Torta alla Gianduia (Nutella Cake)

Zatopiłam się w błękicie dzisiejszego nieba.

Oglądałam białe tulipany i ludzkie twarze.

Wypiłam fiołkowo-różaną herbatę.

Upiekłam mocno czekoladowe, wilgotne, ale lekkie niczym pianka ciasto z prażonymi orzechami laskowymi.

Idę na spacer; przed słońcem umknę w cień.

Przepis na Torta alla Gianduia (Nutella Cake) (tortownica o średnicy 23 cm) (Przepis pochodzi z Moich Wypieków od Pani Doroty)

Składniki:

Ciasto:

  • 6 dużych jajek (białka i żółtka osobno)
  • 125 g masła (miękkiego)
  • 100 g orzechów laskowych (zmielonych)
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • 400 g Nutelli
  • 1 łyżka rumu lub wody
  • szczypta soli

Polewa:

  • 125 g gorzkiej czekolady
  • 125 ml śmietany 30%
  • 1 łyżka rumu lub wody

Dodatkowo:

  • 100 g orzechów laskowych (obranych i podprażonych na patelni)

Sposób przygotowania:

Białka ubić ze szczyptą soli na sztywną, lśniącą pianę – odstawić.

Gorzką czekoladę roztopić w kąpieli wodnej – lekko przestudzić.

Masło utrzeć z Nutellą na gładko, następnie dodać rum lub wodę, żółtka i zmielone orzechy – połączyć. Wlać przestudzoną czekoladę – zmiksować.

Na sam koniec do masy czekoladowej wmieszać ubite białka.

Ciasto przelać do wyłożonej wcześniej papierem do pieczenia tortownicy.

Piec około 40 minut, w temperaturze 180 °C.

Wyjąć. Wystudzić. Oblać polewą czekoladową (śmietankę podgrzać z rumem lub wodą, gdy zacznie wrzeć wyłączyć, wrzucić posiekaną czekoladę, chwilę odczekać i wymieszać na sos) i posypać podprażonymi na suchej patelni orzechami laskowymi.

Słucham:

źródło: https://www.youtube.com/watch?v=2JGL-Kb2m6k

źródło: https://www.youtube.com/watch?v=ns1QN-HobDE

źródło: https://www.youtube.com/watch?v=DBhCzIJ8esM

źródło: https://www.youtube.com/watch?v=18OT8gUDwFc

A tak z okazji Dnia Kobiet Kobietom ;) :

źródło: https://www.youtube.com/watch?v=m54WNWCUAE8

Opublikowano Przepisy, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | 2 komentarzy

„W świetle księżyca czarni stają się błękitni” – „Moonlight” w reż. Barry’ego Jenkinsa

Pieśń rozbrzmiewa w świat tubalna;

nie nachalna, nie pochwalna:

że brat brata nienawidzi.

Z niego szydzi.

 

Już za Kaina żółć rozlana;

na umysły, na kolana.

Choć klękamy – nie kochamy,

będąc klonem: władzę mamy.

 

Ręce w górę! Pomstujemy!

Przeciw czemu, to nie wiemy,

ale w głos wykrzykujemy:

»Inny! Inny! Inny!

Zawsze będzie winny!«

 

Bo jest INNY.

(autor: Ja, z cyklu: piszę i nikt mi nie zabroni)

 

Tak mi się refleksyjnie zrymowało odnośnie piątkowego seansu, na który późnym wieczorem podjechaliśmy pod umiłowane sercu oraz duszy kino.

I jak już wydostaliśmy się z czterokołowca i podążaliśmy nożnym napędem po nierównym chodniku tup-tup, a czarne wrony zataczały koła nad naszymi głowami szu-szu, zastanawiałam się czy przez wzgląd na zdobytego Oscara w ogóle zakupimy bilety (oczywiście nie zarezerwowaliśmy), no bo przecież PREMIERA. I jakież było moje zdziwienie, gdy nie dość, że zaskakująco szybko pokonałam schody, nie potykając się ani razu, to jeszcze ilość ludzi, tworzących ogon kolejki była równa liczbie: zero. My i tylko My. Niepojęci. Marzeniami zachłyśnięci (bez bicia: bardziej ja, znacznie). Papierki nam wydrukowano, portfel w celu szczytnego ukulturalnienia uszczuplono, z publicznego wc pozwolono skorzystać.

Potem, oszołomieni nieobecnością anonimowych pozostałych, przysiedliśmy (noga na nogę – ta w obcasie, te bez w lekkim oddaleniu) na wątpliwie stabilnych krzesełkach, wokół maleńkiego, okrągłego stolika, mając za sobą wypchany Snicersami, 3 Bitami i Laysami automat oraz nielegalną wodę malinową (nie lubię, ale była tylko taka, wszak kupowana na ostatnią chwilę), śliwkową Activię i równie nielegalne Kinder Bueno w torebce, by poczekać minut kilka aż skończy się wcześniejsza produkcja. O blat palcami puk-puk. W głowie niezrozumienie, w oczach osłupienie, ale personalna akceptacja, bowiem zapowiada się prywatnie. I wyobraźnią niemalże tam tkwiłam tylko z nim, w ciemnościach bytu i niebytu, jednym naćwkiekowanym butem przekraczałam próg intymnie filmowej sali, by fabułę poznać: przyszli – niewielu, lecz jednak. No ale nic: kulturę spożyliśmy w grupie. Bez urazy.

„Moonlight” w reż. Barry’ego Jenkinsa (bo o nim cały czas mowa) to bardzo (podkreślam BARDZO) wzruszająca historia czarnoskórego Chirona (w zależności od opowiadanej części, a są trzy, podzielone na: dzieciństwo, dojrzewanie oraz dorosłość, granego przez innego aktora), któremu przyszło żyć na nędznych przedmieściach Miami, gdzie przemoc i handel narkotykami są na porządku dziennym. Takiego właśnie prześladowania oraz braku akceptacji ze strony rówieśników doświadcza cherlawy, wrażliwy, zastraszony, pozbawiony ojca Little (Alex R. Hibbert), mieszkający z uzależnioną od kokainy matką Paulą (Naomie Harris), która niewątpliwie kocha syna, ale jest to miłość nerwowa, ćpuńska, ogołocona z rozmowy, czułości i zainteresowania (no chyba, że trzeba wyłudzić kasę na dragi), jakie otrzymuje od miejscowego dealera Juana (Mahershala Ali) oraz jego dziewczyny Teresy (Janelle Monáe), uświadamiających mu, że nie pozostali mają go uformować, lecz sam musi zadecydować kim chce być. Jednak wrodzona delikatność sprawia, że dorastający Chiron (Ashton Sanders) staje się jeszcze bardziej samotny; nie potrafi wybić się z własnym ja, nie potrafi rozpychać się łokciami, zawalczyć o siebie, tylko cichutko wycofuje się w kąt, do którego na chwilę zagląda Kevin (Jharrel Jerome) i to właśnie z nim przeżywa na plaży swoje pierwsze seksualne uniesienie, zdając sobie sprawę, że nie tylko jest bardzo emocjonalny (wtedy też zwierza się, że płacze tak dużo, że czasem ma wrażenie, iż wypłacze ocean i sam zamieni się w łzy), biedny, osierocony, wyalienowany i czarny, ale do tego homoseksualny. Niestety Kevin zawodzi, bo podsycany przez szkolnych gangsterów, prawdopodobnie w obawie o własną skórę, w asyście pohukującego tłumu, dotkliwie go poturbuje, co i buduje między nimi długotrwały dystans i staje się dla nastolatka momentem przełomowym, bowiem na następny dzień, chyba po raz pierwszy od urodzenia, przywala krzesłem gnębiącemu go oprychowi, za co zostaje przewieziony do więzienia, a po wyjściu z niego (co nie jest w filmie pokazane, lecz wypowiedziane między wierszami), postanawia zbudować się na nowo. Nowy jest mięśniak Black (Trevante Rhodes), rozbijający po dzielni super bryką, z której dudni głośna muzyka: na zębach ma złote nakładki, na ręce zegarek i bransoletę, a na szyi gruby łańcuch, co więcej przejął biznes zamordowanego Juana, stąd rozprowadza znienawidzone prochy. Do tego właśnie macho po wielu latach telefonuje Kevin, a gdy się spotykają tamten od razu dostrzega, że ten afroamerykański gladiator ma nałożoną skorupę, jaką wymogły na nim normy, wymogli ludzie, że to zwyczajnie ten sam Little, ten sam Chiron, kruchy, popękany, lecz w pancerzu twardziela, a zdradzają go oczy, oczy, w których od zawsze tkwi smutek.

„Moonlight” nie jest filmem gwałtownym, hałaśliwym, wydumanym, pełnym zwrotów akcji, iście dosłownym, ale też fabularnie nie szczególnie zawiłym, bo sama historia wydaje się być prosta, wszak w sposób niemalże poetycki, czysty, dyskretny, przemyślany opowiada o brutalnej rzeczywistości jednostek wykluczonych, nie mieszczących się w ramach ustalonych przez świat standardów. Chiron kształtuje swoją tożsamość doświadczając i obserwując otoczenie, przy tym przeważnie milczy, ale czy milczenie nie mówi więcej niż tysiące słów? W tym przypadku na pewno. Kto nie wierzy, niech sam się przekona.

źródło ilustracji: https://images-na.ssl-images-amazon.com/images/M/MV5BNzQxNTIyODAxMV5BMl5BanBnXkFtZTgwNzQyMDA3OTE@._V1_UX182_CR0,0,182,268_AL_.jpg

źródło ilustracji: https://flixchatter.files.wordpress.com/2016/11/moonlight_chironjuanswim.jpg?w=640

źródło ilustracji: http://www.hollywoodreporter.com/sites/default/files/2016/12/moonlight_still.jpg

źródło ilustracji: https://media1.popsugar-assets.com/files/thumbor/-oFXsBqLlCrXu2T99bFDMKPwGDc/fit-in/2048xorig/filters:format_auto-!!-:strip_icc-!!-/2017/02/01/945/n/1922283/29557f03da2997d7_MCDMOON_EC130_H.JPG

źródło ilustracji: http://www.indiewire.com/wp-content/uploads/2016/11/fotorcreated.jpg?w=780

Opublikowano Film, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Niedzielne ciasteczka w kratkę: z masłem orzechowym

Wiatr trzaska roletami. Pies podkula ogon w obawie przed tymi nieprzyjemnymi dźwiękami. Ludzie z kolei boją się życia. Psa przed hałasem ochronię ja, ale kto ochroni ludzi przed życiem?

Przymykam powieki. Może pod nimi znajdę odpowiedź.

A do niedzielnej kawy kruchutkie ciasteczka o smaku masła orzechowego, z wierzchu ozdobione kratką.

Przepis na ciasteczka w kratkę: z masłem orzechowym (mi wyszło 45 sztuk) (Przepis pochodzi z bloga: http://ilovebake.pl/)

Składniki:

  • 1,5 szklanki mąki pszennej (tortowej)
  • 1,5 szklanki masła orzechowego
  • 3/4 szklanki cukru trzcinowego
  • 110 g masła (miękkiego)
  • 1 jajko (duże)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Sposób przygotowania:

Masło orzechowe utrzeć razem z masłem oraz cukrem trzcinowym na jednolitą konsystencję. Następnie wbić jajko – zmiksować. Na sam koniec wsypać mąkę przesianą z proszkiem – połączyć.

Z gotowej masy formować kulki wielkości niedużego orzecha włoskiego, ułożyć je na wyłożonej wcześniej papierem do pieczenia blaszce,  i robiąc widelcem wzorek kratki, lekko spłaszczyć.

Piec około 20-22 minut, w temperaturze 180 °C.

Teraz słucham:


źródło: https://www.youtube.com/watch?v=Yjl-65YDnhk

 


źródło: https://www.youtube.com/watch?v=IYj2hex99gY

 


źródło: https://www.youtube.com/watch?v=QUvVdTlA23w

Opublikowano Przepisy, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , | Skomentuj

Wczesnowiosennie: kruche cukrowe motylki

Wczesnowiosenny (nawet jeszcze przedwiosenny) wiatr owiał i rozsypał moje włosy na połyskujących ornamentach czarnego płaszcza. Trawa powoli przeciągała się z długiego snu. Jakaś zagubiona sikorka pierzchliwie spoglądała w głąb gęstego lasku, a ja tak szłam z moimi czworonogami w kierunku, gdzie słońce znajduje się bliżej ziemi, a rzeka szemrze zupełnie inaczej…

Wróciłam.

A na weekend proponuję bardzo proste, ale niezwykle smaczne, kruche, maślane ciasteczka z cukrową skorupką ;)

Przepis na cukrowe motylki (mi wyszło 25 dużych sztuk) (Przepis pochodzi z bloga: http://cukierenkaklementynki.blogspot.com/)

Składniki:

  • 310 g mąki pszennej (tortowej)
  • 200 g masła
  • 70 g cukru
  • 1 jajko
  • 1 łyżka zimnej wody
  • szczypta soli

Dodatkowo:

  • 30 g cukru

Sposób przygotowania:

Z podanych składników zagnieść gładkie ciasto, uformować je w kulę, owinąć folią spożywczą i schłodzić w lodówce przez 30 minut.

Wyjąć. Rozwałkować. Z wierzchu obsypać cukrem. Równomiernie rozprowadzić. Przejechać po nim wałkiem, by lekko wcisnąć go w ciasto.

Powycinać ciasteczka foremką w kształcie motyla.

Poukładać na blaszce wcześniej wyłożonej papierem do pieczenia.

Piec około 12 minut, w temperaturze 170 °C.

I jeszcze takie sobie nutki:


źródło: https://www.youtube.com/watch?v=UDSN0Fv8bKo

 


źródło: https://www.youtube.com/watch?v=mK5mbP3xTmg

Opublikowano Przepisy, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | 2 komentarzy

Albo miłość albo pasja, czyli o „La La Land” w reż. Damiena Chazelle’a

Ty w przód, ja w tył – razem w prawo.

Ja w przód, ty w tył – razem w lewo.

Wirujemy walca krokiem w kole życia.

Pogrążeni.

Zapatrzeni.

Uwzniośleni.

W rytm radości i żałości – serca bicia.

 

Świat się kręci niespokojny – kasą mami.

My cichutko: kątem, razem, z marzeniami.

W blasku słońca, w cień księżyca zatopieni;

wzrokiem, mową, wspólną chwilą upiększeni.

 

Chaos natręt palcem grozi, podszeptuje:

pieniądz, sława, czarka wina i zabawa!

Serce płonie, umysł trzeźwo kalkuluje:

człowiek kruchy, więc to wszystko mowa-trawa.

(autor: Ja, z cyklu: ludzie wiersze piszą ;-) )

 

A tak poważniej, chociaż wszystko powyżej nie na żarty, tyle że teraz mniej poetycko, to byliśmy na rozsławionym, wielokrotnie nominowanym i nagrodzonym filmie „La La Land” w reż. Damiena Chazelle’a. Przedwczoraj. W naszym ulubionym, bo kameralnym, choć przez wzgląd na ogólną wrzawę, nieomal wypełnionym po fotelowe brzegi kinie. Średnia wieku babcino-tatusiowa, ale fajnie, wszak oznacza, że duch goreje, a policzek nadal zalewa się rumieńcem ;)

Moje nastawienie niby kompletnie neutralne, jednakże gdzieś tam w głębi nadzieja skrycie tarła o emocjonalne krzesiwo, by pod wpływem tego oto współczesnego musicalu wzniecić iskrę, wywołującą ogień namiętności.

Pierwsza scena, czyli nie mający końca korek, poprzetykany zmęczeniem, urąganiem i wielkomiejskim zaduchem, który to postanawia urozmaicić pewna dama, zgrabnie wylatując ze swego wozu, zachęcając tym pozostałych, co daje efekt odtańczenia i odśpiewania, jak się okazuje, wszystkim znanego układu, w atmosferze ogólnej wesołości, która przywołuje i jadących na deskorolkach i rowerach, która zezwala na bezlitosne skakanie po dachach tudzież maskach incydentalnych sąsiadów, wprowadził mnie w chwilowo drwiący nastrój, bo stwierdziłam: taaaaaaa, akurat na trzeźwo, harmonijnie, jednym krokiem ich tak poniosło i z uśmiechem przyjmują jak ktoś tłucze buciorami po wyglansowanych samochodach, podczas gdy po zrobieniu rysy poświadczenia o winie wypisują, żądając w zamian domu, sztabki złota i cudzej, tylko ponętnej żony. Sru-tu-tu-tu: majtki z drutu – serio tak nieładnie pomyślałam, ale po cichu.

Nie zrażając się wstępem, totalnie skoncentrowana, popijając drobnymi łyczkami niegazowaną wodę o smaku jabłkowym, czekałam na to, co będzie dalej, i naprawdę się DO-CZE-KA-ŁAM.

Los Angeles – miasto marzycieli, a w nim, pochodząca z prowincji, niedostrzegana na licznych castingach niedoszła aktorka Mia (Emma Stone), na co dzień nalewająca kawę i rozwiązująca rozterki, dotyczące bezglutenowości zaserwowanego ciastka, w kafejce ulokowanej naprzeciw okien kamienicy, które zostały ujęte w „Casablance” oraz niespełniony muzyk jazzowy Sebastian (Ryan Gosling), pobrzdękujący w podrzędnych klubach to, co właściciel nakazał, by stanowiło miłe tło rozmów przeprowadzanych przez mało zainteresowanych jego wewnętrznymi wzniosłościami gości. I oto przypadkiem stykają się na tej zatłoczonej autostradzie, przypieczętowując spotkanie środkowym palcem, ale to nic, bo jak się później okazuje, złe wrażenie zostaje zatarte przez równie przypadkowo zasłyszaną melodię, płynącą spod Sebastianowych dłoni – tutaj nawet nie chodzi o to, że fantastycznie, bo kobieta raczej za taką muzyką nie przepada, lecz o to, że z widocznym zamiłowaniem. No i zaczyna się miłość przepleciona pasją, na pasji wzniesiona, uszlachetniająca pozornie błahe momenty, co najważniejsze pokrzepiająca, wszczepiająca nadzieję, że się uda. A w tle jest ciemne niebo, zadymione kluby, dźwięk pianina, są puste uliczki i kolorowe sukienki, między nimi chemia, powab, tęsknoty, zamysły, przymiarki, żarliwość wyrażona tańcem i śpiewem, w końcu ostateczne, dość przykre dla oka widza i uniwersalnego przesłania decyzje, ponieważ Sebastian postanawia wstąpić do jazzowo-popowego zespołu nielubianego, mającego zupełnie inne podejście do muzyki Keitha (John Legend), uważającego, że nie można tkwić w dziedzictwie, korzeniach, bo to wymiera, trzeba iść z duchem czasu i tworzyć coś nowego, odwracając się dla pieniędzy od własnych ideałów grania czystego, tradycyjnego jazzu, z którym zresztą wyrusza w kilkuletnią trasę koncertową, z kolei Mia postanawia samodzielnie napisać i wystawić monogram, w trakcie którego, poza całościową krytyk,ą zostaje doceniona przez jedną producentkę, która to otwiera jej drzwi do ogromnej kariery. Rozchodzą się, by zetknąć ponownie po kilku latach: on jest właścicielem znanego lokalu, ona wziętą aktorką. On jest nadal samotny, ona ma już męża i córeczkę. Każdy więc ułożył sobie życie, ale niestety osobno. Na koniec skrótowa wizja, jak byłoby, gdyby jednak postanowili pójść za uczuciem, a nie za pasją i okazuje się, że i jedno i drugie ma swoisty czar, złe i dobre strony, czyli jak to w życiu, gdzie czasem trzeba wymierać pomiędzy ważnym a ważniejszym, licząc z nieuniknionymi konsekwencjami.

„La La Land” to doprawdy romantyczna, bajkowa, urocza, słodko-gorzka, przyjemna, niewinna, świeża, wciągająca, dowcipna, przepełniona pasją i uczuciem historia o tym, że wyobrażenia nijak mają się do rzeczywistości, a los wcale nie ma zamiaru tego ułatwiać.

Toż to wspaniały musical osadzony we współczesnych realiach, któremu reżyser dał nowe życie, a może bardziej o nim przypomniał, bo wydaje mi się, że nie jest już tak powszechny jak kiedyś.

Brawo ;)

źródło ilustracji: https://imgs.sapo.pt/passatemposcinema/covers/29530de21430b7540ec3f65135f7323c.jpg

źródło ilustracji: http://bi.gazeta.pl/im/d2/46/14/z21258706IH.jpg

źródło ilustracji: http://bi.gazeta.pl/im/ba/44/14/z21252282V,La-La-Land.jpg

źródło ilustracji: http://www.tresciwa.pl/wp-content/uploads/2017/01/Lalaland3-940×625.jpg

źródło ilustracji: http://i2.cdn.cnn.com/cnnnext/dam/assets/161212130449-02-la-la-land-los-angeles-locations-super-169.jpg

źródło ilustracji: https://multikino.pl/-/media/images/news/lalaland/lala_news-5_l.jpg

źródło ilustracji: http://img7.gram.pl/120170124192744.jpg

Opublikowano Film, Wszystkie wpisy | Skomentuj

Porzeczkowiec

Już chyba w zeszłym roku, w Lidlu, tkwiąc w niesamowicie długiej kolejce do kasy, zerkając to w prawo, to w lewo, czytając wszystkie możliwe etykiety, hasła, napisy umieszczone na czapkach oraz bluzach pozostałych klientów, licząc piegi na ich nosach i ustalając stosunek oczu brązowych do niebieskich, obróciłam się na półkę z alkoholami i bezwiednie wodząc wzrokiem ujrzałam likier Cassis, czyli ten o smaku czarnej porzeczki, który równie bezwiednie wpakowałam do koszyka – tak oto stał u mnie rok.

Więc gdy natrafiłam na przepis z jego udziałem, nie wpadałam w jakąś szczególną zadumę, lecz po prostu z niego skorzystałam.

Wyszedł wspaniały porzeczkowiec, czyli słodko-kwaśne, ogromne, rodzinne ciasto tortowe złożone z wilgotnych blatów kakaowych, nasączonych tymże cudem, przełożonych dżemem z czarnej porzeczki, aksamitną masą maślaną na bazie serka kremowego oraz bitą śmietaną zasypaną czekoladowymi wiórkami.

Pięknie się kroi, wszystkim smakuje, czego chcieć więcej? :)

Przepis na porzeczkowiec (blacha o wymiarach 34x25cm ) (Przepis na ciasto pochodzi z Moich Wypieków od Pani Doroty)

Składniki:

Ciasto:

  • 1,5 szklanki mąki pszennej (tortowej)
  • 5 jajek (białka i żółtka osobno)
  • 3/4 szklanki oleju rzepakowego
  • 1,5 szklanki cukru
  • 0,5 szklanki wody
  • 5 łyżek gorzkiego kakao (płaskich)
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli

Krem z serka kremowego:

  • 500 g serka kremowego (typu „Twój Smak”)
  • 200 g masła (miękkiego)
  • 5 łyżek cukru pudru

Krem śmietankowy:

  • 500 ml śmietany 36%
  • 4 pełne łyżki serka mascarpone
  • 2 łyżki cukru pudru

Dodatkowo:

  • około 700 g dżemu z czarnej porzeczki
  • 0,5 szklanki likieru Cassis (z czarnej porzeczki) + 1/4 szklanki wody (do nasączenia)
  • 50 g mlecznej czekolady

Sposób przygotowania:

Ciasto:

W garnku zagotować: wodę, 1 szklankę cukru, olej i gorzkie kakao – wystudzić.

Białka ubić ze szczyptą soli na sztywno, pod koniec ubijania, stopniowo, łyżka po łyżce, wsypywać pozostałe 0,5 szklanki cukru. Dodać wszystkie żółtka i zmiksować na jasnożółtą, kremową piankę. Wlać całą wystudzoną mieszankę – delikatnie wymieszać.

Na sam koniec wsypać przesiane suche składniki: mąkę, sodę oraz proszek – połączyć do uzyskania jednolitej masy.

Ciasto przelać do wcześniej wyłożonej papierem do pieczenia formy.

Piec około 40-45 minut, w temperaturze 180°C.

Wyjąć. Wystudzić. Przekroić na dwa blaty.

Krem z serka kremowego:

Masło utrzeć z cukrem na puch, potem dodać serek – wymieszać.

Krem śmietankowy:

Śmietanę ubić na sztywno z mascarpone, następnie wsypać cukier – zmiksować.

Wykonanie:

Pierwszy blat nasączyć połową ponczu, posmarować połową dżemu z czarnej porzeczki, na niego nałożyć krem z serka kremowego, wyrównać, przykryć drugim blatem, nasączyć resztą ponczu, posmarować pozostałym dżemem, potem kremem śmietankowym, na który należy zetrzeć mleczną czekoladę.

Schłodzić.

Przechowywać w lodówce.

 

Opublikowano Przepisy, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 2 komentarzy

Moda lat 90-tych

Całkiem niedawno umieściłam tu tekst o zabawkach i gadżetach lat 90-tych, więc dzisiaj skoncentruję się na modzie: niekoniecznie sama się tak ubierałam (bo jak w gimnazjum wskoczyłam w czerń, to nie było zmiłuj), ale są to tak powszechne ciuchy czy dodatki, że każdy, kto urodził się w tamtym okresie, wnet sobie przypomni te odlotowe trendy ;)

Fajnie jest powspominać ;)

WELUROWE DZWONY

W ogóle dzwony: zaczęłam od takich granatowych z rozciągliwego, tandetnego materiału, w gigantyczne białe lilie, potem były właśnie czarne welurowe (koniecznie ze sprzączką na środku), dalej takie z granatowego weluru, z rombami na dole, a później to już poszło: jeans (jednakże z tym nigdy się nie polubiłam) i sztruks.

źródło ilustracji: https://s20-pl.vinted.net/images/item_photos/857/649/59946758.jpg?1473963364

SZWEDY

Uwielbiałam je – miałam ich naprawdę wiele.

źródło ilustracji: http://img.szafa.pl/forum/0/foto_cache/1dc/f2d/c93/8bd/270/3ff/7ab/9ca/4a9/eed/ed_500x640.jpg

POSZERZANE JEANSY Z HAFTEM

Nigdy nie znosiłam jeansu, stąd jeśli coś nabywałam pod wpływem emocji, to przeważnie na tej jednej rzeczy się kończyło. Miałam ciemnoniebieskie z białym haftem na dole.

źródło ilustracji: https://www.google.pl/search?q=DZWONY+POSZERZANE+OD+KOLAN&biw=1366&bih=615&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwitvMqthbDSAhWNa5oKHQ8DCTAQ_AUIBigB#tbm=isch&q=JEANSY+DZWONY+Z+HAFTEM&*&imgrc=3aCj4WH7Fg0ItM:

BROKATOWE SPODNIE

Pamiętam, że najbardziej pożądane były takie gładkie, w całości obsypane różnokolorowym bądź srebrnym brokatem. Ja akurat ich nie chciałam, bo wydawały mi się zbyt kiczowate.

źródło ilustracji: https://3.bp.blogspot.com/-EGRsZ5ONUBI/VrjLwPFG3xI/AAAAAAAALFk/VBcu8slkzCU/s640/304033553_2_1000x700_brokatowe-rurki-hm-zara-xs-34-sylwester-jeansy-czarne-maff-blog-dodaj-zdjecia.jpg

Z RZEMYKAMI

Spodni z rzemykami też nie nosiłam. Miałam tylko jedną kurtkę oraz spódniczkę nimi przyozdobioną, a jak już coś, to owijałam kilka wokół nadgarstka.

źródło ilustracji: http://img.szafa.pl/forum/1/foto_cache/cf8/0e7/934/bbd/770/67d/dd5/18f/0db/e45/ea_500x640.jpg

DEKATYZOWANE

Coś potwornego xD W życiu tego nie kupiłam.

źródło ilustracji: http://img.szafa.pl/ubrania/1/010229115/1336385625/dekatyzowane-jeansy.jpg

OGRODNICZKI

Najmodniejsze były te najprostsze, wszak mi nie przypadły do gustu.

źródło ilustracji: http://3.bp.blogspot.com/-iHZsfwldBgk/Uhi16LX8UtI/AAAAAAAAFr0/q0rNYuA9RLE/s1600/kminogue_gl_28feb13_rexfeatures_b_592x888.jpg

SZTRUKSY

w wersji dziewczęcej najczęściej czerwone

I w takich też, poza moimi ukochanymi czarnymi, również chadzałam.

źródło ilustracji: http://img.szafa.pl/ubrania/0/005213770/1301249359/czerwone-sztruksy-big-star.jpg

a u panów beżowe

takie miał mój brat, jego cała paczka i generalnie 3/4 osobników płci męskiej.

źródło ilustracji: http://www.markowa-odziez.eu/files/4.JPG

ORTALIONOWE DRESY Z PASKAMI

Męski podwórkowo-szkolny, szeleszczący szyk.

źródło ilustracji: http://spplthumb.blob.core.windows.net/540×405/07/63/d0/dres-ortalion-meski-adidas-r-xxl-nowy-czarny-odziez-sportowa-odziez-bielizna-meska-dolnoslaskie-83396492.jpg

UBRANIA MORO

Były kurki, t-shirty, bojówki, spódniczki mini i te zupełnie długie. Dostępne na każdym bazarze.

źródło ilustracji: https://i.imged.pl/spodniczka-mini-miniowka-moro-rozmiar-36-s-1997564.jpg

W WĘŻOWĄ SKÓRĘ

Okrutnie mi się nie podobały.

źródło ilustracji: http://img.szafa.pl/ubrania/0/014841608/1367921489/spodnie-wzor-skora-weza.jpg

GETRY W ZWIERZĘCE MOTYWY

Za to takie welurowe cudeńka miałam, z gepardzim motywem, choć tak skrycie to marzyłam o zebrze…

źródło ilustracji: https://www.google.pl/search?q=getry+w+tygryska&biw=1366&bih=615&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwi9or_wnrDSAhVKDJoKHbe_CFoQ_AUIBigB#tbm=isch&q=getry+w+panterk%C4%99+welur&*&imgdii=n80w2HKBCGLU9M:&imgrc=QTZqbblzAS2SBM:

BLUZY FISHBONE

Miałam na stanie dwie, wkładane przez głowę, rozsuwane pod szyją, w barwie niebieskiej i żółto-granatowej.

źródło ilustracji: https://www.google.pl/search?q=bluza+fishbone&biw=1366&bih=615&tbm=isch&imgil=7QGsCsB8olciIM%253A%253B-_92ULKA0dzv8M%253Bhttps%25253A%25252F%25252Fimged.pl%25252Felegancka-bluza-fishbone-rozm-xl-15896055.html&source=iu&pf=m&fir=7QGsCsB8olciIM%253A%252C-_92ULKA0dzv8M%252C_&usg=__MLDTQwsVNfbgATDHDV_H7seuRTM%3D&ved=0ahUKEwiO_cOFoLDSAhWKBywKHTo9Bj0QyjcIOg&ei=1Re0WM6-LIqPsAG6-pjoAw#imgrc=7QGsCsB8olciIM:

KURTKI JEANSOWE

Strasznie mnie irytowała: była sztywna, taka pospolita i uważałam, że do niczego ani na żadną okazję mi nie pasuje.

źródło ilustracji: http://3.bp.blogspot.com/-aHwRGi2X9_c/UaORiaShAQI/AAAAAAAAKHs/YWVXdg01iRE/s1600/DSC07772.jpg

ALBO TAKIE KRÓTKIE Z KAPTUREM OBSZYTYM FUTERKIEM

Modne jak poszłam do gimnazjum. Rodzice kupili mi taką króciutką, zgrabną, gustowną, czarną, zapinaną na spore guziki, z kapturem obszytym cynamonowym futerkiem – była cudowna!

źródło ilustracji: http://img.szafa.pl/ubrania/1/016383507/1382878875/kurtka-zimowa-puchowa-z-futerkiem-rozm-s.jpg

PIKOWANE PŁASZCZE

Dramat…, ale miałam: wszystkie dziewczynki miały. Wyglądało się w nich jak bałwan, co więcej krępowały ruchy, ale trzeba im przyznać, że były ciepłe.

źródło ilustracji: https://5.allegroimg.com/s400/015e59/322b55f2494a839481798072e445

KOSZULE ZE SMOKIEM LUB PŁOMIENIAMI

Nierzadko latem rozpięte, ukazujące wątłe, chłopięce klatczyny ;p

źródło ilustracji: http://images77.fotosik.pl/773/20c33ae18866fa5cmed.jpg

PLISOWANE SPÓDNICZKI (NAJLEPIEJ W SZKOCKĄ KRATĘ LUB W KOLORZE ZGNIŁEJ ZIELENI Z RZEMYKAMI)

Taką w szkocką kratę miałam w podstawówce, a taką zieloną z rzemykami w gimnazjum. Mimo wszystko nie przypadł mi ten krój do gustu.

źródło ilustracji: http://img.szafa.pl/ubrania/0/010181342/1335992348/spodnica-w-szkocka-krate-plisowana-krotka.jpg

JEANSOWE DO KOLAN

Na stanie były dwie: jedna z rozcięciem z przodu (tę naprawdę lubiłam), druga przecierana na udach i z cieniutkim, błękitnym paskiem (założyłam ją tylko w przymierzalni, nigdy więcej).

źródło ilustracji: https://3.allegroimg.com/s400/01f662/6fcfea824bd19bf4585e18913f23

DŁUGIE W KRATĘ

Dużo koleżanek miało takie z materiału, przypominającego koc, zaś moja była bardzo podobna do tej, z takiej „garniturowej” tkaniny, elegancka, w kształcie dzwonka, w dużą, szaro-niebieską kratę. Lubiłam ją łączyć z białą, siatkowaną bluzką z rękawami rozszerzanymi od łokci.

źródło ilustracji: https://ae01.alicdn.com/kf/HTB1LzsQOpXXXXcaXFXXq6xXFXXXd/2017-Wiosna-Jesie%C5%84-Kobiety-Wysoka-Talia-Krat%C4%99-Kostki-D%C5%82ugo%C5%9B%C4%87-D%C5%82ugie-Spódnice-Plus-size-We%C5%82niana-Spódnica-Plisowana.jpg

POLARY

Mój był pistacjowy, serio.

źródło ilustracji: http://www.sportmaster.pl/images/products/reima/polar_nasim_green_reima_1.jpg

FLANELOWE KOSZULE

Czarno-czerwona i czarno-biała – noszone niedbale.

źródło ilustracji: http://img.szafa.pl/ubrania/0/014678838/1366538579/flanelowa-koszula-w-krate-czerwona.jpg

BLUZKI TYPU BLIŹNIAK

Nie byłam w posiadaniu, ale wiele osób to miało, przeważnie: gładka bluzeczka na ramiączkach + gładki sweterek w jednakowym kolorze.

źródło ilustracji: http://img2.sprzedajemy.pl/540x405_m-sweterek-blizniak-w-donna-kasz-40460237.jpg

GNIECIONE

Tych akurat miałam kilka: pudrowo-białą z opadającymi ramionami, białą, z krótkim rękawkiem obszytym koronką, odciętą tasiemką pod biustem i taką kremową z długim rękawem.

źródło ilustracji: http://spplthumb.blob.core.windows.net/540×405/ef/79/2f/zielona-gnieciona-bluzka-koszula-damska-z-241590217.jpg

ADIDASY ZE ŚWIECĄCĄ PODESZWĄ

Ten kto miał, był królem świata.

źródło ilustracji: http://img1.demotywatoryfb.pl//uploads/201005/1273605460_by_cherioos_600.jpg

KOTURNY W STYLU SPICE GIRLS

U mnie w klasie miały je chyba wszystkie dziewczyny poza mną, i wszystkie ten sam model: granatowe na białej podeszwie, a ponieważ one miały akurat ten, który mi się najbardziej podobał, to ja ich już nie chciałam.

źródło ilustracji: http://i.pinger.pl/pgr299/4828c57a001b4e3452ef636b/brzydkie_buty_lat_90-tych_6.jpg

TREPY (INACZEJ: DREWNIANE CHODAKI)

Typowe białe lekarskie i wściekłe żółte, a chciałam takie błękitno-różowe w misie i motylki…

źródło ilustracji: http://blagers.co/blag/wp-content/uploads/2015/08/drewniane-chodaki1.jpg

SANDAŁKI JELLY

Nie miałam, ale podziwiałam, gdy akurat mnie mijały.

źródło ilustracji: https://userscontent2.emaze.com/images/698b4d1f-337e-4857-9265-176c5a466d9b/71e37e55c75ac75fc9891123d8df7254.jpg

BUTY ZE SZPICEM

Gimnazjalny blichtr. Ja wtedy nie byłam na etapie obcasów.

źródło ilustracji: http://images64.fotosik.pl/897/a39cdb165622c79c.jpg

BUTY Z PŁOMIENIAMI

Białe lub czarne. Dla mnie koszmarne (zresztą ja nigdy nie nosiłam sportowego obuwia).

źródło ilustracji: https://www.merg.pl/data/gfx/pictures/large/2/0/3002_2.jpg

HALÓWKI

Granatowe z białymi paskami bądź białe z granatowymi – zawsze nabywałam tę pierwszą wersję, na targu, za 10 zł.

źródło ilustracji: http://image.ceneo.pl/data/products/9167189/i-avenir-halowki-damskie-rozmiary-36-41.jpg

PODKOLANÓWKI I ZAKOLANÓWKI W PASKI

Coś wspaniałego! Miałam tego od groma, ale zawsze nosiłam do spodni xD

źródło ilustracji: https://images.ssstatic.com/podkolanowki-damskie-soxo-w-kolorowe-paski-2305334z0-000000164.jpg

WYSTAJĄCE STRINGI

Nigdy mi nie wystawały. Według mnie to było niesmaczne, a nie seksowne…

źródło ilustracji: http://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/m1aktkpTURBXy80OGY2NWVkMzE2MWExN2M0YzQ1OTMwZTc0NzUzYTE3MC5qcGeRkwIAzQHk

KAPELUSZE

Sztruksowe. Welurowe. Dżinsowe. Mój był granatowy ze sztruksu.

źródło ilustracji: http://esklep.porthos.pl/userdata/gfx/8a89e78eb5f1cd98410f0aefff74c189.jpg

KASZKIETY

Miałam beżowy.

źródło ilustracji: http://img.szafa.pl/ubrania/1/008588585/1325263869/brazowy-kaszkiet-sztruks.jpg

CZAPKA CHICAGO BULLS

No tego nie sposób pominąć.

źródło ilustracji: http://www.ulicznyflow.pl/zdjecia/2013.04.19%20-%20Mitchell%20and%20Ness/chicago_bulls_(1).jpg

CZAPKI Z ZAGIĘTYM DASZKIEM

Im bardziej zagięty, tym lepiej.

źródło ilustracji: https://ae01.alicdn.com/kf/HTB153f3NVXXXXadXFXXq6xXFXXXW/Pria-Korduroi-Topi-Baseball-Wanita-Kasual-Padat-Merek-Topi-Musim-Dingin-hangat-Gorras-Snapback-Unisex-NYC.jpg

BANDANY

Dla takich fajnych łobuziaków ;)

źródło ilustracji: https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/b5/34/17/b53417b006296ab8b32daeddd81f6d84.jpg

CHUSTKI Z WŁOSAMI

Jezu, miałam coś takiego, autentycznie: jeansową w białe serduszka, z kręconymi lokami. Kupioną na ryneczkowym stoisku za 6 zł.

źródło ilustracji: http://img.szafka.pl/ubrania/0/000712256/1328114951/opasko-chusta-z-wlosami.jpg

SPRĘŻYNKOWE OPASKI

Często widywało się takie.

źródło ilustracji: https://7.allegroimg.com/s400/014a0c/dbafe3674d8c8b37eec53d5fe9e7

Ale ja miałam tę wersję.

źródło ilustracji: http://img.szafa.pl/ubrania/1/023291159/1400451425/opaska-do-wlosow-czarna-sprezynka.jpg

DUŻE WELUROWE GUMKI ”OWIJKI”

Podstawówkowa makabra: „dziecko, zwiąż te włosy!” – ciągle to słyszałam, bo nagminnie nosiłam rozpuszczone, rozsypane na ramionach, opadające po bokach, ale wbrew wyobrażeniom belfrów szanownych wszystko widziałam, więc raczej się nie stresowałam i robiłam swoje, czyli nie związywałam. Ale takie gumki miałam (fioletową, zgniłą zieleń, różową z głową delfina i szarą z myszką); w ogóle miałam szkatułki pełne ozdób do włosów, których wcale nie nosiłam, tylko: PODZIWIAŁAM.

źródło ilustracji: https://9.allegroimg.com/s400/01b587/209e1aba47c5a35b0692ab0456d9

SPINKI MOTYLKI Z RUCHOMYMI SKRZYDEŁKAMI

Jeden po jednej stronie głowy, drugi po drugiej.

źródło ilustracji: https://www.sagatia.pl/galerie/s/spineczki-motylki-4-szt_13377.jpg

PRZEZROCZYSTE LUB NADMUCHIWANE PIKOWANE PLECAKI

No bardzo społeczny przedmiot, bo każdy mógł zapuścić żurawia, co się ma w środku – z tego też powodu nie miałam.

źródło ilustracji: http://img.szafa.pl/ubrania/1/016273253/1381745784/plecak-przezroczysty.jpg

źródło ilustracji: http://cdn.natemat.pl/583ad71e0a57e364d2d8025a2a1d18de,740,0,0,0.jpg

MINI CZARNE PLECACZKI ZE ŚCIĄGACZEM ORAZ KLAMERKĄ

Śliczne, wszakże nie było mi dane go mieć.

źródło ilustracji: http://lp2.hm.com/hmprod?set=source%5B/model/2015/B00%200315413%20001%2087%203098.jpg%5D,type%5BSTILLLIFE_FRONT%5D&hmver=3&call=url%5Bfile:/product/main%5D

TORBA JEANSOWA Z FILIPINKI

Ale taką torbę, za 14.99 zł już dumnie nosiłam – czułam się wtedy taka dorosła.

źródło ilustracji: http://img.szafa.pl/uploads/clothes/c0/d2/d198/2300466/1270135013.jpg

PASKI Z OGROMNĄ KLAMRĄ

To też mi się nie podobało, ale pamiętam, że im większy, tym ładniejszy, a jak jeszcze przy tym wysadzany jakimiś kamieniami, to już kompletny szał.

źródło ilustracji: http://aledil.pl/system/oferty/logo1_122981_640.jpg

NAKLEJANE KOLCZYKI NA USZY

Naklejałam, naklejałam – taki małoletni splendor biżuteryjny.

źródło ilustracji: https://encrypted-tbn3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRQOpOkPJxfC2933NvdjpiDTNsCe_zQG0hTEW39tJ1mkfm7Cc_uDA

TATUAŻE ŻYŁKOWE NA SZYJĘ (TATTO CHOKER)

To, to jeszcze do dziś noszę.

źródło ilustracji: http://m.ocdn.eu/_m/13d6e7a7a797afd51a9ac75246227219,62,37.jpg

PERŁOWY, BŁYSZCZĄCY MAKIJAŻ

Dyskotekowa, nastoletnia stylówa: perłowe, najczęściej niebieskie lub zielone powieki połyskujące brokatem i jakiś odjazdowy róż na ustach. Ja długo, długo się nie malowałam, więc znam z obserwacji, bo zaczęłam dopiero w wakacje przed studiami – poważnie.

źródło ilustracji: http://fashionpost.pl/wp-content/uploads/2015/08/EN_00949886_06991.jpg

KARBOWANE WŁOSY

Nie karbowałam.

źródło ilustracji: http://cdn.natemat.pl/89ea082f7902259e9b625b94836a727a,740,0,0,0.jpg

Niestety nie wszystko, co pamiętam, udało mi się znaleźć na ilustracjach, stąd nie ma tu: legginsów sięgających za kolana, obszytych koronką lub całkowicie koronkowych, noszonych do krótkich spódniczek, neonowej garderoby, materiałowych, zakończonych frędzlami bądź pocienianych rybaczków, takich czarnych materiałowych spodni ze srebrnymi rombami na dole, siatkowych czapeczek na włosy, często zdobionych cekinami, bazarowej, niezwykle rozchwytywanej kolekcji ubrań z kieszeniami (spodnie, sukienki, długie i krótkie spódnice) oraz dresowych kompletów z numerkiem (spodnie+t-shirt+kamizelka+bluza).

Ps. Była też obsesja na punkcie podwijania jeansów nad kostkę lub do połowy łydki w celu ukazania rajstop typu kabaretki.

Opublikowano Wszystkie wpisy, Życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 2 komentarzy

Nie taki Tłusty Czwartek

Przepisy trochę spóźnione, ale myślę, że nadają się nie tylko na Tłusty Czwartek, który przeważnie kojarzy się ze smażonymi na głębokim oleju pączkami, faworkami lub karnawałowymi różami, choć i takie w zeszłym roku się tu pojawiły w postaci rumuńskich, serowych Papanasi (przepis TU).

Tym razem mniej typowo, a przez wzgląd na pieczenie w piekarniku po prostu chudziej, czego zapowiedź była już dwa lata temu, a chodzi o muffinowe pączki (przepis TU).

Teraz aż trzy propozycje i wszystkie wspaniałe: pierwsze są pączki pieczone, nadziane wiśniową konfiturą, oblane lukrem i obsypane kandyzowaną skórką pomarańczową, drugie szwedzkie Semlor, czyli wybitnie puszyste bułeczki wzbogacone nadzieniem migdałowym, masą śmietanową i zwieńczone uroczą czapeczką oprószoną cukrem pudrem, z kolei trzecie z myślą o weganach oraz bezglutenowcach, bo sama też zastanawiałam się czym by sobie tutaj uprzyjemnić tłustoczwartkową kawę, a że w Internecie nie znalazłam nic odpowiedniego, to pokombinowałam i wyszło naprawdę przepysznie, a są to nieduże pączusie, może bardziej pączkowe, mięciutkie ciacha, wykonane na bazie mąki kukurydzianej oraz ryżowej, wypełnione gęstym figowym dżemem, posmarowane sojowym serkiem kokosowym z połówką orzecha włoskiego na szczycie – najlepsze jeszcze ciepłe ;)

Przepis na pieczone pączki (14 sztuk) (Przepis pochodzi z Moich Wypieków od Pani Doroty)

Składniki:

  • 500 g mąki pszennej (tortowej)
  • 12 g suchych drożdży
  • 100 g cukru
  • 8 g cukru waniliowego
  • 250 ml mleka (podgrzanego do temperatury 40°C)
  • 3 żółtka (z dużych jajek)
  • 1 jajko (małe)
  • 50 g masła (roztopionego i przestudzonego)
  • sok i skórka otarta z połowy mandarynki
  • duża szczypta soli

Dodatkowo:

  • konfitura do nadziania (u mnie wiśniowa)
  • 1 szklanka cukru pudru + 3 łyżki wody na lukier
  • kandyzowana skórka pomarańczowa

Sposób przygotowania:

Wszystkie składniki dokładnie połączyć w misce i wyrobić na gładkie, elastyczne ciasto, po czym uformować je w kulę i odstawić pod przykryciem na 1,5h.

Po upływie wskazanego czasu ciasto krótko wyrobić i podzielić na 14 równych części. Każdą z nich lekko rozpłaszczyć na dłoni, nałożyć na środek łyżeczkę konfitury, zlepić i ukształtować kulki, które należy umieścić w papilotkach na muffiny – przykryć i odstawić do ponownego wyrośnięcia na 30 minut.

Piec około 13-15 minut, w temperaturze 185 °C

Wyjąć. Wystudzić. Polukrować i obsypać kandyzowaną skórką pomarańczową.

 

Przepis na Semlor – szwedzkie bułeczki (14 sztuk) (Przepis pochodzi z Moich Wypieków od Pani Doroty)

Składniki:

  • 2 i 1/3 szklanki mąki pszennej (tortowej)
  • 10 g suchych drożdży
  • 1/3 szklanki cukru
  • 200 ml mleka
  • 80 g masła (roztopionego i przestudzonego)
  • 1 małe jajko
  • 2 łyżeczki kardamonu (zmielonego)
  • 0,5 łyżeczki soli

Dodatkowo:

  • 1 jajko rozmieszane z 1 łyżką mleka (do posmarowania)

Nadzienie migdałowe:

  • 200 g migdałów (zmielonych)
  • 1/3 szklanki cukru
  • 0,5 szklanki cukru pudru
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • 1 łyżka śmietany 36%
  • 100 ml wody (lub więcej, gdy masa będzie za gęsta)
  • szczypta kardamonu

Masa śmietanowa:

  • 600 ml śmietany 36%
  • 2 łyżki cukru pudru

Sposób przygotowania:

Wszystkie składniki dokładnie połączyć w misce i wyrobić na gładkie, elastyczne ciasto, po czym uformować je w kulę i odstawić pod przykryciem na 1,5h.

Po upływie wskazanego czasu ciasto krótko wyrobić i podzielić na 14 równych części, które należy poukładać na blaszce wcześniej wyłożonej papierem do pieczenia i odstawić pod przykryciem do ponownego wyrośnięcia na około 30 minut.

Następnie posmarować je z wierzchu jajkiem rozmieszanym z 1 łyżką mleka.

Piec około 8-10 minut, w temperaturze 220°C.

Wyjąć. Wystudzić. Odciąć samą górę. Nadzienie migdałowe wycisnąć na sam środek (zmiksować wszystkie składniki), a wokół niej i na jej wierzch wycisnąć ozdobnie ubitą na sztywno śmietanę, przykryć kapturkiem i oprószyć cukrem pudrem.

 

Wegańskie, bezglutenowe, kukurydziano-ryżowe pączusie (4 sztuki) (przepis autorski)

Składniki:

  • 5 łyżek mąki ryżowej
  • 5 łyżek mąki kukurydzianej
  • 1 mały banan (rozgnieciony)
  • 2 łyżeczki erytrytolu (płaskie)
  • 2 łyżki oleju orzechowego
  • 2 łyżeczki kokosowego deseru sojowego (lub w wersji nie wegańskiej: serka kremowego typu „Twój Smak”)
  • 4 łyżki naturalnego mleka sojowego
  • 2 łyżeczki ekologicznego, bezglutenowego proszku do pieczenia (płaskie)

Dodatkowo:

  • dżem figowy
  • kokosowy deser sojowy (użyłam „Alpro”)
  • orzechy włoskie

Sposób przygotowania:

Wszystkie składniki wrzucić do miski i wyrobić z nich ciasto. Następnie podzielić je na 4 równe części, każdą rozpłaszczyć na dłoni, na środek umieścić łyżeczkę dżemu figowego, dokładnie skleić, uformować kulki.

Piec około 20 minut, w temperaturze 180 °C.

Wyjąć. Z wierzchu posmarować deserem sojowym i ozdobić połówką orzecha włoskiego.

Najlepiej smakują jeszcze ciepłe.

 

Opublikowano Przepisy, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 2 komentarzy

Zabawki i gadżety lat 90-tych

Lata 90-te, czyli te, w których przyszło mi się urodzić i dorastać były niesamowicie chłonne, łapczywie poszukujące wszelkich nowości, zapożyczające, wymyślające, pomysłowe, słodkie i niepokorne, łączące rozmaite trendy, takie kiczowato-eleganckie, ale jakieś weselsze, mniej skomplikowane, barwniejsze, we wspomnieniach piękne. A powróciłam do nich pamięcią, zainspirowana tematem z forum, rozprawiającym o ogólnych skojarzeniach, lecz ja skoncentruję się dzisiaj na najlepiej zapamiętanych zabawkach oraz gadżetach, a o pozostałych rzeczach napiszę kiedy indziej ;)

Zatem zapraszam w retrospektywną podróż ;)

ŻETONY

To właśnie dla nich kupowało się chipsy; mieliśmy ich z bratem całą masę.

ze zwierzętami

źródło ilustracji: http://1.bp.blogspot.com/-DNlizvqt3dU/VLFPG4ZV_WI/AAAAAAAAARI/2pRrlTDVW2k/s1600/collections.pl.jpg

z flagami

źródło ilustracji: http://images50.fotosik.pl/1688/547a74920003b108.jpg

z postaciami z bajek

źródło ilustracji: http://img8.demotywatoryfb.pl//uploads/201601/gallery_1453036043_464737.jpg

Tazo Stars Wars

źródło ilustracji: http://gracz.org/wp-content/uploads/2013/12/StarWarsTazo10.jpg

Pokemony

źródło ilustracji: http://img.sadistic.pl/pics/6bef352dcd11.jpg

FIDDLER – CHESTEROWA PRZEKŁADANKA

Pamiętam, że nierzadko układałam je pod ławką, w trakcie lekcji.

źródło ilustracji: http://x3.wykop.pl/cdn/c3201142/comment_avyEIaHX05VnKAG4ZRJrXeRLJb8lv8hU.jpg

TRÓJWYMIAROWE KARTY Z CHIPICAO

Tego jakoś namiętnie nie zbierałam, bo wolałam sobie kupić rogala 7 Days (nie tego czekoladowego, lecz szampańskiego).

źródło ilustracji: http://mrkpassion.pl/wp-content/uploads/2014/09/IMG_6483.jpg

PAMIĘTNIK I ZESZYT DO ZŁOTYCH MYŚLI

Pierwsze były przeważnie najzwyklejszymi notesikami w twardej okładce wypełnione rozmaitymi wierszykami, rysunkami, zaświadczeniami o wiecznej przyjaźni i wyznaniami o niebotycznej sympatii, z zagiętym rogiem, na którym widniał napis SEKRET, a czytał go potem każdy, kto akurat wziął do domu w celu dokonania wpisu. Z kolei drugie zawierały około 100 pytań (choć był okres, że im więcej, tym lepiej; kiedyś odpowiedziałam na 1000…), zawsze zaczynających się: jak masz na imię? jak masz na nazwisko? gdzie mieszkasz? kiedy się urodziłeś(-aś)?, a kończących: narysuj mi coś, napisz mi jakiś wierszyk, potem tajemnicę, podpisz się na ostatniej stronie – a wszystkich i tak najbardziej interesowało: kto ci się najbardziej podoba z klasy? kogo lubisz? kogo nie lubisz?

źródło lustracji: http://img6.dmty.pl//uploads/201601/gallery_1453036043_876393.jpg

źródło ilustracji: http://2.bp.blogspot.com/-AIRZ0Yhz-G8/TVmYyVQ9v2I/AAAAAAAABzI/oDMNNf5xFNQ/s1600/IMG_0920.jpg

SEGREGATORY Z KARTECZKAMI

Miałam dwa segregatory: duży oraz mały – i ta satysfakcja, gdy był komplet karteczek. Taki handel wymienny na przerwach – wskazany był spryt i umiejętności negocjacyjne.

źródło ilustracji: http://1.bp.blogspot.com/-t93fQ-vCQYg/UBu_58Z7uqI/AAAAAAAADWQ/9j1cHTxAdFc/s1600/bom.jpg

JEŻYK NA KREDKI I OŁÓWKI

Praktycznie u każdego stał taki na biurku; i nie było szans, by mieścił kredki z jednego kompletu.

źródło ilustracji: http://retro.pewex.pl//uimages/services/pewex/i18n/pl_PL/201403/1394105817_by_krzys_500.jpg

KOLOROWE ŻELPENY

Były jaskrawe, brokatowe, kolorowe i zapachowe; ta rozpierająca duma, gdy przyniosło się nowy kolor, którego jeszcze nikt nie posiadał.

źródło ilustracji: https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/n94ktkqTURBXy83OGUwZGU5NzhhZDY1MDdkNjc0M2M4Y

jU3OGJkZGQzZC5qcGVnkpUCzQMUAMLDlQIAzQL4wsM

OGROMNE DŁUGOPISY Z KILKOMA WKŁADAMI

Potwornie niewygodne w użytkowaniu urządzenie; mój był koloru bladoróżowego, kupiony w takim maleńkim sklepiku z artykułami szkolnymi oraz do włosów za jakieś 1,50 zł.

źródło ilustracji: http://republika.pl/blog_gd_3544021/5337077/tr/dlugipis_kolorowy1.jpg

ELASTYCZNE OŁÓWKI

Kiedyś dostałam w gratisie za spore zakupy – nie lubiłam nim pisać, ale chętnie zawiązywałam na supełek.

źródło ilustracji: http://www.fototrendy.pl/data/foto/high600x600/olowek,elastyczny_1.jpg

WALIZKA Z PRZYBORAMI DO RYSOWANIA

Moje niezrealizowane marzenie…

źródło ilustracji: http://4.bp.blogspot.com/-uTylE7usEMk/UJYwtEpFIRI/AAAAAAAAAHc/oKimCajpnRE/s1600/1343057547160.jpg

AKCESORIA Z NICI

Jak tylko się pojawiły, to każda dziewczynka z klasy czymś dysponowała: piórniki, portfele, gumki do ścierania, misie, notesiki, długopisy, pióra, ołówki, torby – ja miałam manię na ich punkcie.

źródło ilustracji: http://img.szafka.pl/uploads/clothes/d286/293018/1290004024.jpg

DYWAN Z ULICAMI

My z bratem takim nie dysponowaliśmy, a tak bardzo chciałam prowadzić swoje lalki tymi ulicami…

źródło ilustracji: http://filing.pl/wp-content/uploads/2014/04/filing_images_a558482f5220.jpg

KLEJĄCA ŻELOWA ŁAPKA

Piekielnie się brudziła, ale ileż sprawiała przyjemności i jak wkurzała rodziców, którzy coraz to dostrzegali nowe plamy na białych ścianach oraz sufitach.

źródło ilustracji: http://sentymy.pl/storage/media/98/klejaca-zelowa-lapka_1_l.jpg

KAUCZUKOWE PIŁECZKI

Nabywane zwykle w niedzielę, w automatach nieopodal Jasnej Góry, za 1 zł – ginęły już w drodze do domu.

źródło ilustracji: http://minigadzet.pl/upload/katalog/pi%C5%82ka%20%2027mm%20lux.JPG

GNIOTEK

Dostałyśmy w podstawówce z okazji Dnia Kobiet; szczególnie lubiłam skręcać go na kształt świderka.

źródło ilustracji: http://p1.sfora.pl/7b62f2550c981802a0f49af614ee7840.jpg

SPRĘŻYNKA

Wygrałam kiedyś w jakimś konkursie rysunkowym organizowanym latem na otwartej przestrzeni (dobrałam sobie do niej takie maleńkie puzzle z Czerwonym Kapturkiem).

źródło ilustracji: https://d-pt.ppstatic.pl/k/r/1/03/a1/55f637a18b968_p.jpg?1442199466

KOSTKA RUBIKA

Mama kupiła mi w kiosku tuż przed przyjazdem autobusu; jak nie potrafiłam ułożyć (a zawsze miałam chętkę na niebieską ściankę), to sobie przeklejałam.

źródło ilustracji: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kostka_Rubika

JOJO

Były gładkie (u mnie niebieskie), potem takie przezroczyste, karbowane po bokach, z naklejką zwierzaka na środku (miałam pawia) i świecące (wybrałam pomarańczowo-niebieskie).

źródło ilustracji: http://4.bp.blogspot.com/-IyXmn3J-oWA/USQCh8HVSuI/AAAAAAAAADQ/ofBa4kcFglI/s1600/jojo.jpg

TAMAGOTCHI

Moje było w kształcie białego serduszka z niebieskimi przyciskami i można było opiekować się aż siedmioma zwierzątkami!

źródło ilustracji: http://image-serve.hipwee.com/wp-content/uploads/2015/02/tamagoci-galleryhip.jpg

BRICK GAME

Tego z bratem nie dostaliśmy; graliśmy jedynie u kuzyna.

źródło ilustracji: http://24.media.tumblr.com/tumblr_m9rc2dZ0dI1rbynvyo1_400.jpg

WONDERFUL WATERFULS

To też zostało nam poskąpione, ale kiedyś pożyczyliśmy na kilka dni i zapamiętale, od rana do nocy, narzucaliśmy kółeczka na te patyczki.

źródło ilustracji: http://retrovery.com/images/wonderful-waterfuls-jeux-d-eau/cover/wonderful-waterfuls-jeux-d-eau.jpg

PIŁKARZYKI

Bardziej dla chłopców, ale czasem, jak się natknęłam przypadkowo, też się tym bawiłam; co polegało na bezwiednym naciąganiu.

źródło ilustracji: http://wyszlo.com/wp-content/uploads/2016/01/pi%C5%82karzyki-290×166.jpg

RYBKI

Dla mnie to był hit: kiczowata melodyjka, staw kręcący się w kółko, w nim rybki otwierające swoje paszcze, w środku których znajdował się magnez, a na niego, nim się zamknęły, trzeba było je szybko złapać.

źródło ilustracji: http://retro.pewex.pl/uimages/services/pewex/i18n/pl_PL/201312/1388353447_by_DaaBuu_500.jpg?1404214958

TARCZA Z RZEPOWYMI KULAMI

Nigdy nie miałam dobrego cela. NIGDY.

źródło ilustracji: http://image.ceneo.pl/data/products/1777967/i-meteor-rzutki-na-rzep-tarcza.jpg

FLIRT TOWARZYSKI

Jakoś szczególnie mnie to nie kręciło; wolałam inne gry karciane, typu: Pies, Kuku, Makao, Oczko, Świnie.

źródło ilustracji: http://ecsmedia.pl/c/trefl-flirt-towarzyski-karty-36-szt-b-iext37282155.jpg

FURBY

Władałam jedynie wersją z McDonalda, która ani nie była w stanie nauczyć się żadnych słów, ani nie reagowała na dotyk czy dźwięk – po prostu ograniczała się do śpiewania tej samej piosenki. A jak zyskałam parkę, to po jednoczesnym zbliżeniu stópek mówiły: „I love you”.

źródło ilustracji: http://obrazki.elektroda.net/80_1173900897.jpg

PAJĄCZKI NA POMPKĘ

Kochałam je! Był czas, że rodzice kupowali mi je w każdą niedzielę na straganach, bo były tak intensywnie użytkowane, że ścierał się ten rulonik, dzięki któremu podskakiwały.

źródło ilustracji: http://megavariant.pl/foto/pajaks1.jpg

SMOCZKI

Niektórzy nosili je jako naszyjnik. Ja po prostu miałam – jeden.

źródło ilustracji: http://retro.pewex.pl/uimages/services/pewex/i18n/pl_PL/201212/1355481378_by_krzys_500.jpg?1369303586

GUMA DO SKAKANIA

Gra typowo dziewczyńska; umieszczało się na wysokości kostek, kolan, ud i pasa dwóch osób (bądź jednej i na przykład krzesełka), a trzecia skakała aż do skuchy od jedynek do dziesiątek (ewentualnie bawiłyśmy się w papugę, matkę oraz córkę albo ręczne przeplatanki).

źródło ilustracji: http://www.krasta.pl/pol_pm_Guma-do-skakania-Tradycyjna-Super-zabawa-15039_3.jpg

BRANSOLETKI Z MULINY

Gdy wkraczałam z mamą do pasmanterii, to zawsze musiałam wyjść z nowym kolorem: plotło się na przerwach i na osiedlowych ławkach, samotnie w domu i na szkolnym boisku z koleżankami, cieniutkie, grubsze i zupełnie grube, skromne i na bogato, najdziwniejsze, najpiękniejsze, na jakie tylko pozwalała wyobraźnia. A nosiło oczywiście po kilka na raz.

źródło ilustracji: https://assets.vice.com/content-images/contentimage/no-slug/0df576956dfc300668504f6d10ced709.jpg

BARBIE

Mój zabawkowy faworyt – UBÓSTWIAŁAM: miałam ich 17 i bawiłam się dosłownie każdą, o wszystkie dbałam jednakowo: myłam im włosy, czesałam, kąpałam, wykonywałam fryzury, szyłam ubranka. Moje „barbinki” były niezależne: mieszkały samotnie lub z przyjaciółką, mając partnera, ale ten posiadał własne mieszkanie, no i oczywiście były bezdzietne.

źródło ilustracji: http://lh3.ggpht.com/_rcDHXFZ-c70/S5lLXJ81lwI/AAAAAAAABHw/Xsn5QfCAq8Y/s800/IMG_2943.JPG

ACTION MAN

Taka męska wersja barbie xD

źródło ilustracji: http://farm5.static.flickr.com/4004/4337874140_158b56dff5.jpg

 

 

 

Opublikowano Wszystkie wpisy, Życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 4 komentarzy

Koniec z tymi babami (ale nie ostateczny): orzechowa z polewą czekoladową

Kolejna i jak na ten moment ostatnia babka (bo właściwie ileż można piec tych babek ;) ) – taka jesienno-zimowa: aromatyczna, intensywnie orzechowa, słodkawa, dość ciężka, wilgotna (coś jak ciasto marchewkowe), oblana gęstą, błyszczącą polewą z gorzkiej czekolady.

Bardzo prosta, bardzo szybka w przygotowaniu i nie wymagająca jakichś szczególnych składników ;)

Przepis na orzechową babkę z polewą czekoladową (keksówka – o wymiarach 27×12 cm) (Przepis pochodzi z bloga: http://ilovebake.pl/)

Składniki:

Ciasto:

  • 200 g mąki pszennej (tortowej)
  • 200 g zmielonych orzechów (włoskie, laskowe, ziemne)
  • 200 g cukru
  • 200 g masła (miękkiego)
  • 4 jajka
  • 5 łyżek mleka
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia

Polewa czekoladowa:

  • 80 g gorzkiej czekolady
  • 80 ml śmietany 30%

Sposób przygotowania:

Masło chwilę zmiksować, następnie wsypać cukier i miksować aż do uzyskania jasnego puchu, po czym cały czas mieszając, wbijać po jednym jajku. Stopniowo wsypywać zmielone orzechy. Na sam koniec dodać mąkę wymieszaną z proszkiem – połączyć.

Ciasto przelać do keksówki wcześniej wyłożonej papierem do pieczenia. Wyrównać.

Piec około 1h (albo trochę dłużej), w temperaturze 180 °C (do suchego patyczka).

Wyjąć. Wystudzić. Wierzch oblać polewą (śmietanę zagotować, wrzucić posiekaną czekoladę, odczekać, wymieszać).

Opublikowano Przepisy, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | 2 komentarzy