, razi, buntuje, nęci, oburza – dlatego też literatura wydaje się być moim naczelnym zainteresowaniem. Jednak z zapałem oglądam również horrory, thrillery, filmy psychologiczne, piekę ciasta dla najbliższych, wędruję po górskich szlakach, upajam smakiem i aromatem kawy, nadto niemiłosiernie kocham psy; generalnie zwierzęta, co ma wyjaśnienie w praktykowanej przeze mnie diecie wegetariańskiej.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Film, Wszystkie wpisy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>