O skandalicznej przyjaźni między brytyjską królową Wiktorią i jej indyjskim „Munshim” w filmie „Powiernik królowej”, w reż. Stephena Frearsa + dwie przepyszne kawy z tegorocznej, jesiennej oferty kawiarnianej

Roztańczona ikona mody Królowa Jadwiga, rozpowszechniająca włoszczyznę i ze smakiem zajadająca sękacze Bona Sforza, piekielnie inteligentna i władcza Caryca Katarzyna II, ciesząca bajkowym, uwiecznionym w listach uczuciem, ponoć łysa i bezzębna (skutek uboczny leczenia rtęcią chorób wenerycznych) Marysieńka Sobieska, publicznie zgilotynowana, rozrzutna miłośniczka makaroników tudzież wszelkich słodkości Maria Antonina, zatrzymująca upływ czasu krioterapią generałowa Aleksandra Zajączkowa (nawet w trakcie mroźnych zim spała przy otwartych oknach, do tego kąpała się w zimnej wodzie, nacierała skórę lodem, spożywała wyłącznie chłodne dania i odbywała dziesięciokilometrowe spacery), wyuzdana rozpustnica Valeria Messalina, zgryźliwa dewotka Anna Jagiellonka, narcystyczna, rozkochana w bielu, różu i we własnych włosach, prawdopodobnie zmagająca z anoreksją Cesarzowa Sissi (nie dopuszczała do tego, by mieć więcej niż 50 cm w talii), wysoce nieurodziwa Elżbieta Rakuszanka, legendarnie piękna, ukąszona przez tkwiącą w koszyku wypełnionym figami kobrę Kleopatra VII Wielka, „Drakula w spódnicy”, „Krwawa Hrabina” Elżbieta Batory, pełna seksapilu, zakłamana prowokatorka Maria Stuart, córka papieża i kurtyzany Lukrecja Borgia oraz po śmierci ukochanego Alberta, któremu zresztą przez wzgląd na panujące zasady sama się oświadczyła, by w 1837 roku wspólnie zamieszkać w Pałacu Buckingham;  po odejściu męża, którego przeżyła o 40 lat, wolała spędzać czas w Windsorze, Balmoral w Szkocji czy też w Osborne House na wyspie Wight (Albert generalnie miał delikatne zdrowie, a zmarł 3 tygodnie po wizycie u najstarszego syna Bertiego, w Cambridge, którego odwiedził na wieść o niemoralnym prowadzeniu, w celu sprowadzenia go na właściwe tory; ostatecznie doktor William Watson stwierdził tyfus, ale królowa obarczała winą Edwarda, bo przeziębił się spacerując z nim w wietrzny, deszczowy dzień) już na zawsze odziana w czerń (permanentna żałoba przyczyniła się do nadania przydomku „Wdowa z Windsoru”),  śpiąca z jego rozłożoną piżamą, celebrująca obfite, serwowane wedle francuskiego zwyczaju, jedne po drugich (a nie angielskiego, gdzie wszystko naraz jest ustawione na stole), na najlepszej porcelanie, posiłki (miała niespełna 1,50cm, a ważyła ponad 80kg), brzydząca, mimo posiadania dziewięciorga dzieci, stanem błogosławionym i karmieniem piersią (zwłaszcza denerwowały ją niemowlęta, a słysząc, jak jej córka rozprawia o zbliżającym się porodzie, oznajmiła: W takich momentach wyglądamy raczej jak krowy albo suki), sumiennie pisząca pamiętniki (zapisała ich 121), określana „Babcią Europy” (jej potomkowie obejmowali rządy Rosji, Prus, Bułgarii, Grecji, Rumunii, Hiszpanii, Jugosławii, Norwegii i Szwecji) Wiktoria Hanowerska, która w 1837 roku, w wieku zaledwie 18 lat, po śmierci stryja Wilhelma IV, zasiadła, a raczej rozsiadła się na nie bagatela 63 lata na tronie – to tylko strzępek informacji zaczerpniętych z internetowych odmętów-zamętów o kobietach zapisanych w historii świata.

Oczywiście znacznie (nieporównywalnie) lepiej zgłębiać temat sięgając do profesjonalnej literatury, która powstaje w oparciu o wieloletnie badanie, szukanie, czytanie, drążenie, sklejanie, wnioskowanie, na co i ja mam ochotę, zwłaszcza chodzi mi o książkę „Królowa Wiktoria” napisaną przez Mariusza Misztala, a wszystko dlatego, że w sobotni wieczór wybraliśmy się na film „Powiernik królowej”, w reż.  Stephena Frearsa.

Produkcja koncentruje się jedynie na niewielkim fragmencie z życia brytyjskiej monarchini i cesarzowej Indii (w tej roli Judi Dench), a mianowicie na skandalicznej przyjaźni z o 44 lata młodszym urzędnikiem więziennym – indyjskim muzułmaninem Abdulem Karimem (Ali Fazal), który zostaje ściągnięty na dwór z okazji jubileuszu 50-lecia jej panowania, by usługiwać przy stole oraz wręczyć podarunek od swojego narodu: nazar – amulet w postaci złotej monety. Ta emocjonująca chwila sprawia, że mężczyzna rzuca się do stóp królowej, z oddaniem je całując, a ten gest w połączeniu z urzekającą urodą sprawia, że wkrótce staje się sekretarzem, szczególnie zaufaną osobą, osobistym doradcą i „Munshim” – duchowym przewodnikiem, bowiem wraz z upływem czasu zaczyna mu ciążyć służalcza funkcja, więc prosi  o możliwość powrotu do domu, a wystraszona wizją utraty powiernika władczyni postanawia awansować go na nauczyciela (przybliża jej hinduski styl, smaki, kulturę, obyczajowość, mitologię, zaznajamia z językiem hindi i urdu, rozprawia na tematy filozoficzne, duchowe, życiowe), do tego nadaje mu różne ordery, pozwala nosić miecz, sprowadzić żonę i krewnych,  ofiarowuje dom, powóz z woźnicą, kamerdynera, upoważnia do jadania w towarzystwie oburzonych i zaniepokojonych dworzan (obawiają się, że może być szpiegiem), którzy złośliwie tytułują go zastępcą, budzącego kontrowersje, ale już nieżyjącego szkockiego koniuszego Johna Browna (był jej lekiem na depresję po utracie męża). Do głośnego zbiorowego sprzeciwu dochodzi, kiedy Królowa Wiktoria wpada na pomysł nadania Abdulowi tytułu szlacheckiego – wtedy też dworski lekarz James Reid sugeruje, że będzie zmuszony wydać opinię o częściowym postradaniu zmysłów i uświadomieniu pozostałym, iż „Munshi” nie tylko pochodzi z plebejskiej, niezbyt wykształconej rodziny (sam utrzymywał, że wywodzi się ze sławnego rodu z Agry), ale jest również nosicielem syfilisu, w odpowiedzi na co od tej decyzji odstępuje.

W dniu śmierci królowej, a więc 22 stycznia 1901 roku nastał czas panowania Edwarda VII, który wraz z żoną Aleksandrą i najmłodszą siostrą, księżniczką Beatrice, czym prędzej pozbyli się Abdula (nie był z tego powodu zachwycony, ale przynajmniej wyjeżdżał stąd bogaty) i dokumentów poświadczających jego zażyłe relacje z monarchinią.

I choć starano się skrzętnie tę znajomość zatuszować, paląc wszelkie listy, pamiętniki i fotografie, to autorka książki kucharskiej, Shrabani Basu, zaczęła dociekać dlaczego na królewskim dworze, pod koniec panowania królowej, zaczęto tak często podawać… indyjskie curry – w ten oto sposób prawda wyszła na jaw. Zawsze wychodzi.

„Powiernik królowej” to bardzo interesujący, naznaczony kąśliwym humorem, wzruszeniem i trafnymi spostrzeżeniami na temat ludzi film o w gruncie rzeczy starszej, samotnej, nie lubiącej konwenansów władczyni, która potrzebuje kogoś, komu może się zwierzyć, w efekcie nawiązuje nie erotyczną, lecz taką matczyną, przyjacielską, duchowo-psychiczną relację z dużo młodszym egzotycznym mężczyzną, różniącym się od niej pod każdym względem, co przy wzajemnym odtajnianiu nieznanych obszarów, pozwala  przeżyć wspaniałą przygodę.

Źródła podają, że Abdul był w gruncie rzeczy zachłannym karierowiczem i potrafił wspaniale manipulować królową, ale w filmie nie zostało to pokazane; właściwie z początku jest zauważalnie wywyższony, staje się dla niej kimś równorzędnym, jednak potem, w następstwie starcia z dworem, zostaje zepchnięty na dalszy plan.

źródło ilustracji: http://1.fwcdn.pl/po/72/05/777205/7801252.6.jpg

źródło ilustracji: http://moviesroom.pl/images/0.Aj.MR/Ola/Ilustracje/powiernik-krolowej-1000×600.jpg

źródło ilustracji: https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/Ea8ktkqTURBXy82MTA4MDI5NmUyNzVlZDQwOThkZjc1YjY2NDZlNDgxMC5qcGVnkpUDAszRzQylzQcckwXNAyDNAcI

źródło ilustracji: http://poznan.carpediem.cd/data/afisha/o/73/07/7307ddd247.jpg

Jedno z nielicznych, zachowanych zdjęć:

źródło ilustracji: http://bi.gazeta.pl/im/23/4d/15/z22336547Q,Krolowa-Wiktoria-i-jej-hinduski-sluzacy-Abdul-Kari.jp

Na koniec krótko o jesiennych nowościach kawiarnianych:

przed filmem w Costa Coffe spróbowałam delikatnego, ale jak dla mnie trochę zbyt słodkiego latte z białą czekoladą i różą, więc, by usatysfakcjonować się tak do końca…

…po filmie w So! Coffe delektowałam się przepyszną kawą na podwójnym espresso, z mleczną pianką, chrupiącymi bezami i sosem z owoców leśnych – ta jest po prostu BAJECZNA ;)

(obok stoi herbata Rooibos ze świeżymi malinami, cytryną, laską cynamonu oraz torcik Toblerone)

Opublikowano Film, Wszystkie wpisy | Skomentuj

Kolejny jesienny sernik: z powidłami śliwkowymi, kakaowymi herbatnikami, polewą czekoladową i migdałami

Zgrywając zdjęcia natknęłam się na fotografię sernika, który upiekłam zeszłej jesieni i kompletnie o nim zapomniałam, a szkoda by było nie podać tutaj przepisu, bo pamiętam, że bardzo wszystkim smakował: kruchy spód (w wersji dla leniwych można go po prostu zastąpić herbatnikami kakaowymi – tak zresztą sugeruje autorka), kremowa masa serowa z pomarańczową nutą, powidła śliwkowe, warstwa herbatników, aksamitna polewa czekoladowa i płatki migdałów (równie wspaniale będą tutaj smakowały orzechy: najlepiej włoskie, pekan lub laskowe).

W zasadzie nie ma w tym wypieku nic skomplikowanego, więc musi się udać, do tego robi się błyskawicznie, harmonizuje z obecną porę roku i co najistotniejsze: jest pyszny :)

Przepis na sernik z powidłami śliwkowymi, kakaowymi herbatnikami, polewą czekoladową i migdałami (blacha o wymiarach 28x35cm ) (Przepis pochodzi z bloga: http://cukierenkaklementynki.blogspot.com/)

Składniki:

Ciasto:

  • 300 g mąki pszennej (tortowej)
  • 200 g masła
  • 100 g cukru
  • 1 łyżeczka aromatu pomarańczowego

Masa serowa:

  • 1 kg twarogu sernikowego (z wiaderka)
  • 5 jajek (białka i żółtka osobno)
  • 3/4 szklanki cukru
  • 0,5 szklanki oleju
  • 1,5 opakowania budyniu waniliowego
  • 2 łyżki kaszy manny
  • skórka i sok z 0,5 pomarańczy
  • szczypta soli

Polewa czekoladowa:

  • 125 g masła
  • 0,5 szklanki cukru pudru
  • 2 łyżki gorzkiego kakao
  • 2-3 łyżki wrzątku

Dodatkowo:

  • 1 duże opakowanie herbatników kakaowych
  • 1 słoik powideł śliwkowych
  • płatki migdałów

Sposób przygotowania:

Wszystkie składniki na ciasto zagnieść – powstanie coś w rodzaju kruszonki, którą należy wylepić wcześniej wyłożoną papierem do pieczenia formę. Następnie ponakłuwać spód widelcem.

Podpiec około 15 minut, w temperaturze 180°C (wstawiać do nagrzanego piekarnika)

Wyjąć i równomiernie rozprowadzić masę serową: żółtka utrzeć z cukrem na gęstą, jasnożółtą masę, do której należy wmieszać twaróg sernikowy, kaszę mannę i proszek budyniowy – zmiksować, po czym dodać skórkę otartą z pomarańczy, sok i olej. Na sam koniec połączyć z ubitymi ze szczyptą soli na sztywną pianę białkami.

Piec około 1h ,w temperaturze 170°C.

Wyjąć. Wystudzić. Z wierzchu posmarować powidłami śliwkowymi, przykryć herbatnikami kakaowymi, oblać polewą czekoladową (zagotować składniki) i oprószyć płatkami migdałowymi.

 

Opublikowano Przepisy, Serniki, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Jesienny sernik z jabłkami

To sernik na typowo jesienne, deszczowe wieczory, kiedy to człowiek najchętniej naciągnąłby gruby sweter, założył ciepłe skarpety, otulił się kocem i oglądając równie smętny jak pogoda film (ewentualnie czytając łzawą książkę bądź rozmawiając na nie mniej przygnębiające tematy), zerkał na parującą obok herbatę, obowiązkowo z miodem i cytryną, a wedle uznania z: sokiem malinowym, lipowym, pigwowym, czarnego bzu, rokitnika, aronii, żurawiny, z pomarańczą, goździkami, imbirem, rumem, lawendą, miętą, lukrecją, bławatkiem, i delektował kruchutkim, maślanym ciastem posmarowanym cienką warstwą jabłek podprażonych z cynamonem, którą przykrywa dość ciężka, bieluteńka, gładka, przywodząca na myśl Święta Bożego Narodzenia masa serowa.

Co tu dużo mówić – sernik IDEALNY na jesień ;)

Przepis na sernik z jabłkami (blacha o wymiarach 28x35cm ) (Przepis pochodzi z Moich Wypieków od Pani Doroty; podaję  z moimi małymi modyfikacjami*)

*autorka sugeruje zetrzeć na grubych oczkach tarki surowe jabłka i od razu ułożyć na podpieczonym spodzie, ja natomiast, by uniknąć przemoknięcia, którego bardzo się obawiałam, obsypałam go kaszą manną i posmarowałam prażonymi jabłkami

Składniki:

Ciasto:

  • 1,5 szklanki mąki pszennej (tortowej)
  • 0,5 szklanki cukru pudru
  • 125 g masła
  • 2 żółtka (białka będą potrzebne do masy serowej)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Masa serowa:

  • 1 kg twarogu półtłustego (dwukrotnie zmielonego)
  • 250 ml śmietany 18%
  • 120 g masła (miękkiego)
  • 1,5 szklanki cukru
  • 32 g cukru waniliowego
  • 4 jajka + 2 białka (białka i żółtka osobno)
  • 2 opakowania budyniu śmietankowego bez cukru
  • szczypta soli

Dodatkowo:

  • 800 g jabłek
  • 1/4 szklanki wody
  • sok wyciśnięty z 0,5 cytryny
  • 2 łyżki cukru
  • 1 płaska łyżeczka cynamonu
  • 0,5 łyżki masła
  • kasza manna (do oprószenia spodu)

Sposób przygotowania:

Wszystkie składniki zagnieść i powstałym ciastem wylepić wcześniej wyłożoną papierem do pieczenia formę.

Podpiec około 15 minut, w temperaturze 180°C (wstawiać do nagrzanego piekarnika)

Wyjąć. Oprószyć kaszą manną (by spód nie przesiąknął od jabłek). Posmarować podprażonymi jabłkami (jabłka obrać, przekroić na pół, usunąć gniazda nasienne, pokroić w kostkę, wrzucić do garnka, wlać wodę, sok z cytryny, wsypać cukier, cynamon, dodać masło – gotować na małej mocy palnika do momentu aż jabłka zmiękną i się rozpadną oraz jak odparuje z nich woda).

Następnie przygotować masę serową:

Masło utrzeć z cukrem oraz cukrem waniliowym na puch, po czym cały czas miksując, dodawać po jednym żółtku. Wlać kwaśną śmietanę – zmiksować. Potem połączyć z serem i przesianym proszkiem budyniowym. Na sam koniec białka ubić ze szczyptą soli na sztywno i delikatnie wmieszać do masy serowej.

Masę serową wylać na rozsmarowane jabłka.

Piec około 1h ,w temperaturze 170°C

Studzić w lekko uchylonym piekarniku.

 

 

Opublikowano Jabłeczniki, szarlotki, z jabłkami, Przepisy, Serniki, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Opowieść o miłości między angielskim prymitywem i czułym „Cyganem” w surowym i błotnistym Yorkshire, czyli „Piękny kraj” w reż. Francisa Lee

Filmów o tematyce związanej z LGBT obejrzałam mnóstwo (i w całości się do niej odnoszące i z jakimiś niewielkimi wątkami w tle), chociaż na blogu zrecenzowałam zaledwie kilka, ale myślę, że wszystkie są warte uwagi: „Modlitwy za Bobby’ego”, „Moonlight”, „Carol”, „Witaj w klubie”, „Piękny drań”, „Fucking Amal”, „Dziewczyna z portretu”, „Odwet”, o którym dopiero mam zamiar napisać, trochę też „Pęknięcia”, „Wyśnione miłości”, „Tajemnica Filomeny” i „Kolor purpury”, do tego polecam „Kochałam Annabelle”, „Życie Adeli”, „Zagubione”, „Wspaniała rzecz”, „Niespełniona”, „Piękne lato”, „Morze Północne, Texas”, „Dom chłopców”, „Zabiłem moją matkę”, „Akron”, „Samotny mężczyzna”, ”Bloomington” oraz „Płynące wieżowce”, a do tej listy mam jeszcze wkrótce zamiar dopisać: „Filadelfia”, „W imię…”, „Pocałuj mnie”, „Ciastka i potwory” oraz „Niebiańskie istoty”.

Nie sposób tu nie wspomnieć o słynnej „Tajemnicy Brokeback Mountain”, do której właśnie, choć niesłusznie, jest porównywany „Piękny kraj” w reż. Francisa Lee, na który w zeszłym tygodniu, chłodnym wieczorem z ponaklejanymi na niebie gwiazdami,  pośród szumu jesiennych drzew, wybrałam się do kina.

A tam czekała na mnie historia totalnie nieszczęśliwego, podirytowanego, sfrustrowanego, bo zawiedzionego swoją codziennością młodego mężczyzny, Johnny’ego Saxby’ego (Josh O’Connor), który z powodu zaznanego przez ojca Martina (Ian Hart) udaru musiał porzucić jakiekolwiek plany, zrezygnować z siebie, by pozostać na farmie i pomagać przy hodowli koni oraz owiec [chłopak ma jeszcze tylko babcię Deidre (Gemma Jones) która jak wiadomo z roku na rok opada z sił, więc nie jest w stanie ogarnąć takiego dużego gospodarstwa]. Nuda, monotonia, niespełnienie, poczucie stania w miejscu, brak rozwoju, niemożność zmian podsycane ciągłą krytyką rodzica (że źle, że nie tak, że on by to zrobił inaczej, że wolno, niedokładnie, nie na czas, że chleje) w połączeniu ze świadomością odpowiedzialności są rozładowywane w miejscowym pubie, gdzie albo upija się do nieprzytomności, albo odbywa mechaniczne stosunki z przypadkowo napotkanymi mężczyznami. Sytuacja, chociaż nie od razu, ulega zmianie z chwilą, gdy postanawiają zatrudnić do pomocy bardzo przystojnego emigranta z Rumunii – Gheorghe’a (Alexandru Secareanu). Początkowo wściekły na los, na świat, na ludzi, niezmienność, życie, ubłoconą wieś Johnny gardzi pracownikiem, wyzywa go od Cyganów, traktuje jak parobka, jednak po epizodzie bójki o poranku, która ostatecznie kończy się pierwszym zbliżeniem, zaczyna się coś zmieniać – nie tylko w relacji między mężczyznami, ale też w samym Johnnym, bowiem z introwertycznego, chłodnego, zdystansowanego, agresywnego, rynsztokowego (jak mnie irytowały jego chamskie odzywki i łapczywy sposób jedzenia) osobnika, pod wpływem czułych gestów, zainteresowania, troski (okazuje się, że homoseksualizm nie polega na sekretnym, bezwiednym wyżyciu w obskurnym kiblu czy przydrożnej stajni, ale na autentycznym zaangażowaniu, na wspartej zaufaniem, wzajemną opieką, poczuciem bezpieczeństwa miłości, obfitującej i w namiętność, dotyk, pocałunki, wspólne kąpiele i w sprawdzenie czy danie jest odpowiednio przyprawione) zaczynają wypływać emocje i ukryte pragnienia, co odbija się nie tylko na jego lepszym samopoczuciu, ale i na umiejętności rozmowy oraz okazywania uczuć najbliższym (moment, gdy łapie ojca w szpitalu za dłoń należy do jednego z najbardziej wzruszających, do tego dodałabym karmienie i przytulanie owieczki, otwieranie Johnny’ego na pieszczoty i to jak w ostatniej scenie wpadli sobie w ramiona), nawet surowy, przygnębiający, zamglony krajobraz Yorkshire nabiera uroku, bo okazuje się, że są tam baśniowe wzgórza, doliny poprzecinane rzekami, wrzosowiska, skaliste wybrzeża i przepiękne pastwiska.

„Piękny kraj” nie jest więc drugą „Tajemnicą Brokeback Mountain”, bowiem tamta produkcja koncentrowała się na tym, że bohaterowie nie mogą ze sobą być z powodu krytycznego ustosunkowania społecznego, tutaj z kolei może i również nie ma publicznego obnoszenia ze swoją orientacją, a pewnie jest i jednostkowe skrępowanie wynikające z odmienności, to jednak nie wyczuwa się jakiejś homofobii (zresztą znajomi wiedzą, pracownicy baru wiedzą, babcia też wie, ojciec się domyśla i jakoś nikt nie robi z tego dramatu), bo chodzi o coś zupełnie innego: o przełamanie siebie, otwieranie na własne potrzeby, emocje, na bliskość, o gotowość na budowanie oraz poprawianie relacji i wyzbycie bezmyślnego, bezpodstawnego poniewierania kimś tylko dlatego, że jest obcokrajowcem.

Ten film trzeba obejrzeć, by zobaczyć, jak pod wpływem ciepła i zdecydowania (bo mimo opiekuńczości Gheorghe jest naprawdę stanowczym mężczyzną) w samotnego, nieufnego, zgorzkniałego człowieka zostaje wszczepiona pozytywna energia, dzięki której jego życie zaczyna nabierać sensu.

źródło ilustracji: http://1.fwcdn.pl/po/54/34/775434/7798187.6.jpg

źródło ilustracji: http://ars.pl/wp-content/uploads/2017/08/Piekny-kraj_1.jpg

źródło ilustracji: http://ars.pl/wp-content/uploads/2017/08/Piekny-kraj_2.jpg

źródło ilustracji: http://film.com.pl/_thumb/36/bf/cbbc27a7a6d917bb057c35f0bd79.jpeg

źródło ilustracji: http://1.fwcdn.pl/ph/54/34/775434/710284_1.2.jpg

Opublikowano Film, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Na dobry początek tygodnia: babeczki kawowo-chałwowe z wiśniami

Tak na dobry początek przyjemnie słonecznego, złotego, jesiennego tygodnia (bo to jest przyjemne, bowiem nie natrętne słońce) coś minimalistycznego, na kilka kęsów podzielonych niewielkim widelczykiem, w piękny wieczór, w miłym towarzystwie – babeczki kawowo-chałwowe: mięciutkie, lekkie, wilgotne ciasto czekoladowe o smaku kawowym nadziane kwaskową konfiturą wiśniową, przykryte wspaniałym, delikatnym kremem chałwowym.

Do wykonania już dziś, bo są po prostu nieziemskie ;)

Przepis na babeczki kawowo-chałwowe z wiśniami (12 sztuk) (Przepis pochodzi z Moich Wypieków od Pani Doroty; dodałam konfiturę wiśniową)

Składniki:

  • 140 g mąki pszennej (tortowej)
  • 30 g gorzkiego kakao
  • 3 łyżki kawy rozpuszczalnej
  • 80 g gorzkiej czekolady (rozpuszczonej w kąpieli wodnej i lekko przestudzonej)
  • 3/4 szklanki cukru
  • 90 ml oleju rzepakowego lub słonecznikowego
  • 3/4 szklanki mleka
  • 2 jajka
  • 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżka likieru kawowego (lub aromatu waniliowego)

Krem chałwowy:

  • 300 ml śmietany 36%
  • 250 g serka mascarpone
  • 200 g chałwy waniliowej

Dodatkowo:

  • konfitura wiśniowa
  • pokruszona chałwa

Sposób przygotowania:

Wieczór wcześniej śmietanę 36% przelać do małego garnuszka, dodać do niej posiekaną chałwę. Podgrzewać, mieszając często, do rozpuszczenia się chałwy i otrzymania sosu o gładkiej konsystencji – wystudzić, przykryć folią spożywczą i schłodzić w lodówce przez całą noc.

W misce wymieszać: mąkę, kakao, kawę, proszek do pieczenia i sodę oczyszczoną. Przesiać i odłożyć na bok.

Do drugiej miski wbić jajka, wsypać cukier, wlać mleko, olej, likier kawowy i roztopioną gorzką czekoladę. Wymieszać ręcznie, przy pomocy rózgi kuchennej.

Do mokrych składników dodać przesiane składniki suche – wymieszać rózgą tylko do połączenia się składników.

Papilotki do muffinek wypełnić ciastem prawie do pełna.

Piec około 25 minut, w temperaturze 170°C (do suchego patyczka)

Wyjąć. Wystudzić. Wydrążyć od góry i nadziać konfiturą wiśniową.

Przed samą dekoracją babeczek wyciągnąć z lodówki zimny sos chałwowy i serek mascarpone – zmiksować do otrzymania gęstego kremu.

Worek cukierniczy napełnić kremem i udekorować nim babeczki.

Z wierzchu oprószyć je chałwą.

Przechowywać w lodówce.

Opublikowano Babeczki, muffiny, tartaletki, Przepisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

O ptaszku, co śpiewał, zerkając do góry

Śpiewa sobie ptaszek, zerkając do góry:

że ludzie potworni, Los bywa ponury,

że wojny, choroby, władza i pieniądze -

mógłby tak wymieniać problemów tysiące!

Lecz woli się wznosić ponad wszelkie złości,

z krótkiego żywota zaznając radości.

Morał z tego krótki, choć srodze skrywany:

ptasie móżdżki mądre – my te głupie mamy.

Ku ścisłości gwoli:

głupie z własnej woli.

(autor: ja)

Opublikowano Moje wiersze, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Torcik Raffaello – wyraża więcej niż tysiąc słów

Ciasto dla miłośników białej czekolady, kokosa i pralinek Raffaello; w kształcie eleganckiego, niezbyt wysokiego torcika, na puszystym, naponczowanym sokiem z cytryny biszkopcie (dla urozmaicenia można jeszcze posmarować dżemem ananasowym lub morelowym), z przypominającą konsystencją ptasie mleczko pianką oraz słodką polewą ;)

Przepis na Raffaello (tortownica o średnicy 24 cm) (Przepis na biszkopt pochodzi z Moich Wypieków od Pani Doroty, a na masę z bloga: http://gotowaniecieszy.blox.pl/html)

Składniki:

Biszkopt jasny:

  • 1/3 szklanki mąki pszennej (tortowej)
  • 1/8 szklanki mąki ziemniaczanej
  • 1/3 szklanki cukru
  • 2,5 jajka
  • szczypta soli

Masa Raffaello:

  • 500 ml śmietany 36%
  • 250 g białej czekolady
  • 1 puszka mleczka kokosowego
  • 2 pełne łyżki żelatyny
  • 75 ml wrzątku

*w wersji wegetariańskiej żelatynę należy zastąpić agarem

Polewa z białej czekolady:

  • 150 g białej czekolady
  • 5 łyżek śmietany 36%
  • 1 łyżka masła

Dodatkowo:

  • pralinki Raffello
  • wiórki kokosowe
  • sok wyciśnięty z 1 cytryny + 0,5 szklanki wody + 1 łyżeczka cukru (na poncz)

Sposób przygotowania:

Biszkopt:

Białka ubić ze szczyptą soli, po czym powoli, łyżka po łyżce, wsypać cukier, następnie, cały czas miksując wlać żółtka. Na sam koniec masę jajeczną wymieszać ręcznie, szpatułką, z przesianymi mąkami.

Ciasto przelać do wyłożonej wcześniej papierem do pieczenia tortownicy.

Piec około 35 minut, w temperaturze 170°C (do suchego patyczka)

Wystudzić. Wyjąć z formy. Usunąć papier. Ponownie umieścić w tortownicy. Naponczować.

Masa Raffaello:

Kremówkę podgrzać w rondelku do momentu aż zacznie parować (nie wrzeć), zdjąć ją z palnika i wrzucić połamaną na kostki białą czekoladę – chwilę odczekać, wymieszać na gładki sos, wystudzić i wstawić do lodówki na 4h.

Mleczko kokosowe również wstawić do lodówki.

Żelatynę rozpuścić we wrzątku – wystudzić.

Schłodzoną kremówkę ubić do konsystencji gęstego musu, potem dodać mleczko kokosowe, połączyć, i cały czas miksując, wlać cienkim strumyczkiem wystudzoną żelatynę.

Odczekać kilka minut aż masa zacznie tężeć.

Wykonanie:

Tężejącą masę przełożyć na biszkopt, wyrównać i wstawić do lodówki na 2-3h.

Ciasto oblać z wierzchu polewą z białej czekolady (podgrzać kremówkę z masłem, po czym wrzucić połamaną na kostki czekoladę i wymieszać na gładki sos), oprószyć wiórkami kokosowymi i ozdobić pralinkami Raffaello.

 

Opublikowano Batonikowo - pralinowe wypieki, Torty, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

„Nie proś o więcej, niż otrzymałeś. Może się to okazać największym błędem twojego życia” – „Noah ucieka” autorstwa Johna Boyne’a

Kiedy mam wrażenie, że już więcej nie udźwignę, że to już za dużo, a łzy zamiast powszechnie nieprzemyślane „pomóc” tylko podtapiają duszę (choć raczej zamiast otępiającego płaczu wybieram odzierające z uśmiechu, radości, wszczepiające uczucie totalnego bezsensu, uniemożliwiające oddech, funkcjonowanie, życie  po prostu, wewnętrzne rozgniewanie), chciałabym rzucić wszystko i przydeptać, wygumkować, zapomnieć, UCIEC, nie wspominać, nie rozważać, NIE ISTNIEĆ, być gdzieś obok, niech się dzieje, mnie tu nie ma – ale tak nie zawsze można, zwłaszcza, jeśli jest ktoś jeszcze, ktoś dla kogo warto jakoś to poukładać, dla kogo warto istnieć…

…niestety wiem, że nigdy nie będę potrafiła tak zupełnie, jednak to chyba nie na tym polega, by z różnymi, dodatkowymi, smutnymi bagażami chodzić po świecie tak samo.

***

Śniło mi się, że mam masę blizn po prawej stronie ciała, dosłownie bliznę na bliźnie i bliznę przy bliźnie, ale nie chcę, by mi je usunięto, chociaż pod tą zabliźnioną skórą wyrosła piękna, zdrowa prawa ręka, bo uznałam, że one są częścią mnie, są tym, co mnie ukształtowało; a przecież nie da się zapomnieć i zupełnie powrócić do tego sprzed…

Blizny przypominają i przewartościowują.

***

Tak dzisiaj o ucieczkach, bo w te deszczowe dni to na nich się koncentrowałam (mimo, że od zawsze sama gdzieś tam się snuję po własnych, odosobnionych, dziwacznych przestrzeniach), zagłębiając w książkę „Noah ucieka” autorstwa Johna Boyne’a, czyli tego samego, który stworzył okrutnie rozbrajającego „Chłopca w pasiastej piżamie” – teraz również o chłopcu i również bardzo poruszająco, i mądrze.

8-letni Noah Barleywater wyszedł z domu wcześnie rano, zanim wzeszło słońce, zanim obudziły się psy, zanim rosa pokryła pola, bo chciał to zrobić ukradkiem, by nikt nie mógł mu przeszkodzić w zaplanowanej ucieczce, w trakcie której zwiedza okoliczne wioski; w pierwszej natyka się na ukrywającą swe owoce jabłoń (po zerwaniu 3 sztuk zostaje okrzyknięty złodziejem), w drugiej nieprzyjemnego małego mężczyznę w czarnej peruce, pchającego w taczce szarego kota (oskarża malca, że przez przypadkowe potrącenie łokciem nie zdąży do weterynarza), a w trzeciej, usianej nierównomiernie rozsypanymi budynkami o cudacznych kształtach: gadającego jamnika, wiecznie głodnego osła, pomnik wspaniałego biegacza DYMITRA CAPALDIEGO, stare, ogromne, warczące jak tygrysica broniąca młodych, hipnotyzujące, z błyskawicznie odrastającymi gałęziami drzewo i osobliwy, niezwykle kolorowy, poskładany ze sterczących i wychylających bez żadnego ładu i składu części, dom, który okazuje się sklepem z wyłącznie drewnianymi zabawkami, a one nie wydawały się wcale zabawkami, ale czymś znacznie donioślejszym. Wszystko, co widział, było nowiutkie i wyjątkowe (…) Niemal wszystkie były starannie pomalowane – nie na zwyczajne kolory, tak jak zabawki, które miał w domu i na których pękała i łuszczyła się farba, jeśli chociaż dłużej na nie popatrzył. Takich barw jak tutaj nie widział nigdy wcześniej i nie potrafiłby nawet ich nazwać. Po lewej stał drewniany zegar, pomalowany na, no cóż, nie na zielono, ale na kolor, którym byłaby zieleń, gdyby posiadała choć odrobinę wyobraźni. A tam, obok drewnianego stojaka na ołówki, leżała drewniana gra planszowa, której dominującym kolorem nie był czerwony, ale taki, na jaki czerwień spojrzałaby z zazdrością, rumieniąc się z powodu własnego braku wyrazistości. A drewniany alfabet, no cóż, niektórzy mogliby powiedzieć, że pomalowano go na żółto-niebiesko, ale mówiliby to z dominującą świadomością, że tak zwyczajne słowa stanowią okropną zniewagę wobec koloru tych liter. Lecz bez względu na to, jak ciekawe, zastanawiające i niezwykłe były te zabawki, nie sposób było je porównać z tymi, którymi w ogromnych ilościach obwieszone były ściany sklepu. Z marionetkami. Były ich dziesiątki. Nie, nie dziesiątki, ale tuziny. Nawet nie tuziny, ale setki, chyba więcej niż człowiek mógłby zliczyć w jeden dzień, nawet za pomocą barwnych drewnianych liczydeł ustawionych na pobliskiej ladzie. Wyrzeźbiono je w najrozmaitszych rozmiarach i kształtach, były różnej wysokości i szerokości, różniły się kolorem i formą, ale każda z nich zrobiona była z drewna i pomalowana w jaskrawe barwy, które napełniały je werwą, zapałem i wrażeniem pełni życia.

Właścicielem tego tęczowego fenomenu, gdzie panuje będąca „nieobecnością wszelakich dźwięków” cisza i gdzie można trafić na społecznie wycofany zegar o imieniu Aleksander, wolący, by pozostali nie zwracali na niego uwagi, co zważywszy na fakt, iż  większość zegarów uwielbia się popisywać, bo wiecznie pędzą, nieustannie tykają, tak jakby od tego zależało ich życie wydaje się dość niespodziewane, dzwoniący z opóźnieniem dzwonek, przesuwające pod nogami deski podłogowe, wytresowaną kukułkę, ciężko dyszące drzwi (rolą Henry’ego jest podbieganie do miejsca, które ma za chwilę zostać otworzone), podchodzącą, na pstryknięcie palców, lodówkę oraz Charlesa, czyli przedstawiające etapy starzenia lustro, jest sympatyczny, trochę ekscentryczny Starzec (później wychodzi na jaw, że to Pinokio we własnej osobie), stale strugający jakąś kukiełkę (od lat chce wyrzeźbić siebie, jednak zawsze wychodzi mu coś zupełnie innego), który po uniesieniu wieka tajemnej skrzyni, pozwala Noahowi wyciągać rozmaite marionetki, wśród których znajduje się:

Pani Shields – przysadzista kobieta z licznymi podbródkami i wściekłym wyrazem twarzy.

Pan Wicklemężczyzna w dresie, który po pociągnięciu sznurka unosi lewą rękę i dmucha w gwizdek.

Książę – przystojny, ale nieco nerwowy z wyglądu młodzieniec w złotej koronie na głowie.

Pan Quaker – ma bardzo chude ciało i bardzo kwadratową głowę. 

Doktor Wings – wydaje się przedstawiać starego królika, który rusza wąsikami.

To skłania go do opowiedzenia historii swojego życia, czyniąc przy okazji odpowiednie uwagi, refleksje, zadając pytania, okazując zainteresowanie przemyśleniami oraz anegdotami chłopca, który zaczyna zwierzać mu się z autentycznego powodu ucieczki, jakim jest terminalny stan matki, o którym rodzice boją się z nim rozmawiać, co doprowadza go do olbrzymiej frustracji, bowiem niewyjaśnienie oraz zatajenie zwyczajnie go przerastają, a ponieważ czuje się w tej sytuacji zagubiony i osamotniony, postanowił zastosować metodę wyparcia i zdecydował się w taki właśnie sposób uwolnić od przytłaczającego problemu.

Tak oto Starzec w sposób bardzo subtelny, wyważony i klarowny podejmuje z Noahem bardzo ciężkie tematy, jak: przemijanie, starość, choroba, śmierć, cierpienie, niepokój związany z odchodzeniem kogoś bliskiego i  umiejętność godzenia się z nim, otwartość w okazywaniu uczuć, konsekwencje własnych decyzji, naprawianie błędów, cieszenie się drobiazgami, docenianie miłych gestów, nie odkładanie czegoś na później i budowanie wspólnych wspomnień.

W efekcie chłopiec zaczyna rozumieć co jest w życiu najważniejsze i jak zmierzyć się z osobistym dramatem, więc czym prędzej postanawia wrócić do domu, gdyż: nie wiedział, ile im zostało, ale jeśli byłby to tylko dzień lub dwa, wciąż mieli szansę stworzyć tyle wspomnień, żeby wystarczyło do końca życia.

„Noah ucieka” to mądra, ciepła, wzruszająca książka na pograniczu powieści przygodowej, psychologicznej, stworzona w atmosferze baśniowości i realizmu magicznego, która uświadamia, że przed dziećmi nie można ukrywać istotnych kwestii, z których składa się codzienność i których z pewnością, na jakimś etapie, doświadczą; zwyczajnie nie sposób udawać, że tematu nie ma, lecz spokojnie, powoli, pojętnie, odpowiednio do ich wieku i usposobienia wyjaśnić co się dzieje, jednocześnie pokazując jak się z tym zmierzyć i dając nadzieję, że da się przez to przebrnąć i jakoś na nowo wszystko poukładać. Małemu człowiekowi trzeba tłumaczyć świat, by ze strachu oraz narastających przeciwności i niejasności nie uciekał w odrealnione przestrzenie, lecz nauczył się funkcjonować tu i teraz, posiadając jakiś podstawowy zalążek do własnych, rozumnych interpretacji, które ułatwią mu toczenie bojów z bezwzględnym Losem.

Garść moich ulubionych cytatów:

Marionetka może podróżować i przeżywać przygody, nie starzejąc się ani o dzień. Natomiast chłopiec… prawdziwy chłopiec… starzeje się, a potem nie czeka go już nic tylko śmierć. 

Pewność siebie ma wielkie znaczenie.

Dorośli są szalenie ograniczeni. To jedna z ich licznych wad.

Drzewa są przeciwieństwem ludzi: im człowiek starszy, tym robi się mniejszy. Z drzewami jest na odwrót.

Czasem niezwykle trudno stawić czoła pamiątkom z przeszłości. Jedno spojrzenie może sprawić, że zaczniesz się smucić. I żałować.

No i najlepszy:

Nie proś o więcej, niż otrzymałeś. Może się to okazać największym błędem twojego życia.

Bo bardzo nie lubię pazernych ludzi, wręcz się ich wystrzegam, rezygnuję, ponieważ obawiam i zastanawiam się, co są w stanie poświęcić w imię prywatnego egoizmu, chęci posiadania znacznie większej ilości rzeczy, oczywiście materialnych, niż mogą w danej chwili mieć.

Myślę, że są w stanie poświęcić wszystko.

To zarazem przykre, bolesne, przezabawne i godne współczucia.

 

Opublikowano Literatura, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Wegańskie dyniowo-bananowe ciasto z powidłami śliwkowymi i tahini

Rzadko piekę coś dla siebie, ponieważ ponad słodkie smaki stawiam te ostre i kwaśne, ale parę dni temu urzeczona śliczną zielonością nabyłam mąkę dyniową, którą zazwyczaj wykonuję sama, bo stanowi jedynie dodatek do mich dań (spożywam ją na surowo w owsiankach, koktajlach lub sałatkach). W ten oto sposób stałam się dumną posiadaczką 0,5 kg opakowania, zachęcającego do wykorzystania znacznie większej niż dotychczas ilości.

Postawiłam na cudownie wilgotne, kleiste, barwą przepiękne, aromatem powalające, a smakiem uzależniające wegańskie, bezglutenowe ciasto dyniowo-bananowe z kleksami domowych śliwkowych powideł i tahini, które wykonuje się błyskawicznie (wystarczy wymieszać składniki, wlać do foremki, upiec i gotowe!).

Ten wypiek mogę swobodnie ustawić obok szarlotki, orzechowca, blondie i najlepszego na świecie kawowego ciastka orkiszowo-owsianego z masłem orzechowym  ;)

Polecam!

Uwaga: ciasto można mrozić, a po rozmrożeniu kompletnie nie traci smaku i nie zmienia konsystencji.

Przepis na wegańskie dyniowo-bananowe ciasto z powidłami śliwkowymi i tahini (forma o wymiarach 20x20cm ) (zainspirowałam się przepisem z bloga: http://www.truetastehunters.com/; podaję z moimi zmianami)

*piekłam z połowy niżej podanych składników

Składniki:

  • 4 bardzo dojrzałe banany
  • 125 g mąki dyniowej
  • 100 g mąki ryżowej
  • 2 łyżki mąki orzechowej
  • 1 łyżka oleju z orzecha włoskiego
  • 120 g tahini
  • 120 g melasy winogronowej
  • 30 g ekologicznego cukru waniliowego z prawdziwą wanilią
  • 3 łyżki wody różanej
  • 0,5 łyżeczki cynamonu
  • 0,5 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • 2 łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia

Dodatkowo:

  • 200 g powideł śliwkowych
  • 2-3 łyżki tahini
  • prażone pestki dyni

Sposób przygotowania:

W jednej misce zblendować na gładką masę: banany, melasę, ekologiczny cukier waniliowy z prawdziwą wanilią, tahini, wodę różaną, olej z orzecha włoskiego, cynamon i gałkę muszkatołową, a w drugiej wymieszać: mąkę dyniową, mąkę ryżową, mąkę orzechową oraz bezglutenowy proszek do pieczenia, po czym dokładnie połączyć składniki z obu misek.

Tak przygotowane ciasto przelać do formy wcześniej wyłożonej papierem do pieczenia.

Na wierzchu wykonać kleksy z powideł śliwkowych, a w miejscach, gdzie ich nie ma, zrobić esy-floresy z tahini.

Piec około 35 minut, w temperaturze 180°C

Wyjąć. Wystudzić. Oprószyć prażonymi pestkami dyni.

Opublikowano Przepisy, Wegańskie, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Sernik rosyjski (na orzechowym spodzie, z cytrynowym lukrem i podprażonymi płatkami migdałowymi)

Jesienno-zimowe wypieki są korzenne, orzechowe, dyniowe, pomarańczowe, jabłkowe, z daktylami, powidłami śliwkowymi, miodem, marcepanem, makiem, kawą, marchewką, bezą, gorzką czekoladą, kasztanem, rumem i likierem.

Ich barwy są stonowane, ale wypełnione oszałamiającymi wonnościami, które kojarzą się ze spokojem i jakąś taką nostalgią za tym, co już było i za tym, czego nigdy nie będzie.

Dzisiaj proponuję cudowny sernik rosyjski: aromatyczny orzechowy spód, przepyszna, aksamitna, przez dodanie ubitej kremówki niesamowicie delikatna masa serowa, cytrynowy lukier i podprażone płatki migdałowe.

To tak na umilenie tych wieczorów, kiedy deszcz cichutko podśpiewuje, a gorąca kawa zaprasza do zwierzeń ;)

Przepis na sernik rosyjski (blacha o wymiarach 24x35cm) (Przepis pochodzi z bloga: http://ilovebake.pl/; wykorzystałam lukier z przepisu na sernik krakowski)

Składniki:

Orzechowy spód:

  • 3/4 szklanki mąki pszennej (tortowej)
  • 1 szklanka zmielonych orzechów włoskich
  • 100 g masła (miękkiego)
  • 4 łyżki cukru 
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • szczypta gałki muszkatołowej

Masa serowa:

  • 800 g twarogu półtłustego (dwukrotnie zmielonego)
  • 200 g serka kremowego, np. Philadelphia
  • 1 i 1/4 szklanki cukru
  • 6 dużych jajek
  • 250 ml śmietany 30%
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • sok wyciśnięty z 0,5 cytryny
  • 1 łyżeczka aromatu waniliowego
  • szczypta soli

Cytrynowy lukier:

  • 1 białko
  • 150 g cukru pudru
  • sok wyciśnięty z 1 małej cytryny

Dodatkowo:

  • płatki migdałowe (podprażone na suchej patelni)

Sposób przygotowania:

Miękkie masło przez chwilę zmiksować, po czym dodać pozostałe składniki i zagnieść z nich ciasto, które należy wcisnąć na spód wcześniej wyłożonej papierem do pieczenia blachy.

Podpiec około 15 minut, w temperaturze 180°C.

Przygotować masę serową: twaróg oraz serek zmiksować z cukrem, żółtkami, aromatem waniliowym, sokiem oraz skórką z cytryny. Następnie wsypać przesianą mąkę ziemniaczaną. Kremówkę ubić na sztywno i delikatnie połączyć z masą. Na sam koniec wmieszać białka ubite ze szczyptą soli na sztywną pianę.

Tak przygotowaną masę wyłożyć na podpieczony spód.

Piec około 10 minut w temperaturze 180°C, potem obniżyć temperaturę do 150°C i piec jeszcze około 1-1,5h (skórka musi być zarumieniona, a sernik sprężysty w środku)

Studzić w piekarniku, przy uchylonych drzwiczkach.

Wystudzony sernik z wierzchu posmarować cytrynowym lukrem (powstałym z dokładnego wymieszania składników) i oprószyć podprażonymi płatkami migdałowymi.

 

Opublikowano Przepisy, Serniki, Wszystkie wpisy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj